Z dziennika rowerzysty miejskiego: Trzy pozytywne przykłady

Można czasem spotkać się z twierdzeniem, że to nie infrastruktura rowerowa czyni z danego miasta miejsce przyjazne dla rowerzystów, tylko nastawienie innych uczestników ruchu. Nas, ludzi mieszkających w miastach, w których często drogi dla rowerów kończą się szybciej niż się zaczęły, a przez ten moment, kiedy trwają, pełne są dziur, wybojów, kostki brukowej i drzew w skrajni, twierdzenia takie mogą dziwić. Chcielibyśmy, aby gęsta sieć poprawnie zbudowanych dróg dla rowerów odseparowała nas od złego i niebezpiecznego świata. Ale przecież, gdyby okazało się, że świat wcale nie jest AŻ TAK zły i niebezpieczny, separowanie nie byłoby niezbędne. Więc?

Więc po pierwsze jadę sobie z córką w foteliku do przedszkola. Aby tam się dostać, muszę przekroczyć jedno dość ruchliwe, choć niewielkie skrzyżowanie, na które wjeżdżam z ulicy podporządkowanej. Z reguły skrzyżowania nie udaje mi się przejechać od razu, często muszę czekać na nim nawet ponad minutę. Aż tu pewnego dnia jadący na początku długiej kolumny samochodów drogą z pierwszeństwem przejazdu wielki, czarny SUV, uosobienie wszystkiego, co jesteśmy skłonni sobie wyobrażać jako ZŁO i NIEBEZPIECZEŃSTWO, zatrzymuje się, a jego kierowca daje mi życzliwe znaki, sugerujące, że mnie... przepuszcza! Co ciekawe ten zaskakujący motyw powtarza się od tamtej pory co kilka dni, z wykorzystaniem samochodów wszelkich marek, mocy i kolorów.

Po drugie jadę sobie szeroką i potencjalnie wygodną drogą dla rowerów do pracy. Droga jest wygodna potencjalnie, gdyż co chwila przecinają ją drogi podporządkowane oraz wjazdy na posesje. Oczywiście wyobrażacie sobie te kohorty nieprawidłowo zaparkowanych samochodów, zastawiających przejazd. Niemniejszym problemem są auta zatrzymujące się na przejazdach (zamiast przed nimi). Jadę więc sobie tą drogą i widzę, że z podporządkowanej wyjeżdża wielki i bezwzględny autokar - ZŁY i NIEBEZPIECZNY. Tak ZŁY i NIEBEZPIECZNY, że oczywiście zwalniam, wiedząc, że z nim nie wygram, kiedy na dłuższą chwilę zatarasuje mi przejazd. Ale nagle... kierowca autokaru mnie zauważa i zatrzymuje się, zostawiając przejazd wolny. Oczywiście to, że cieszę się z czegoś, co mi przysługuje mocą prawa, jest odrobinę smutne, ale z drugiej strony - uwaga! - on mnie ZAUWAŻYŁ! I nie wykorzystał swojej niewątpliwej przewagi!

Po trzecie moja koleżanka jedzie windą z rowerem. Do windy wpada pan w drogim garniturze (taki, co jeździ drogimi BMW - wiecie - ZŁY i NIEBEZPIECZNY) i zaczyna opowiadać, jak to się strasznie spóźnia na ważne spotkanie. Moja koleżanka też się spóźnia - to pierwszy raz, kiedy jechała do pracy rowerem i nie znalazła jeszcze optymalnej drogi. Pan w garniturze mówi: "Ale rowerem to dobrze. Nie to, co samochodem. Ja jechałem ostatnio z Janek swoim BMW "trójką" i na każdych światłach mnie ten sam rowerzysta doganiał. Więc, myślę sobie, po co mi ta bryka". Naprawdę jej tak powiedział. Z prawdziwą zazdrością.

Poza tym samochody coraz częściej rozjeżdżające się na boki, kiedy mijam je (zgodnie z prawem) stojące w korku. Samochody coraz częściej mijające mnie z zachowaniem właściwego dystansu. Samochody, które coraz częściej jadą za mną i nie próbują mnie wyprzedzać, kiedy nie mają pewności bezpiecznego zakończenia manewru. I wiele innych zachowań coraz częstszych, których jeszcze kilka lat temu w ogóle nie dostrzegałem. Być może starzeję się i bardziej jestem skłonny widzieć, że otaczają mnie zjawiska raczej dobre i pozytywne niż ZŁE i NIEBEZPIECZNE. Ale chyba jednak rzeczywiście na ulicach przynajmniej Warszawy, choć poziom chamstwa i bezmyślności pozostał ten sam, poziom życzliwości i współdziałania z roku na rok wzrasta. A nawet jeśli wzrasta bardzo powoli, to chyba większe szanse mamy na pozytywne nastawienie innych uczestników ruchu niż na dobrą i wygodną infrastrukturę rowerową.

Więc po pierwsze jadę sobie z córką w foteliku do przedszkola . Aby tam się dostać, muszę przekroczyć jedno dość ruchliwe, choć niewielkie skrzyżowanie, na które wjeżdżam z ulicy podporządkowanej. Z reguły skrzyżowania nie udaje mi się przejechać od razu, często muszę czekać na nim nawet ponad minutę. Aż tu pewnego dnia jadący na początku długiej kolumny samochodów drogą z pierwszeństwem przejazdu wielki, czarny SUV, uosobienie wszystkiego, co jesteśmy skłonni sobie wyobrażać jako ZŁO i NIEBEZPIECZEŃSTWO, zatrzymuje się, a jego kierowca daje mi życzliwe znaki, sugerujące, że mnie... przepuszcza!

Co ciekawe ten zaskakujący motyw powtarza się od tamtej pory co kilka dni, z wykorzystaniem samochodów wszelkich marek, mocy i kolorów.

Po drugie jadę sobie szeroką i potencjalnie wygodną drogą dla rowerów do pracy. Droga jest wygodna potencjalnie, gdyż co chwila przecinają ją drogi podporządkowane oraz wjazdy na posesje. Oczywiście wyobrażacie sobie te kohorty nieprawidłowo zaparkowanych samochodów, zastawiających przejazd. Niemniejszym problemem są auta zatrzymujące się na przejazdach (zamiast przed nimi). Jadę więc sobie tą drogą i widzę, że z podporządkowanej wyjeżdża wielki i bezwzględny autokar - ZŁY i NIEBEZPIECZNY. Tak ZŁY i NIEBEZPIECZNY, że oczywiście zwalniam, wiedząc, że z nim nie wygram, kiedy na dłuższą chwilę zatarasuje mi przejazd. Ale nagle... kierowca autokaru mnie zauważa i zatrzymuje się, zostawiając przejazd wolny. Oczywiście to, że cieszę się z czegoś, co mi przysługuje mocą prawa, jest odrobinę smutne, ale z drugiej strony - uwaga! - on mnie ZAUWAŻYŁ! I nie wykorzystał swojej niewątpliwej przewagi!

Po trzecie moja koleżanka jedzie windą z rowerem. Do windy wpada pan w drogim garniturze (taki, co jeździ drogimi BMW - wiecie - ZŁY i NIEBEZPIECZNY) i zaczyna opowiadać, jak to się strasznie spóźnia na ważne spotkanie. Moja koleżanka też się spóźnia - to pierwszy raz , kiedy jechała do pracy rowerem i nie znalazła jeszcze optymalnej drogi. Pan w garniturze mówi: "Ale rowerem to dobrze. Nie to, co samochodem. Ja jechałem ostatnio z Janek swoim BMW "trójką" i na każdych światłach mnie ten sam rowerzysta doganiał. Więc, myślę sobie, po co mi ta bryka". Naprawdę jej tak powiedział. Z prawdziwą zazdrością.

Poza tym samochody coraz częściej rozjeżdżające się na boki, kiedy mijam je (zgodnie z prawem) stojące w korku. Samochody coraz częściej mijające mnie z zachowaniem właściwego dystansu. Samochody, które coraz częściej jadą za mną i nie próbują mnie wyprzedzać, kiedy nie mają pewności bezpiecznego zakończenia manewru. I wiele innych zachowań coraz częstszych, których jeszcze kilka lat temu w ogóle nie dostrzegałem.

Być może starzeję się i bardziej jestem skłonny widzieć, że otaczają mnie zjawiska raczej dobre i pozytywne niż ZŁE i NIEBEZPIECZNE. Ale chyba jednak rzeczywiście na ulicach przynajmniej Warszawy, choć poziom chamstwa i bezmyślności pozostał ten sam, poziom życzliwości i współdziałania z roku na rok wzrasta. A nawet jeśli wzrasta bardzo powoli, to chyba większe szanse mamy na pozytywne nastawienie innych uczestników ruchu niż na dobrą i wygodną infrastrukturę rowerową.

kom

Więcej o: