Pionowe ścianki czyli jak pokonać ekstremalnie strome zjazdy

Każdy wie, że długi, szybki downhill to coś wspaniałego, jednak, zwłaszcza na ostatnio przygotowywanych trasach zawodów, często spotyka się krótkie, strome vertikale. Takie miejsca nawet najlepsi pokonują spokojnie, z rozwagą, stosując całkiem inną technikę niż podczas normalnego zjazdu.

Większości bikerom wydaje się to bardzo trudne, ale - jak wszystkiego - także i tego można się nauczyć. Poza tym "zaliczanie", zdawałoby się niemożliwych do przejechania ścianek, jest wspaniałą zabawą.

Na początek musicie znaleźć odpowiednie miejsce. Może to być ściana głębokiego wąwozu, strome wzgórze, etc... Pierwszy problem, który napotkacie to bariera strachu. Taki "zjeździk" całkiem inaczej wygląda z dołu, a inaczej z perspektywy roweru stojącego tuż za krawędzią. W tym momencie natychmiast przypominają się sceny z filmów typu "Cliffhanger", a delikwent zazwyczaj dochodzi do wniosku "że on tu tylko sprząta", a tak w ogóle to chciał tylko zobaczyć co jest na dole i nie przeszło mu nawet przez myśl, żeby stąd zjeżdżać i teraz to już sobie pójdzie... Wtedy trzeba się po prostu (wiem, że to bardzo łatwo powiedzieć) opanować, nie myśleć o tym, co się może stać, pomóc też może modlitwa do któregoś z bogów (najskuteczniejszy ponoć jest Manitou). Pamiętajcie, że w 95% przypadków, gdy już zatrzymacie się na dole, powiecie: "To był banał!". Problemem jest jedynie pozostałe 5% zjazdów. Dlatego ćwicząc strome zjazdy pamiętajcie o kilku szczegółach, które umożliwią wam dotarcie na dół w jednym, w miarę funkcjonującym, kawałku.

Po pierwsze zapomnijcie o dużej prędkości. Dokręcanie w takim momencie to najszybsza droga do "krainy wiecznych lotów". Do krawędzi dojeżdżajcie najwolniej jak się da. Buty wcześniej wepnijcie w SPD. Palce cały czas na hamulcach. Przesuńcie się maksymalnie na tył roweru, tak by prawie siąść na tylnym kole (ostrożnie, zwłaszcza gdy macie opony z kolcami). Teraz dopiero zacznie się fun. Rower powoli mija krawędź, wy stajecie się zabawką grawitacji. Kontrolujcie prędkość tak długo, jak to jest możliwe, tzn. dopóki przednie koło utrzymuje przyczepność. Tylnym nie trzeba się specjalnie przejmować, jego siła hamowania ma w tym wypadku marginalne znaczenie. Jedźcie cały czas na minimalnej prędkości, na granicy utraty przyczepności i/lub równowagi. W pewnym momencie może się to okazać niemożliwe - gdy zjazd jest zbyt stromy śliski, lub trzeba pokonać jakąś przeszkodę. Wtedy najlepiej całkiem odpuścić hamulce. Wciąż starajcie się kontrolować prędkość, ale tak, by nie groziło to zablokowaniem przedniego koła i poślizgiem. Pamiętajcie też, że obniżenie siodełka bardzo ułatwia pokonywanie vertikali.

Źródło: Rower.com

Więcej o: