Wyprawa śladami Bobkowskiego: Rowerowy Paryż - uwagi na marginesie

Od kilku dni jesteśmy we Francji. Przemierzyliśmy już kilka tysięcy kilometrów, ale wciąż niestety tylko w autobusie.

Więcej o wyprawie : www.bobkowski2010.pl

Program paryski był bardzo napięty - odwiedziny w Instytucie Literackim, z którym tak związany był Andrzej Bobkowski oraz spotkanie z polskimi i francuskimi czytelnikami "Bobka" w Księgarni Polskiej przy Bulwarze Saint-Germain. Za każdym razem spotykamy się z bardzo przyjaznym odbiorem. O "Szkicach piórkiem" i samej wyprawie dużo mówimy, rowery jednak nadal znajdują się w przyczepie. Niedługo to się zmieni. Aż się rwiemy do pedałowania, tym bardziej że pogoda wyborna. Jak ironicznie pisał Bobkowski 70 lat temu: Hitlerwetter w całej krasie!

Z perspektywy chodnika, Paryż na pewno nie jest rajem dla rowerzystów, ale wszyscy bardzo się starają, aby dało się tu jeździć. O ogólnomiejskiej wypożyczalni rowerów wiedzą już pewnie wszyscy. W kilku słowach: po mieście porozrzucane są stacje, z których można wypożyczyć jednoślad. Jeśli zdążymy dotrzeć do kolejnej samoobsługowej wypożyczalni w czasie krótszym niż pół godziny, nic nie płacimy. Za dłuższy okres wprowadzono opłaty, ale w granicach rozsądku. Paryscy rowerzyści, których spotkaliśmy, bardzo sobie ten system chwalili. Sami nie skorzystaliśmy, bo potrzeba jeszcze wpłacić 150 euro depozytu, który zwracany jest po okresie korzystania. 150 euro razy 15 uczestników + francuski luz w załatwianiu wszystkiego = perspektywa opóźnień, na które nie chcieliśmy się narażać.

Same rowery miejskie byłyby jednak bezużyteczne, gdyby nie rozległa sieć ścieżek rowerowych. W samym centrum, wydzielonych pasów dla rowerów jest niewiele, ale Francuzi starają się, by rowerzyści na drodze byli widoczni. Tutaj cykliści traktowani są serio, jako ważni uczestnicy ruchu. Na niemal każdym skrzyżowaniu umieszczono śluzy rowerowe, oprócz tego rowerzyści mogą korzystać z większości zauważonych przez nas buspasów. Pasy na jezdni też się zdarzają, ale ich szerokość jest niewielka - dwa rowery mijałyby się z trudem. Nie chodzi tu jednak tylko o rozwiązanie praktyczne, ale o jasny komunikat - rowerzyści są, mają znaczenie i miejsce się dla nich musi znaleźć. Nawet na wąskich i stromych uliczkach na Montmartrze.

I jeszcze słowo o kierowcach. Każdy rowerzysta w Polsce nie raz został pewnie odtrąbiony przez władców szos siedzących w swoich limuzynach. Każdy też pewnie nasłuchał się wyzwisk i krzyków poddenerwowanych kierowców. Otóż w Paryżu jest inaczej. Tu klaksonu prawie się nie używa, choć chaos i ruch jest nieporównywalnie większy niż w Polsce. Po prostu wszyscy są bardziej wyluzowani i - pomimo przeróżnych wyobrażeń o mieszkańcach stolic wszystkich państw świata, w tym Paryża - dużo bardziej życzliwi. Krótko mówiąc panuje zasada: żyj i daj żyć innym. Bez względu na to, czy ktoś podróżuje pieszo, w samochodzie czy na rowerze.

Borys Martela Blog wyprawy

"Polska na rowery" jest patronem medialnym wyprawy.

Więcej o: