Dlaczego tak mało poznaniaków wypożycza rowery miejskie?

W Warszawie i we Wrocławiu systemy rowerów miejskich biją rekordy popularności. W Poznaniu korzysta z nich niewiele ponad 9 tys. osób. - Nic dziwnego, że wyniki są kiepskie. Zamiast systemu z prawdziwego zdarzenia mamy marnych kilka stacji - mówią rowerzyści. Jak to zmienić?

Poznański System Rowerów Miejskich wystartował w kwietniu ub.r. Powstało siedem stacji z 80 rowerami. Działają one na moście Teatralnym, ulicy 27 Grudnia, przy skrzyżowaniu ulic Garbary i Małe Garbary, na rondach Śródka i Rataje, ulicy Półwiejskiej oraz przy Dworcu Głównym PKP. Jeśli wypożyczymy rower na 20 minut i zwrócimy go na kolejnej stacji, to nie płacimy ani złotówki. Jazda powyżej 20 minut kosztuje 2 zł, a za godzinę zapłacimy 4 zł.

Inni wypożyczają znacznie więcej

Katarzyna Strzelewicz codziennie dojeżdża Pestką z Piątkowa na most Teatralny. Tam przesiada się na rower miejski i jedzie do ul. Półwiejskiej. - Bardzo mi to pasuje, bo stację rowerów mam tuż pod pracą i jeżdżę za darmo. Żałuję, że dopiero w tym sezonie zaczęłam wypożyczać rower - opowiada pani Kasia. 6 sierpnia po południu pani Katarzyna jak zwykle wypożyczyła rower na Półwiejskiej - było to okrągłe dwumilionowe wypożyczenie w historii firmy Nextbike - operatora systemu. Ale te statystyki firma tylko w niewielkim stopniu zawdzięcza poznańskim cyklistom.

Poznań w ogonie

W Poznaniu w ciągu dwóch sezonów 9 tys. zarejestrowanych użytkowników wypożyczyło rowery 90 tys. razy. W porównaniu z innymi polskimi miastami wypadamy bardzo blado.

W stolicy użytkowników jest 132 tys. Liczba stacji systemu Veturilo doszła w tym roku do 167, a rowerów do 2,5 tys.! Co miesiąc rowery wypożycza 300 tys. osób. Ale nawet w znacznie skromniejszym Wrocławiu, w którym rowerów jest zaledwie 200, Nextbike może pochwalić się aż 47 tys. użytkowników i prawie 400 tys. wypożyczeń.

Gdzie są nowe stacje?

Skąd tak słaby wynik Poznania? - Poznań nie odbiega od średniej europejskiej, bo jeden rower jest wypożyczany ok. czterech razy dziennie. Ale stacji jest mało. Stąd też mniej użytkowników i wypożyczeń. Stacje znajdują się w centrum, więc rower nie jest uzupełnieniem dla transportu publicznego. Pełni raczej funkcję związaną z uspokojeniem ruchu w śródmieściu - tłumaczy Małgorzata Udała z firmy Nextbike.

- Te dane są bardzo kiepskie i wcale mnie to nie dziwi - mówi Cezary Brudka, prezes Sekcji Rowerzystów Miejskich. - Przewidywaliśmy to, gdy ten system powstawał. On nie ma służyć tylko do wycieczek po mieście. Ma być częścią, uzupełnieniem transportu publicznego. Stacje powinny znajdować się w całym śródmieściu w odległości ok. 300 m od siebie. W Poznaniu tak nie jest - podkreśla Brudka.

Mieszkańcy chcą więcej stacji

Na razie ani Zarząd Transportu Miejskiego ani sam operator nie potrafią powiedzieć, kiedy i gdzie powstaną nowe stacje. Obie strony deklarują jedynie, że chcą rozbudować system. Ale do końca 2014 r. miasto może postawić maksymalnie dwie stacje. Wynika to z tego, że zamówienie z przetargu można poszerzyć jedynie o 20 proc., tak zapisano w umowie z Nextbikiem.

A pomysłów nie brakuje

Małgorzata Udała podkreśla, że firma zdaje sobie sprawę z tego, że poznaniacy chcieliby więcej stacji. - Dowodem na zainteresowanie rowerami miejskimi jest fakt, że znalazło się to wśród propozycji do przyszłorocznego budżetu obywatelskiego - podkreśla.

Rzeczywiście, wśród ponad 200 propozycji do budżetu obywatelskiego cztery dotyczą stworzenia nowych stacji. - My na zachętę dla magistratu proponujemy trzy stacje: na Matejki, na rynku Jeżyckim i przy parku Wilsona - mówi Arkadiusz Borkowski z rady osiedla Junikowo i ze stowarzyszenia Inwestycje dla Poznania, autor jednej z propozycji. Borkowski dodaje, że rady osiedla powinny spotkać się z urzędnikami i wspólnie podjąć decyzję, co dalej z całym systemem rowerów miejskich.

- Trzeba zastanowić się, jakie są cele podróży poznaniaków i na tej podstawie zaplanować nowe stacje. Moim zdaniem w Poznaniu powinno być ich dziesięciokrotnie więcej niż teraz. W przeciwnym razie nie możemy mówić o żadnym systemie - mówi Cezary Brudka i dodaje: - Dziś wygląda to tak, jakbyśmy do kupna samochodu zabrali się od zamówienia opon zimowych. Bez podwozia, silnika i całej reszty to najzwyczajniej w świecie nie zadziała.

Artykuł pochodzi z poznańskiego wydania lokalnego Gazety.

Więcej o: