Zarabiać na jeździe rowerem

Jazda rowerem w celach komunikacyjnych to oszczędność pieniędzy. To wie każdy. Rower jest najtańszym w eksploatacji pojazdem mechanicznym, nie potrzebuje kosztownych serwisów, a jego silnikiem jesteśmy my sami. No dobrze, a gdyby ktoś nam jeszcze dodatkowo płacił za to, że do pracy przyjeżdżamy rowerem? Fikcja? Rzecz niemożliwa? Otóż niekoniecznie...

W Europie to działa

Ten utopijny zdałoby się pomysł został wprowadzony w życie w kilku europejskich krajach. Większej wypłaty pod koniec miesiąca (w pieniądzach, nie w bonach zakupowych) dzięki przyjeżdżaniu do pracy rowerem spodziewać się można m.in. w Holandii, Danii, Niemczech, Belgii a od niedawna też we Francji. W tej ostatniej ministerstwo transportu w czerwcu tego roku wprowadziło półroczny Plan velo. 20 francuskich firm i instytucji zgodziło się na płacenie swoim pracownikom za to, że w dojazdach do pracy używają rowerów. Jakie to pieniądze? Otóż ustalono, że każdy kilometr przejechany do i z pracy na rowerze, premiowany będzie 25 eurocentami. Kwota ta trafi w całości do kieszeni rowerzysty, gdyż jest wolna od podatku.

W Belgii program dopłat do rowerowych dojazdów do pracy działa już z powodzeniem od 1997 roku. Belgowie mogą liczyć na 20 eurocentów za przejechany kilometr (do wypłaty liczy się nie więcej jednak niż 15 kilometrów dziennie). W Holandii stawka wynosi 15 eurocentów za kilometr, natomiast w Wielkiej Brytanii rowerzysta może dostać 20 pensów za przejechaną milę (jedna mila to 1,6 km), jeżeli jeździ własnym rowerem. W Wielkiej Brytanii bowiem (tak samo z resztą jak np. w Holandii) pracownicy mają możliwość użytkowania rowerów służbowych. Od 1999 roku firmy mogą kupować rowery, wrzucać je w koszty prowadzenia działalności i odliczać podatek VAT. Taki pojazd wraz z wyposażeniem (kamizelka, kask etc.) zostaje wypożyczony pracownikowi na określony w umowie czas w celu użytkowania go do dojazdów do pracy. Po wygaśnięciu umowy pracownik może wykupić użytkowany przez siebie pojazd za równowartość jego aktualnej ceny rynkowej.

Europejscy rowerzyści w liczbach

Brzmi nieźle, ale właściwie dla kogo to rozwiązanie? Dla rowerzystów, to wiadomo, ale ilu jest chętnych na komunikacyjne jeżdżenie rowerem? Według dziennika ekonomicznego Les Echos ponad 4,5 % Francuzów deklaruje regularne dojazdy do pracy rowerem, natomiast 25,7% mieszkańców tego kraju robi to przynajmniej raz w tygodniu. W Belgii z roweru przy dojazdach do pracy korzystało 7,8% mieszkańców tego kraju w 2005 roku, natomiast w 2011 roku wskaźnik ten urósł do 8,7 %. Według danych brytyjskiego urzędu statystycznego na przestrzeni 10 lat liczba osób dojeżdżających do pracy rowerem zwiększyła się dwukrotnie. Z roweru przy dojazdach do pracy korzystało 0,12 % Brytyjczyków (tak, tylko 0,12%!) w 2001 roku, natomiast w 2011 już 0,24%.

A jak to jest w Polsce? Otóż badania CBOS dotyczące jazdy rowerem w naszym kraju odbyły się w 2012 roku. Wg nich nie mamy czego się wstydzić. Otóż 70% dorosłych Polaków w ogóle jeździ na rowerze, a aż połowa z nich deklaruje, że używa roweru w celach komunikacyjnych. Wśród osób używających rowerów (wyżej wspomniane 70%) aż 23% jeździ niezależnie od pogody i pory roku. Całorocznego cyklistę łatwiej jest spotkać na wsi - jest nim co trzeci rowerzysta, w mieście - co szósty. Jak widać jest dla kogo myśleć o wprowadzeniu rowerowych dopłat, bo dla Polaków komunikacyjna jazda rowerem przestaje być czymś wstydliwym. Rower wyjeżdża z krzaków i wjeżdża na ulice.

Rowerowy szał zakupowy

Rynek sprzedaży rowerów w Polsce od 3 lat rośnie. Wg Polskiego Stowarzyszenia Rowerowego w naszym kraju sprzedaje się ponad milion sztuk rowerów rocznie. Polacy w ciągu roku na rowery wydali 400 mln euro, a średnia cena detaliczna kupowanych w Polsce rowerów wynosi 380 euro. Rodzimy producent rowerów - Kross - także odnotował wzrosty sprzedaży. O 20 % zwiększyła się wartość sprzedanych rowerów, a o 16 % wzrosła ich ilość. Liczby mówią same za siebie i jak widać wcale nie musielibyśmy korzystać z rowerów służbowych, choć i taka alternatywa dla wielu Polaków byłaby kusząca.

Rowerem szybciej - czyli ominąć komunikacyjny koszmar

W kwestii przesiadki na rower możemy liczyć także na wielu sfrustrowanych polskich kierowców. Otóż najbardziej zakorkowaną stolicą w Unii Europejskiej jest właśnie stolica naszego kraju, a w Europie gorzej jest tylko na jej krańcach - w Moskwie i Stambule. W Warszawie w godzinach szczytu zakorkowanych jest 92 % ulic, co wydłuża średni czas przejazdu o prawie połowę. Rowerem jest nie tylko taniej, ale też po prostu szybciej . Każdy warszawski kierowca w skali roku spędza średnio prawie 5 dób stojąc w korkach. Według badań przeprowadzonych przez Deloitte i Targeo.pl w 2013 roku, korki w skali roku kosztowały tylko mieszkańców 7 największych miast w Polsce około 3,5 mld złotych. Bezproduktywnie stracony czas można wycenić. Dziennie kierowcy w Polsce z powodu korków tracą około 10 zł i jest to 10 powodów każdego dnia, by wsiąść na rower.

To już się dzieje w Polsce

Pracownicy sopockiej firmy Blue Media już teraz dzięki rowerowym dojazdom do pracy mogą zarobić więcej pieniędzy. Firma ta działająca w branży IT wprowadziła rok temu wewnętrzne zasady promujące jazdę rowerem. Za każdy przejechany w drodze do i z pracy kilometr pracownik dostaje złotówkę. Wśród 90 pracowników z dopłat korzysta 25, warunkiem bowiem otrzymania tego typu dofinansowania jest przejechanie 500 km. Firma Blue Media to potentat na rynku IT. SMS z Banku, przelew bankowy za pośrednictwem internetu czy doładowanie telefonu komórkowego - wszystkie te usługi świadczone są przez sopocką firmę - największą polską spółkę IT na północ od Warszawy.

Sopocka spółka jest wyjątkowa, ale w wynagradzaniu swoich rowerowych pracowników - nie jedyna w naszym kraju. Pracownicy krakowskiej spółki Ganymede w ramach akcji "Trójka za dwa kółka" otrzymują każdorazowo 3 zł premii za przyjazd do pracy rowerem, co daje 60 zł miesięcznie. Może nie jest to dużo, ale w skali rocznej, dodając tę kwotę do zaoszczędzonych dzięki rowerowi pieniędzy robi się już całkiem niezła suma.

Komu to się opłaca

Ogólnie mówiąc większa liczba rowerzystów w polskich miastach opłaci się każdemu: samym rowerzystom, pracodawcom, kierowcom aut. Oto tylko cztery argumenty. Więcej rowerzystów to:

1. ... mniej korków. Zyskują ci co jeżdżą rowerem, ale też ci którzy zatwardziale korzystają z samochodu - po prostu stoją krócej.

2. ... mniejsze zanieczyszczenie powietrza w miastach. Zyskuje każdy.

3. .... więcej zdrowych pracowników. Mniej zwolnień lekarskich i lepsza kondycja psychofizyczna to wydajniejsza praca. Zyskuje pracodawca.

4. ... więcej pieniędzy w kieszeniach ich samych. Tych zaoszczędzonych i tych zarobionych.

Przykład idzie z góry

Inicjatywa prywatnych firm jest godna pochwały i naśladowania, ale nie oszukujmy się, bez rządowych dopłat, ulg podatkowych - po prostu odgórnego ułatwienia polskim firmom tego typu działań - na szeroką skalę nic się nie wydarzy. Nowy rząd Ewy Kopacz ma tylko rok kadencji, więc raczej będzie unikał pracy nad działaniami długofalowymi, ale może w kolejnych wyborach płacenie Polakom za jeżdżenie rowerem do pracy stanie się postulatem przedwyborczym którejś z pragnących nami rządzić partii...

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.