Marcin Hyła: Zimowe opony (z kolcami) na początek upalnego lata

Zaraz po wielkich ulewach i powodziach, w niedawne dni największych upałów dotarła wiadomość, że Sejm zalegalizował zimowe opony rowerowe z kolcami. Do zimy daleko, ale na pewno ucieszą się ci praworządni rowerzyści, którzy po sezonie nie zamykają roweru w piwnicy i którym nie straszny śnieg i lód. Ale to tylko jedna rowerowa zmiana z wielu, jakich wymaga polskie prawo.

Rowerzyści wybierający się na letnie wakacje nie mają się z czego cieszyć. Przewożenie dzieci w rowerowych przyczepkach nadal będzie nielegalne. Sprawne lobby kurortowo-traktorowe już w ubiegłym roku wywalczyło sobie przewóz osób w przyczepach ciągniętych przez traktory przebrane za kolorowe parowozy (częsty widok w miejscowościach wypoczynkowych). Rowerzyści muszą poczekać - albo kupić traktor. Przewóz dzieci w przyczepkach rowerowych zapewne stanie się legalny w największe mrozy.

A to dlatego, że poselski projekt ustawy o zmianie ustawy Prawo o Ruchu Drogowym likwidujący liczne rowerowe absurdy utkwił w sejmowej Komisji Infrastruktury, czekając na opinię Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Kolcowane opony miały szczęście - w Sejmie doczepiły się do projektu komisji "Przyjazne Państwo" dotyczącego zimowych rajdów samochodowych i już są na mecie. Bez opinii MSWiA.

Cykliści odkryli kilka lat temu, że ustawa Prawo o Ruchu Drogowym wprowadza w błąd, bo stan prawny jest inny niż wynika z jej treści. Polska jest bowiem stroną Konwencji Wiedeńskiej o Ruchu Drogowym, która ma szczególną pozycję w polskim systemie prawnym. Stosuje się bezpośrednio, a jeśli ustawa mówi co innego niż Konwencja - stosuje się przepis Konwencji. Chodzi, bagatela, o pierwszeństwo na skrzyżowaniu.

Zgodnie z Konwencją samochód zmieniający kierunek musi ustąpić pierwszeństwa wszystkim jadącym na wprost, między innymi także rowerzyście jadącemu po drodze rowerowej wzdłuż jezdni. Polska ustawa od dziesięciu lat twierdzi odwrotnie - że to rowerzysta na ścieżce rowerowej ma się zatrzymywać na każdym skrzyżowaniu i ustąpić skręcającemu pojazdowi.

Problemu przez dziesięć lat nie dostrzegł żaden urzędnik, policjant czy ekspert. Zaalarmowani przez rowerzystów posłowie zamówili w Biurze Analiz Sejmowych opinię. Jest druzgocąca dla obecnej ustawy. Ale niedawna opinia MSWiA pogłębia problem. Proponuje między innymi aby tam, gdzie normalny pojazd (czytaj: samochód) ma na skrzyżowaniu pierwszeństwo, rowerzyście go odebrać. Dokładnie odwrotnie niż jest na całym świecie.

MSWiA uważa też, że rowerzyście nie powinno być wolno wyprzedzać z prawej strony - co dopuszcza Konwencja Wiedeńska. Obecne przepisy pozwalają rowerzyście omijać stojące w korku samochody z prawej strony - ale niech no korek samochodów ruszy z zawrotną prędkością 2 km/godz. to już mamy wyprzedzanie. Praworządny rowerzysta musi natychmiast się zatrzymać i poczekać, aż samochody się rozpędzą do 15 czy 20 km/godz. Bo jechać obok samochodów, równo z nimi, nawet te 2, 10, czy 15 km/godz. - też nie może.

Miłośnikom przestrzegania przepisów oraz urzędnikom MSWiA piszącym opinie polecam sprawdzenie, który konkretnie przepis ustawy nakazuje rowerzyście sygnalizować zamiar skrętu akurat przez wyciągnięcie ręki a nie na przykład mrugnięcie okiem lub głośny okrzyk w języku suahili. A rowerzystom proponuję póki co wyprzedzać powoli jadące w korku samochody z lewej (a nie prawej) strony i głośno domagać się przestrzegania i egzekwowania artykułu 24 ust. 2 ustawy zabraniającego pojazdowi wyprzedzanemu zwiększania prędkości. Do zimy jeszcze dużo czasu.

Maciej Hyła, Inicjatywa Miasta Dla Rowerów

Więcej o: