Rower miejski odjechał z Torunia. Kulisy klapy inwestycji

Ogłaszając konkurs na prowadzenie miejskiej wypożyczalni rowerów, Urząd Miasta w Toruniu wywołał wojnę między zainteresowanymi firmami. Konkurenci wytoczyli przeciw sobie ostrą amunicję, a miasto dostało rykoszetem. Efekt - rowerem w tym roku w ogóle nie pojedziemy.

Wypożyczalnie rowerów działają na całym świecie. Niektóre są prywatne. Inne działają pod skrzydłami samorządów, które widzą w tym sposób na ograniczenie ruchu samochodów oraz promocję turystyki i rekreacji. W takich sytuacjach to urzędnicy decydują, gdzie mają stanąć stojaki na rowery i wybierają ich prywatnego operatora.

Prosty - wydawałoby się - interes w Toruniu do niedawna był zupełną abstrakcją. Dopiero kilka tygodni temu mała prywatna wypożyczalnia powstała przy ul. Łaziennej. Urząd Miasta postanowił stworzyć swój system roweru miejskiego. Start planował na początek wakacji tego roku. Termin okazał się nierealny. Jeszcze w środę wydawało się, że rower miejski może ruszyć we wrześniu, ale w czwartek prezydent Torunia Michał Zaleski rozwiał wątpliwości - w tym roku roweru miejskiego nie będzie w ogóle, chociaż miasto poniosło już koszty z nim związane. Oto, jak doszło do klapy interesującego przedsięwzięcia.

Robimy wypożyczalnię! Ale nikt nie wie jak

Urzędnicy mieli pomysł, gorzej z realizacją. Nikt w Toruniu nie wiedział, jak dokładnie rower miejski ma działać i ile to kosztuje. Na pomoc wezwano ekspertów. Maria Pałucka z wydziału sportu i turystyki wspomina: - Przygotowaliśmy zapytanie ofertowe w sprawie opracowania programu funkcjonalno-użytkowego, które umieściliśmy w internecie. Odpowiedziało wiele firm. Free Consulting zaproponowała najniższą cenę.

To jednoosobowa firma, której właścicielką jest wrocławianka Izabela Topa. Za 26,5 tys. zł stworzyła dokument, w którym dokładnie określiła m.in. wymiary i sposób rozmieszczenia w Toruniu stojaków, a także parametry jednośladów, łącznie z opisem mechanizmu dzwonka i nośności koszyka na bagażniku. To opracowanie stało się podstawą ogłoszonego przez miasto przetargu na stworzenie i późniejsze zarządzanie systemem rowerów miejskich. Z gotową dokumentacją urząd spodziewał się szybko znaleźć operatora.

Pierwszy przetarg na prowadzenie roweru miejskiego okazał się porażką na całej linii. Miasto liczyło, że ktoś za 780 tys. zł zgodzi się postawić stacje rowerowe, dostarczyć jednoślady i jeszcze oddawać zysk z wypożyczenia do budżetu miasta. Co prawda, na ofertę odpowiedziała firmą WiM System z Czarnej na Podkarpaciu, która prowadzi wypożyczalnię rowerową w Rzeszowie, ale chciała za to aż 1,7 mln zł.

Urzędnicy szybko ogłosili nowy przetarg, modyfikując przy tym wymagania. Najważniejszy punkt dotyczył opłat za wypożyczenie rowerów, które nie miały już trafiać do kasy miasta, tylko do operatora. Szacowany przez miasto koszt inwestycji - 780 tys. zł - się nie zmienił. Wzrosło za to zainteresowanie przetargiem. Poza WiM System, stanęły do niego firmy Nextbike Polska z Wrocławia oraz BikeU z Warszawy.

Wszyscy zainteresowani chcieli więcej pieniędzy niż spodziewało się wydać miasto. Czas jednak naglił. Gdyby urzędnicy poskąpili, szumnie zapowiadany rower miejski już w czerwcu okazałby się klapą. Ale od czego jest pomysłowość? W 2001 r. magistrat wymyślili, że gdy w miejskiej kasie brakuje funduszy, można je wziąć z miejskich spółek. Wówczas spółkę Biogaz Inwestor zaangażowano w ratowanie finansów klubów sportowych: hokejowego i sportowego. Biogaz je dofinansował w zamian za reklamę. Z rowerem miało być podobnie. Miejskie spółki - poza wspomnianym Biogazem, także m.in. Toruńskie Wodociągi i MPO - miały dołożyć w sumie kilkaset tys. zł do przedsięwzięcia, w zamian za reklamy na rowerach. To wystarczyło, by sprostać oczekiwaniom finansowym najtańszego oferenta, firmy BikeU.

Konkurenci wchodzą do gry

Warszawska firma jest wyłącznym przedstawicielem w naszym kraju francuskiego petenta, operatora wypożyczalni Smoove. W Polsce jeszcze niczego nie zwojowała, przedstawiła za to referencje potwierdzające, że ma związek z rowerowym biznesem we Francji i w Grecji. Oferta firmy na rower dla naszego miasta opiewała na ok. 1,17 mln zł. - Chcieliśmy wprowadzić system premium, po kosztach dopasowanych do takiego miasta jak Toruń - mówi prezes BikeU Marcin Jeż.

WiM System, jak wspomnieliśmy, prowadzi wypożyczalnię rowerów w Rzeszowie. Za rower miejski w Toruniu chciała nieco więcej niż warszawianie - 1,22 mln zł. - Jesteśmy małą polską firmą, wypracowaliśmy własne doświadczenie. Żyjemy tymi rowerami, zależy nam na każdym Jasiu Kowalskim, który zostawi w naszej kasie raptem 1,5 zł. Działamy od trzech lat. Organizujemy rajdy i inne imprezy rowerowe, chociaż wcale nie musimy tego robić. Chcemy jednak, by w Polsce coś zmieniło się na lepsze - opowiada Małgorzata Mac, współwłaścicielka firmy.

Trzeci oferent - Nextbike Polska z Wrocławia - inwestycję w Toruniu wycenił najdrożej, bo na prawie 1,6 mln zł. Wrocławska firma działa na licencji niemieckiej spółki Nextbike GmbH. W naszym kraju obsługuje pięć systemów rowerów miejskich: we Wrocławiu, w Opolu, w Poznaniu i dwa w Warszawie. - Mamy doświadczenie, którego konkurencji brakuje - przekonuje prezes Nextbike Polska Tomasz Wojtkiewicz.

Zgodnie z procedurami, miasto powinno zlecić stworzenie roweru miejskiego najtańszej firmie, a więc BikeU z Warszawy. Konkurenci mieli jednak prawo kwestionować ten wybór przed Krajową Izbą Odwoławczą w Warszawie. I spółka Nextbike Polska z tego prawa skorzystała. To opóźniło procedury, Wojtkiewicz argumentuje jednak, że Toruń na tym zyskał. - Gdyby nie nasze odwołanie, miasto miałoby problem z właściwym funkcjonowaniem wypożyczalni. Podobna sytuacja była w Krakowie, gdzie rower miejski nie działa jak należy - mówi prezes.

Wrocławska firma podjęła się trudnego działania. Musiała udowodnić, że miasto nie powinno podpisywać umowy ani z BikeU, ani z WiM System. Do tego zadania zaangażowała kancelarię z siódmego piętra jednego ze stołecznych biurowców. - Byłam na posiedzeniu w KIO. Firmę Nextbike reprezentowało czterech prawników. To duży koncern. My jesteśmy małą polską firmą, każdy konkurent zrobi wszystko, by nas wyeliminować - twierdzi Małgorzata Mac w WiM System.

Zarówno ona, jak i prezes BikeU Marcin Jeż zarzucają Nextbike Polska, że patrzy na swój biznes tylko przez pryzmat zysku. To jednak argument czysto aksjologiczny. Spółka Nextbike Polska wytoczyła przeciw konkurentom potężniejsze działa, bo oparła się tylko na przepisach prawa. Zarzuciła obu firmom m.in. wprowadzenie w błąd toruńskich urzędników co do swojego doświadczenia i nieuczciwą konkurencję, polegającą na sztucznym zaniżaniu cen.

Grecki tłumacz demaskuje jedną z aplikacji

KIO nie podzieliła wszystkich uwag zgłaszanych przez Nextbike Polska, niemniej przyznała wrocławskiej firmie rację. Według orzeczenia, miasto powinno wykluczyć z przetargu i BikeU, i WiM System. Wówczas na placu boju zostałby tylko wrocławski potentat.

Poszło o przedstawione przez pozostałe firmy referencje. Spółka Nextbike Polska, poza prawnikami, zaangażowała do walki tłumacza przysięgłego języka greckiego. Jego zadaniem było przetłumaczenie referencji, jakie firma BikeU dostała od zarządu greckiego miasta Karditsa. Miały potwierdzać, że warszawianie są związani z firmą, która "eksploatuje jako operator" tamtejszy rower miejski. Tłumacz przysięgły zakwestionował takie rozumienie greckich referencji. Według niego, chodziło nie o "eksploatację", a o "świadczenie usługi wsparcia".

Aby podważyć doświadczenie firmy WiM System, przedstawiciele Nextbike Polska zasięgnęli informacji w Rzeszowie. Tamtejszy Urząd Miasta potwierdził, że wypożyczalnia rowerów WiM System działa bez zastrzeżeń. Okazało się jednak, że funkcjonuje na innych zasadach - firma po prostu dzierżawi od magistratu teren, a wypożyczalnie prowadzi samemu. Tymczasem urzędnicy w Toruniu wymagali, aby firma odpowiedzialna za miejski rower była już wcześniej stroną podobnego kontraktu, o wartości ponad 400 tys. zł.

Donos na Nextbike

Podczas gdy Nextbike Polska śledził konkurencję, sam również był śledzony. W trakcie drugiego przetargu do naszej redakcji przyszedł e-mail na temat powiązań tej spółki z Izabelą Topą. Przypomnijmy, to właścicielka firmy konsultingowej, która przygotowywała dla miasta warunki przetargu. E-mail sugerował, że dzięki temu firma Nextbike Polska stoi na lepszej pozycji i jest faworytem konkursu.

Nie wiemy, kim jest nasz informator. Zapewne jednak dobrze orientuje się w branży rowerowej, wspomina bowiem nie tylko o relacjach biznesowych, ale i osobistych. My skupmy się na tych pierwszych.

Izabela Topa była współwłaścicielką i prokurentem firmy Nextbike Polska. Jeszcze w 2011 r. publicznie wypowiadała się w imieniu tej firmy i demonstrowała jej rowery. Wówczas Nextbike Polska był zarejestrowany pod tym samym adresem, co firma Free Consulting Izabela Topa.

Faktem jest jednak, że obecnie powiązań między firmami trudno się doszukiwać. Mają już osobne adresy. Izabela Topa, jak również jej wspólnik, sprzedali wszystkie udziały w Nextbike Polska. Nie pełnią już w tej spółce żadnych funkcji. - Nasze drogi biznesowe się rozeszły, ta pani przestała mieć z nami cokolwiek wspólnego w grudniu 2011 r. To dzięki nowym właścicielom spółka została uratowana - mówi aktualny prezes Nextbike Polska Tomasz Wojtkiewicz.

W toruńskim magistracie o byłych powiązaniach Free Consulting i Nextbike Polska nic nie słyszeli. - Rynek takich usług jest młody, wykonawców jest mało. Każdy może znać każdego. Przy rozstrzyganiu przetargu patrzymy na to, czy firma spełnia wymagania podane w specyfikacji, a nie na to, z kim może być powiązana - deklaruje Maria Pałucka z wydziału sportu i turystyki.

- Sami byliśmy zdziwieni, gdy dowiedzieliśmy się, że to pani Topa przygotowała program funkcjonalno-użytkowy toruńskiego roweru miejskiego. Nawiasem mówiąc, mieliśmy wątpliwości co do jakości tego dokumentu, zadaliśmy w tej sprawie Urzędowi Miasta sporo pytań - dodaje Wojtkiewicz.

Prezes Nextbike Polska podejrzewa nawet, że Izabela Topa może mieć związki z kimś z jego konkurentów, ale szczegółami nie chce się dzielić. Kontakt z samą zainteresowaną był niemożliwy - jej telefon komórkowy był wyłączony, a na nasz e-mail do chwili oddania artykułu do druku nie odpowiedziała.

Orzeczenie Krajowej Izby Odwoławczej potwierdziło, że prawo jest po stronie firmy Nextbike Polska i jeśli ktoś ma teraz tworzyć w Toruniu rower miejski, to właśnie ona.

- Oskarżeń przeciw nam była cała masa, a ostatecznie batalia rozstrzygnęła się o przecinki i kropki. Trudno się nam zgodzić z decyzją KIO, mamy odrębne zdanie i własne racje na ten temat, ale uszanujemy każdą decyzję sądu - mówi Marcin Jeż, prezes BikeU.

- My zaniżaliśmy koszty? Nie płacimy za licencję tak jak Nextbike, a więc nasze koszty są niższe. W Rzeszowie prowadzimy wypożyczalnię sami, a nie na zlecenie miasta? A jaka to różnica? - pyta Małgorzata Mac z WiM System.

Obie firmy mogą skarżyć decyzję KIO do sądu, ale to kosztowne i raczej nic nie da. BikeU nie zamierza tego robić, WiM System jeszcze się zastanawia.

Tymczasem firma Nextbike Polska zadeklarowała gotowość do uruchomienia wypożyczalni rowerów w Toruniu jeszcze we wrześniu tego roku, o ile podpisze umowę z prezydentem Zaleskim. Miasto powinno zapłacić wrocławianom prawie 1,7 mln zł, o 429 tys. zł więcej, niż chciała firma BikeU. Prezydent musiałby poszukać brakującej kwoty w budżecie lub głębiej sięgnąć do kasy miejskich spółek.

W czwartek Zaleski ogłosił, że na ten krok się nie zdecyduje. Przetarg unieważnił i umowy z Nextbike Polska nie podpisze. - Ogłosimy kolejny przetarg. Chcemy, aby rower miejski ruszył w kwietniu przyszłego roku - deklaruje prezydent.

Zanosi się na to, że wszystkie trzy firmy ponownie będą się bić o zlecenie. Miasto musi tymczasem zwrócić Nextbike Polska 18,6 tys. zł kosztów postępowania przed KIO.

Artykuł pochodzi z toruńskiego wydania lokalnego Gazety.

Więcej o: