Rower w formalinie, czyli rowerowy tatuaż więzienny

Amerykański serwis o rowerach, bikerumor.com, poświęcił jeden z ostatnich wpisów Polsce. Ale niestety nie jest to ani informacja o sukcesach polskiego kolarza, ani wiadomość o tym, że NIK wspomniał w swoim raporcie o znikomych postepach w budowie ścieżek rowerowych, ani nawet news o jeżdżeniu pod prąd w Krakowie. Choć właśnie Krakowa dotyczy blogonotka w Bikerumor. I więziennych tatuaży.

Tekst opowiada o kolekcji więziennych tatuaży przechowywanych w formalinie na Uniwersytecie Jagielońskim. Wśród sześćdziesięciu wzorów jeden szczególnie przykuł uwagę autora notki podpisującego się nickiem Kristibee. Tatuaż przedstawia - jakżeby inaczej - rowerzystę. Kristibee zastanawia się, co mógł oznaczać w więziennym kodzie wytatuowany rowerzysta. I zgaduje: "Może to jakiś rowerowy twardziel na ostrym kole bez hamulców, który terroryzował polskie drogi w latach 60.?".

Gdyby tatuaż pochodził z dzisiejszych czasów, moglibyśmy być niemal pewni, że wydziarał go sobie człowiek skazany za prowadzenie roweru po jednym piwie . Lub osoba zatrzymana za jazdę po chodniku. W ostateczności ktoś, kto posługuje się podczas jazdy rowerem niezgodnym z kodeksem drogowym "sygnałem o przeraźliwym dźwięku".

A skoro już jesteśmy przy rowerowych tatuażach, to po tatuażu w formalinie, pora na coś przyjemniejszego:

Więcej o: