Drogowy savoir vivre

Lubimy, kiedy ktoś na drodze zachowa się wobec nas uprzejmie, jednak czy istnieje coś takiego, jak drogowy savoir-vivre? W ruchu ulicznym obowiązywać powinny raczej zasady ruchu drogowego niż dobrego zachowania. Tym bardziej, że czasami dobre zachowanie może być niebezpieczne

To nie jest tekst o tym, że nie trąbi się na pieszych jadąc po chodniku (bo po chodniku się nie jeździ) . Nie jest to też tekst o tym, że nie wyrywa się lusterek w samochodach (ani żadnej rzeczy, która jego jest). Nie przeczytacie tutaj również o jeździe prawą stroną drogi dla rowerów (bo to chyba jasne, że jeździ się zawsze możliwie blisko prawej krawędzi). Jednym słowem nie jest to materiał na temat tego, co wszyscy powinniśmy wiedzieć, znając przepisy o ruchu drogowym. To jest materiał na temat zachowań wykraczających poza to, co znamy z PORD.

Zobacz też: Jezdnia nie tylko dla samobójców

Czy jest sens wpuszczać auto?

Co jest "grzecznym" zachowaniem na drodze? Na przykład wpuszczenie przed siebie pojazdu beznadziejnie czekającego na włączenie się do ruchu. Nieraz to na pewno widzieliście - sznur samochodów jedzie drogą z pierwszeństwem, a na miejscu parkingowym (lub drodze podporządkowanej) sterczy i żałośnie mruga jakieś autko. Ktoś w końcu się zatrzymuje, mruga światłami, autko wjeżdża i również - w ramach "dziękuję" - mruga. Tyle tylko, że zrobienie takiego gestu podczas jazdy rowerem jest nawet nie tyle niemożliwe, co niebezpieczne i bezsensowne. Bezsensowne, bo auto za chwilę utknie w korku a rowerzysta będzie mógł przejechać dalej przeciskając się z boku. Niebezpieczne, bo nawet jeśli rowerzysta się zatrzyma, samochody jadące za nim (przypominam - jest ich cały sznur) będą zapewne chciały go raczej wyminąć, a nie podłączać pod uprzejmości.

Puszczając pieszych zjeżdżaj na środek pasa

W przypadku włączania się do ruchu takie ignorowanie gestu rowerzysty przez pojazdy jadące za nim to jeszcze pół biedy. Znacznie niebezpieczniej robi się, gdy rowerzysta chce (znów: zgodnie z przepisami) ustąpić pierwszeństwa pieszemu pragnącemu przekroczyć jezdnię przejściem dla pieszych. Szansa na to, że samochód jadący za nami również się zatrzyma jest bardzo niewielka, co stanowi bardzo realne zagrożenie dla pieszego. Dlatego jeśli chcecie być nie tylko uprzejmi, ale również nie narażać pieszych, zatrzymując się przed przejściem zjeżdżajcie na środek pasa uniemożliwiając przejazd tym, którzy są za wami. Przy okazji: wyprzedzanie i mijanie bezpośrednio przed przejściem dla pieszych jest wykroczeniem nie tylko wówczas, gdy wyprzedzającym jest kierowca. Ten sam przepis dotyczy rowerzystów. Również na przejściach przez drogi dla rowerów. Z reguły ktoś, kto staje przed zebrą nie robi tego bez powodu - zatrzymajcie się i wy!

Możliwie blisko, czyli jak blisko prawej krawędzi jezdni?

Zbyt uprzejme zachowania mogą zresztą być niebezpieczne nie tylko dla pieszych, ale również dla innych rowerzystów. Jeśli jedziemy jezdnią i grzecznie chcemy "zniknąć" tuż przy prawym krawężniku, to szkodzimy sobie, niewiele więcej zyskując. Kierowcy w takiej sytuacji tracą nas niemal z oczu - przestajemy być dla nich pojazdem do wyprzedzenia. Nie muszą wykonać najmniejszego gestu mijając nas. I dlatego mijają bez zachowania dystansu. Dodatkowo utwierdzając się w przekonaniu, że to oni są naturalnym użytkownikiem jezdni, a rowerzyści przeszkodą, którą należy uprzątnąć na bok. Przeszkoda zaś ta (czyli my) jadąc na samej krawędzi, ma znacznie większą szansę na to, że wpadnie na jakąś inną przeszkodę (choćby którąś z tych opisanych przez nas w tym tekście ). Dlatego "jazda możliwie blisko prawej krawędzi" niech będzie jazdą około 80-100 cm od niej. Kierowcy wówczas będą bardziej skłonni do tego, by podczas wyprzedzania zachować przepisowy metr dystansu (bo i tak będą musieli machnąć kierownicą, by koło nas przejechać). Zaś przejawem dobrego wychowania z naszej strony niech będzie powstrzymanie się od nagłych zmian kierunku jazdy.

Zobacz też: Rowerzysto, uważaj na miejskie przeszkody

Ostrzegajmy innych przed przeszkodami

Nagłych zmian kierunku jazdy oraz nagłych zatrzymań powinniśmy unikać również na drogach rowerowych i tam, gdzie wiemy, że jadą za nami inni rowerzyści. Rowerzyści z reguły jadą za innymi rowerzystami znacznie bliżej niż auta i dość łatwo jest spowodować niebezpieczną sytuację, gdy nagle stajemy w miejscu lub gwałtownie skręcamy, by ominąć dziurę. Bierzmy odpowiedzialność za tych, którzy kryją się w naszym cieniu aerodynamicznym i - podobnie jak kolarze w peletonie - sygnalizujmy dziury i inne przeszkody, które my widzimy (pokazując - w zależności od usytuowania przeszkody - lewą lub prawą ręką w dół). Dawajmy też znak, poprzez uniesienie dłoni, że chcemy się zatrzymać.

Możesz pomóc? Pomóż

Dobrym objawem współodpowiedzialności jest również zainteresowanie się rowerzystą, który stoi na poboczu i zafrapowany przygląda się łańcuchowi lub oponie swojego roweru. Z dużym prawdopodobieństwem miał defekt i być może potrzebuje pomocy. A nuż mamy przy sobie pompkę, której mu brakuje? Drobny gest potrafi zrobić bardzo dużo.

Podziękowanie, czyli malutka inwestycja w świat

A jak z naszymi drobnymi gestami podziękowań? Czy dziękujemy kierowcom, którzy widzą nas przeciskających się w korku, rozjeżdżają się, by zrobić nam miejsce? Wdzięczne machnięcie ręką często nie jest łatwe (przeciskanie się w korku wymaga dużego skupienia, uwagi i trzymania rąk na hamulcach), ale może przynajmniej spróbujmy poszukać wzroku życzliwego kierowcy i uśmiechnąć się do niego. Niech zobaczy, że doceniamy to, co dla nas zrobił (i niech utwierdzi się w przekonaniu, że nie ma wojny kierowcy-rowerzyści). O ile zrobienie mi miejsca w przepychance do świateł jest czystą uprzejmością, o tyle ustąpienie przez auto pierwszeństwa na przejeździe rowerowym najczęściej jest wymagane przepisami. A jednak i w takiej sytuacji staram się dziękować kierowcom, którzy mnie zauważyli i zatrzymali się - wychodzę z założenia, że machnięcie ręką czy uśmiech to z mojej strony malutka inwestycja w świat, w którym wszyscy kierowcy respektują prawa rowerzystów.

Zobacz też: Ścieżki już są, teraz czas na edukację

Co ze słabszymi od nas?

My zaś respektujmy przede wszystkim prawa pieszych, gdyż savoir-vivre to m.in. dbanie o tych, którzy mają gorzej od nas. Jeśli jedziemy po chodniku nie pędźmy (tego oczekują od nas przepisy), nie krzyczmy, nie róbmy agresywnych slalomów, nie trąbmy. Jeśli zaś spotykamy pieszych na ścieżkach nie mijajmy ich o włos i nie rzucajmy w nich przekleństwami - rzadko zdarza się, że znaleźli się na tej ścieżce bez dobrego powodu (czasem tym powodem jest nieświadomość, ale za oznaczenie ścieżki odpowiada zarządca drogi, a nie pieszy), zamiast więc agresję, której sami doświadczamy często na jezdni przekazywać dalej jeszcze słabszym uczestnikom ruchu, spokojnie zwróćmy im uwagę, że zabłądzili, co może być dla nich niebezpieczne.

Wiedzieć jak przeżyć

Savoir-vivre znaczy "wiedzieć jak żyć". Kiedy mówimy o savoir-vivre na drodze, mówimy nie tylko o ogładzie i dobrych manierach, ale również o tym, że trzeba wiedzieć, jak przeżyć. Nie wszystko, co wydaje nam się "grzeczne" jest bezpieczne. Nie każde "chamstwo" jest naprawdę czymś złym. Jeśli byłbym już dziadkiem i chciałbym dać swoim wnukom radę dotyczącą dobrego wychowania na rowerze powiedziałbym: pamiętajcie, że nie jesteście na drodze sami. Są silniejsi od was, którzy powinni was przede wszystkim widzieć (i których nie powinniście zaskakiwać), są też od was słabsi, których wy powinniście szanować. A, i nie zapominajcie o oświetleniu i sygnalizowaniu skrętów.

Więcej o: