Pies, czyli kot, czyli Stanisław Tym o rowerze

W zeszłotygodniowym numerze "Polityki" Stanisław Tym pisze o rowerach.

Odpuśćmy sobie tłumaczenie, kim jest Stanisław Tym i przejdźmy do rzeczy:

Jeden z założycieli pierwszej w Polsce studenckiej sceny satyryków Henryk Malecha śpiewał 55 lat temu taką oto piosenkę: "Żal mi cię luba Historio/I ciebie kochany Postępie/To pisał już ojciec Goriot/Że mkniecie w zbyt szybkim tempie./A ja się klnę jako żywo,/gdy się pochylam nad sterem,/Że zamiast lokomotywą/przyjemniej się jedzie rowerem". Dziś słowa te znaczą po prostu - mogę być niezależny od nikogo i jechać, czym chcę, tam, gdzie chcę. Ale wtedy były one ostrym sprzeciwem, potępieniem stalinizmu, czasów pogardy dla człowieka, dla jego potrzeby wolności i godności. Minęły lata. Jazda rowerem jest dziś czymś tak naturalnym, że nawet pisać o tym trudno. Oczywistość jest oczywistością. Można jeździć po chodnikach, można wyprzedzać samochody z obu stron. Wszystko właściwie można i wydaje się, że nie jest to takie złe. Tyle tylko, że marzy się ludziom, by taka rowerowa wolność dała się przełożyć nie tylko na poruszanie się po mieście, ale też na poruszanie się człowieka w całym życiu, we wszystkich tego życia elementach. By ta indywidualna swoboda jednostki ludzkiej była naturalną podstawą systemu bez względu na to, czy rządzi lewica, czy prawica, czy diabły będą przy władzy, czy anioły.

Ładnie powiedziane. Cały tekst (Uwaga! Polityczny!) na stronie polityka.pl .

Więcej o: