Przyciski niezgody. Rowerowy problem na kieleckich skrzyżowaniach

Problem z miejskimi skrzyżowaniami. Drogowcy najpierw wbrew przepisom montowali przyciski uruchamiające zielone światło dla rowerzystów. Teraz chcą to zmienić, ale tylko w jednym miejscu. - Ale problem zostaje i jest ogólnopolski. Szukamy rozwiązań - przyznaje pełnomocnik prezydenta Kielc ds. polityki rowerowej.

Film, na którym widać, jak rowerzyści próbują pokonać węzeł Żytnia, zamieszczono na facebookowym profilu kieleckiego rzecznika osób niezmotoryzowanych.

Na przejeździe rowerowym przez ul. Żelazną, pomiędzy Żytnią i Grunwaldzką, zamontowano przyciski, którymi rowerzyści uruchamiają sobie zielone światło. By przejechać na drugą stronę, zatrzymują się trzy razy, naciskają przycisk i za każdym muszą odczekać kilkadziesiąt sekund. - Zdarza się, że puszczają im nerwy i jadą na czerwonym - przyznaje Marcin Chłodnicki, prezes Stowarzyszenia Rowerowego MTB Kielce.

- To uciążliwe, niewygodne dla rowerzystów rozwiązanie, które ich dyskryminuje. Dodatkowo jest niezgodne z prawem - twierdzi Jerzy Stradomski ze Stowarzyszenia Kieleckie Inwestycje, które zdobyło grant na działalność jako rzecznik osób niezmotoryzowanych.

Chodzi o rozporządzenie ministra infrastruktury z 2003 roku. Resort wyraźnie określa w nim, że tzw. detektory ręczne powinny być umieszczane tylko dla pieszych uczestników ruchu.

W ubiegłym tygodniu, po interwencji rzecznika w Miejskim Zarządzie Dróg w Kielcach, urzędnicy zadeklarowali, że rowerzyści nie będą musieli już używać przycisków. Zamiast tego światła dla nich na węźle Żytnia będą wzbudzane cyklicznie. Problem nie zniknie jednak całkowicie, bo podobne przyciski zamontowano już m.in. przy skrzyżowaniu ulic Łódzkiej, Olszewskiego i Skrzetlewskiej.

- To nie tylko nasz problem, borykają się z nim również inne miasta. Żeby go uregulować, potrzebne będzie nowe rozporządzenie. Cały czas szukamy rozwiązań, by ułatwić życie rowerzystom. Choć to z przyciskami to pójście na łatwiznę - twierdzi Tomasz Zboch, pełnomocnik prezydenta Kielce do spraw polityki rowerowej.

Tłumaczy, że na skrzyżowaniach, na których cykle sygnalizacji dostosowują się do natężenia ruchu, potrzebny jest jakiś czujnik automatycznie wykrywający rowerzystów. - To albo kamery, albo specjalne pętle indukcyjne zatopione w asfalcie. Mamy jednak sygnały, że te pierwsze się nie sprawdzają, a skuteczność tych drugich też poddawana jest w wątpliwość - twierdzi Zboch. Wyjaśnia, że pętle indukcyjne reagują na metal, a rowery coraz częściej wytwarzane są z innych tworzyw. Podobne argumenty wysuwa rzecznik drogowców. - Przyciski, jako najbardziej niezawodne, stosowały do tej pory wszystkie polskie miasta. Nie byliśmy wyjątkiem - mówi Jarosław Skrzydło z MZD.

- U nas pętle indukcyjne się sprawdzają. Muszą mieć jednak specjalny kształt, trzeba je dokładnie zrobić, by zadziałały. Chętnie podzielimy się z Kielcami naszymi doświadczeniami - mówi Michał Pyclik, rzecznik prasowy Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie. - Zastosowano je do tej pory na dziesięciu skrzyżowaniach, a drugie tyle jest w planie - dodaje.

Inaczej problem rozwiązano w Gdyni. - Na razie poszliśmy na kompromis. Tam, gdzie są przejazdy wzdłuż dróg z pierwszeństwem, w ogóle nie stosujemy przycisków. Tam, gdzie biegną one w poprzek takich dróg, przyciski są, ale działają tylko w nocy. W ciągu dnia nie trzeba ich używać - mówi Rafał Studziński z Zarządu Dróg i Zieleni w Gdyni. Tam również na ścieżkach rowerowych mają być w najbliższym czasie testowane pętle indukcyjne.

Artykuł pochodzi z kieleckiego wydania lokalnego Gazety.

Więcej o: