Święto Roweru w Lubartowie - było fajnie, choć mokro

W niedzielę w Lubartowie odbyło się XVIII Święto Roweru. Kolarzom-amatorom nie dopisała jednak pogoda i za tydzień impreza odbędzie się ponownie. Głównym sponsorem był Bank BGŻ.

W Lubartowie miłośnicy jazdy na dwóch kółkach spotkali się już po raz osiemnasty, a więc można powiedzieć, że Święto Roweru jest już dorosłe. - To prawda, impreza jest dorosła, szkoda tylko, że dzisiaj nie dorosła do tego pogoda - mówił pomysłodawca i organizator imprezy Janusz Pożak. - Od samego rana pada i nic nie zmienia się na lepsze. Mimo tego już około godziny 10 mieliśmy ponad 200 uczestników, co, szczerze mówiąc, trochę mnie zaskoczyło, oczywiście pozytywnie. Nasza akcja jest zależna od pogody, bo ciężko jeździ się w deszczu i myślę, że będziemy to święto kontynuować w następną niedzielę. Dużo osób czekało na to wydarzenie, a pogoda pokrzyżowała im plany. Z tego co pamiętam, to do tej pory tylko raz mieliśmy taką złą pogodę - wspominał Pożak, sam niegdyś znakomity kolarz.

ZOBACZ TAKŻE GALERIĘ ZDJĘĆ Z IMPREZY.

Tym, którzy mimo kapryśnej aury zdecydowali się wystartować, należały się słowa wielkiego uznania. Podziwu nie krył też Czesław Lang, który był jednym z zaproszonych gości. - Kolarze, tak jak myśliwi, mówią, że nie ma złej pogody, jest tylko dobra albo bardzo dobra - mówił z uśmiechem wicemistrz olimpijski oraz medalista mistrzostw świata. - Dzisiaj trafiliśmy akurat na tę dobrą, ale mimo tego widzimy zawodników, którzy ubrali się po prostu trochę cieplej i chcą pokonać tę trasę, pokazując, że są twardzi i deszczu oraz zimna się nie boją. Trzeba mieć dużo silnej woli, żeby wystartować w taką pogodę - twierdził Lang.

Mimo że lubartowskie Święto Roweru to impreza typowo amatorska i rozrywkowa, to najmłodsi uczestnicy mają szansę spróbować swoich sił i, jak zauważa Lang, może być to pierwszy krok do profesjonalnego uprawiania tego sportu. - Ja sam tak zaczynałem - mówi organizator Tour de Pologne. - Miałem chyba 13 czy 14 lat, gdy właśnie pojechałem na podobną imprezę, to chyba było coś w stylu małego Wyścigu Pokoju. Pamiętam, że wtedy jechałem na rowerze mojej mamy, na typowej "damce". Zobaczyłem, że to jest fajne i szukałem klubu, żeby się zapisać i zacząć trenować. Tak zaczęła się moja kariera - snuł wspomnienia Lang.

Miejmy nadzieję, że za tydzień pogoda będzie łaskawsza dla startujących i organizatorom uda się pobić rekord frekwencji (w tym roku liczono na udział ponad 10 tys. osób).

Większość z tych, którzy wystartowali wczoraj, z chęcią pojawi się także za tydzień. - Jeśli dzisiaj, mimo takiej pogody, postanowiłem pojechać, to za tydzień, przy lepszej aurze, pojawię się na pewno po raz drugi - mówił pan Andrzej z Lubartowa.

Więcej o:
Copyright © Agora SA