Zwariowerowaliśmy!

W połowie lat 90. zacząłem dojeżdżać rowerem do pracy. Tak, czułem się wtedy dbającym o środowisko przedstawicielem elity, ale dla kierowców byłem głównie zawalidrogą, którego trzeba jakoś wyprzedzić. Sam zresztą identycznie traktowałem stojące w korkach samochody... Na szczęście to już przeszłość

Wprawdzie wciąż daleko nam do Kopenhagi, gdzie korki na skrzyżowaniach tworzą rowerzyści, bo w centrum miasta jest ich więcej niż kierowców, ale są zmiany na plus. Na polskich ulicach jest dużo więcej cyklistów niż jeszcze kilka lat temu. W zeszłym roku w Weekendzie Polska na Rowery wzięło udział 25 tys. osób. W tym roku - 30 tys. W samym tylko Trójmieście ulicami przedefilowało 10 tys. cyklistów.

Jeździmy nie tylko w sezonie, ale i zimą. Ci odważniejsi śmigają jezdnią, ostrożniejsi wciąż chodnikiem. Coraz częściej jednak jedni i drudzy spotykają się na nowo budowanych drogach rowerowych. Eleganckie dziewczyny sunące na miejskich rowerach z koszykami na bagażniku mijają się z panami w obcisłych ciuszkach, pędzącymi na pozbawionych bagażników "góralach" lub "szosówkach". Przed biurowcami pojawiają się stojaki, które dosłownie puchną od przypiętych do nich jednośladów. Jeżeli ktoś zaczyna pracę później, może mieć problemy z zaparkowaniem. We Wrocławiu, Gdańsku czy Opolu jeden stojak przypada już na mniej niż 200 mieszkańców. W stolicy Dolnego Śląska z roweru jako środka komunikacji korzysta 3,6 proc. uczestników ruchu - jak na Polskę to naprawdę sporo.

- We Wrocławiu w ciągu ostatnich sześciu lat liczba rowerzystów na wybranych skrzyżowaniach w godzinach szczytu wzrosła z ok. 200 do ponad 500 - podkreśla Marcin Hyła z sieci Miasta dla Rowerów. - W moim rodzinnym Krakowie zdarza się, że stoję na skrzyżowaniu w kolejce 5-6 rowerzystów - dodaje.

- Kiedy kilka lat temu widziałem zimą kogoś na rowerze, zatrzymywałem się, żeby pogadać - śmieje się Piotr Fijałkowski, rowerzysta z Poznania. - Teraz jest ich już za dużo.

Mrówcza praca się opłaca

RoweryRowery fot. barklu fot. barklu

Skąd wzięła się popularność jednośladów? Z jednej strony jest to efekt medialnych kampanii promocyjnych - w tym m.in. Polska na Rowery, chwalimy się! - oraz wieloletniej pracy stowarzyszeń rowerowych.

- W Krakowie działa stowarzyszenie Kraków Miastem Rowerów, które na rozmaite sposoby stara się przekonywać mieszkańców miasta do dwóch kółek - mówi Małgorzata Radkiewicz, twórczyni facebookowego fanpage'a Rowerzystka Miejska oraz właścicielka sklepu Bike Belle. - Społecznicy organizują Masę Krytyczną i festiwal rowerów Święto Cykliczne, a także prowadzą w szkołach zajęcia na temat jazdy rowerem po mieście.

Z drugiej strony Polacy coraz częściej odwiedzają Zachodnią Europę i widzą, że bicykl jest tam równie ważny jak samochód. A nawet ważniejszy!

- Sześć lat temu studiowałam w hiszpańskiej Walencji - opowiada Hanna Gorczyńska z Poznania. - Tam zaczęłam jeździć rowerem, bo jeździli nim wszyscy, nawet panowie w garniturach. Spodobało mi się i kiedy wróciłam do Polski, nie wpadło mi nawet do głowy, żeby ponownie przesiadać się do tramwaju czy autobusu.

Rower jest tańszy - ceny biletów komunikacji publicznej stale rosną - i nie ma kłopotów z jego zaparkowaniem, co jest wielką bolączką kierowców samochodów.

- Także liczne remonty często przeprowadzane w dużych miastach sprawiają, że komunikacja zbiorowa przestaje być opłacalna - tłumaczy dr Michał Beim, specjalista ds. transportu z Instytutu Sobieskiego.

- Do pracy dojeżdżam cztery kilometry - mówi Karolina Rzeźnik, poznanianka, która trzy lata temu zamieniła auto na jednoślad. - Rower oznacza dla mnie oszczędność czasu, a także mniej stresu, bo nie muszę stać w korkach - podkreśla.

Oszczędzać mogą też ci, którzy nie mają własnego roweru. Wszystko za sprawą coraz popularniejszych bezobsługowych wypożyczalni, które działają w dużych miastach. W Warszawie w ramach systemu Veturilo działa 128 punktów rozsianych praktycznie po całym mieście. We Wrocławiu firma Nextbike ma 31 stacji rowerowych. Nieco gorzej jest Poznaniu, gdzie wypożyczalni jest zaledwie siedem.

Sto lat za Czechami?

- Jeszcze kilka lat temu na mojej trasie do pracy nie było żadnej ścieżki rowerowej, musiałam poruszać się wąskimi jezdniami. Wszyscy na mnie trąbili - wspomina Karolina Rzeźnik.

Teraz ścieżek rowerowych w miastach jest coraz więcej. I to nie tylko tych z kostki, ale i asfaltowych, jak ta na alei Polskiej w Poznaniu, która jest też oddzielona zarówno od jezdni, jak i od chodnika.

Miasta często decydują się też na otwarcie buspasów dla cyklistów lub wprowadzenie ograniczenia prędkości właśnie ze względu na ruch rowerowy. W Warszawie dla rowerzystów udostępniono właśnie buspas na ulicy Królewskiej. W Bydgoszczy "Strefa 30" obejmuje już ok. 30 proc. miejskich ulic.

- Infrastruktura rowerowa w miastach jest coraz lepsza - zauważa dr Beim. Ale do zrobienia, a raczej nadrobienia, wciąż jest sporo.

- Wszystkie polskie miasta to wciąż światowa trzecia liga - mówi Hyła. - I wcale nie trzeba ich porównywać z Danią czy Holandią, wystarczy z sąsiednimi Czechami czy Słowacją. Jakiś czas temu jechałem przez Morawy do Bratysławy - 350 km porządną drogą rowerową.

Mamy więc kogo ścigać. Do dzieła!

Krzysztof Ulanowski

Więcej o: