Ryszard Szurkowski: Rower to czysta przyjemność

Każda taka inicjatywa pomaga podjąć decyzję niezdecydowanym, którzy dostają impuls, by odkurzyć rower, oddać go do przeglądu i ruszyć w drogę - mówi Ryszard Szurkowski

W latach 70. był najlepszym kolarzem amatorem na świecie. W 1973r. w Barcelonie po genialnej samotnej akcji został mistrzem świata. Dwukrotnie był wicemistrzem olimpijskim, czterokrotnie wygrywał Wyścig Pokoju. Z powodu podziału na kolarstwo zawodowe i amatorskie nie mógł rywalizować z najlepszymi wówczas kolarzami świata. - Spokojnie poradziłby sobie w zawodowym peletonie, gdyby tylko dostał szansę. Dla mnie to najlepszy polski kolarz w historii - mówił w wywiadzie dla ''Gazety'' o Szurkowskim pięciokrotny zwycięzca Tour de France Bernard Hinault. Dziś Ryszard Szurkowski opowiada o akcji ''Polska na rowery''.

ROZMOWA Z Ryszardem Szurkowskim

najlepszym polskim kolarzem wszech czasów

OLGIERD KWIATKOWSKI: Słyszał pan o akcji ''Polska na rowery''?

RYSZARD SZURKOWSKI: Oczywiście, to bardzo pożyteczna inicjatywa. Może pomóc ludziom, którzy nie są zdecydowani, jak spędzić wolny czas na sportowo. Mamy kilka milionów ludzi jeżdżących na rowerze, coraz więcej bierze udział w licznych maratonach MTB, pogoda robi swoje, wiosna robi swoje, ale każda taka inicjatywa pomaga podjąć decyzję niezdecydowanym, którzy dostają impuls, by właśnie dziś odkurzyć rower, oddać go do przeglądu i ruszyć w drogę.

Pan nadal jeździ na rowerze czy po wielu latach wspaniałej kariery skończył pan z kolarstwem raz na zawsze?

- Wciąż uprawiam sport. Gram w tenisa, jeżdżę na rowerze. Często po to, żeby dojechać na korty, biorę na plecy torbę z rakietami i ruszam. Dzięki kolarstwu mogę kilka godzin wytrzymać na korcie. Zyskałem dzięki tej dyscyplinie wytrzymałość.

Ile pan rocznie przejeżdża kilometrów?

- Nie, nie liczę już kilometrów, minut czy godzin poświęconych na jazdę. To nie te czasy. Jeżdżę, bo jeżdżę. Dla przyjemności, bo to ruch i zdrowie. Kolarstwo jest ciężkim sportem, czy nie popsuło ono panu zdrowia? - Nie sądzę, żeby ktokolwiek miał z tego powodu problemy. Nadal mam wielu kolegów kolarzy, stale się z nimi kontaktuję. Nikt z nich nie narzeka. Nazwałbym kolarstwo miękkim sportem, przyjemnym do uprawiania, mało kontuzjogennym. Nie są to ciężary czy zapasy, w których to dyscyplinach coś człowiek sobie zawsze wyrwie.

Jaki rower wybrać? Górski czy szosowy?

- Zależy od tego, ile kto potrzebuje jeździć. Górski jest bardziej wytrzymały, nadaje się lepiej na krótsze odcinki. Szosowy, wyścigowy jest odpowiedni na długą, szybką jazdę. Górski zapewnia większe poczucie bezpieczeństwa. Jeździ się na nim głównie w terenie, nie po szosie, dzięki temu rowerzysta nie naraża się na to, że uderzy go samochód. Opony są grubsze, jest mniejsze prawdopodobieństwo defektu. Ja wybieram rower w zależności od potrzeby: dobry górski albo słaby górski, żeby dojechać do sklepu po gazetę. Lepiej mieć na takie krótkie przejażdżki słabszy rower, bo można go śmiało zostawić pod sklepem. Mam też oczywiście szosówkę.

Czy sądzi pan, że dzięki akcji ''Polska na rowery'' wyrośnie nam wreszcie jakiś mistrz?

- Trudno dziś to przewidzieć. Czym innym jest jazda dla przyjemności, traktowanie kolarstwa jako miłego sposobu spędzania czasu, a czym innym trening wyczynowy w kolarstwie. Do tego trzeba mieć inne predyspozycje. Na pewno wszyscy, którzy zdecydują się wziąć udział w takiej akcji, polubią jazdę na rowerze.

A jak pan zakochał się w jeździe na rowerze, w kolarstwie?

- Jak każdy młody człowiek, który lubi ruch, garnąłem się do sportu. Trafiłem akurat do kolarstwa. To systematycznie mnie wciągało, najpierw treningi, potem pierwsze wyścigi, pierwsze podium, zwycięstwa i człowiek przepadł... Przepadł w pozytywnym sensie, dla sportu. Dzięki temu zyskałem jako człowiek. Zwiedziłem świat, odniosłem sukces, myślę, że dałem wielu ludziom w Polsce dużo radości i zadowolenia. Sobie również.

ROZMAWIAŁ: OLGIERD KWIATKOWSKI

Gazeta Wyborcza

Patroni akcji:

Więcej o: