Konserwatyści kontra cyklistki czyli Genderrower

"Rower był postrzegany jako narzędzie rozniecające kobiecy popęd seksualny, co miało doprowadzić do wszechobecnej rozwiązłości i zdrad" - pisze Agata Chwoła w tekście "Cyklistki" w numerze 1-2 "Zadry" z 2010 roku.

W dzisiejszym rowerowym przeglądzie prasy nierowerowej wracamy do wątku cyklistyczno-genderowego, o którym już jakiś czas temu pisaliśmy .

Chwoła w swoim tekście przypomina z jakimi problemami musiały zmierzyć się rowerzystki w początkach ruchu rowerowego. Wiktoriańscy "eksperci" obawiali się między innymi, że jazda na rowerze jest niezdrowa dla "płci słabszej", może prowadzić do rozregulowania nerek i zatrzymania miesiączki.

Na taki argument "płeć słabsza" odpowiadała: "Gdy kobiety pracują po dziesięć godzin w źle wietrzonych fabrykach lub gdy godzinami siedzą zgarbione w szwalniach, nikt się nie troszczy o ich stan zdrowia - lecz gdy te same kobiety znajdą tani i łatwy sposób na rozrywkę, poprawienie kondycji i zaczerpnięcie świeżego powietrza, podnosi się krzyk i wyraża rzekomą troskę o psychiczne i fizyczne zdrowie kobiet" - pisze Chwoła.

Znacznie bardziej podniecające dla ówczesnych "obrońców kobiet" było wyobrażenie, że jazda na rowerze jest dla kobiety stymulująca seksualnie. "Rower był postrzegany jako narzędzie rozniecające kobiecy popęd seksualny, co miało doprowadzić do wszechobecnej rozwiązłości i zdrad" - czytamy w "Zadrze". Cóż - chciałoby się dodać - jazda rowerem rzeczywiście jest przyjemna, ale niektórzy chyba ją jednak przeceniali.

Artykuł Chwoły, pełen kuriozalnych cytatów z XIX-wiecznych publikacji, jest doskonałym przykładem na to, jak rzekoma troska o moralność i "kobiecość" stawała się narzędziem służącym białym bogatym heteroseksualnym mężczyznom do walki o utrzymanie władzy.

O ile to się niewiele zmieniło. o tyle same argumenty stały się uroczo anachroniczne. Jak pisze Chwoła: "W 1885 roku w jednej z gazet dla młodych kobiet napisano: 'Jazda na rowerze nie jest czynem samym w sobie grzesznym, a jeśli jest to jedyny sposób, aby dotrzeć w niedzielę do kościoła, czyn ten może być wybaczony'". Przecież dzisiaj każdy wie, że do kościoła trzeba jeździć samochodem.

Konrad Olgierd Muter

Więcej o: