Bydgoszcz: Rower miejski uruchomimy wiosną 2014 r.

Chcesz pokonać krótszą trasę? Jedziesz za darmo. Dłuższą - płacisz grosze. Bydgoszcz będzie miała miejską wypożyczalnię rowerów. Na początek na bydgoskich ulicach pojawi się 300 jednośladów.

"Gazeta" postulowała wprowadzenie wypożyczalnie rowerów miejskich w Bydgoszczy w ramach kampanii "Śródmieście! Odmieńcie je wreszcie!".

Bo dobrze zorganizowany transport rowerowy to dziś wyznacznik nowoczesnych metropolii. Rower publiczny świetnie sprawdza się we Wrocławiu, Warszawie, Poznaniu, Krakowie i Opolu. Jest najtańszym, najzdrowszym i najszybszym środkiem transportu do poruszania się po zatłoczonym centrum miasta. Ratusz podchwycił pomysł. Chce uruchomić wypożyczalnię już wiosną przyszłego roku. - Uważam, że to się u nas przyjmie - mówi prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski. Ten system wpisuje się w politykę miasta wyprowadzania ruchu z centrum na rzecz transportu miejskiego i rowerowego. Opracowaniem szczegółów ma zająć się zespół ds. polityki rowerowej z zastępcą prezydenta Łukaszem Niedźwieckim na czele.

Anna Tarnowska: Co pana przekonało do roweru miejskiego?

Łukasz Niedźwiecki : Przede wszystkim doświadczenie innych polskich miast, które już wprowadziły system wypożyczalni rowerów miejskich. Wszędzie się sprawdzają i cieszą ogromną popularnością wśród mieszkańców. Wrocław, Warszawa czy Poznań słusznie zdecydowały się czerpać wzory z zachodu Europy, gdzie konsekwentnie od wielu lat wyprowadza się ruch samochodowy z centrum i stawia na komunikację miejską połączoną z siecią stacji rowerowych. A komunikacja miejska ma mieć w Bydgoszczy kluczowe znaczenie - sam rower miejski nie ma być przecież elementem rekreacji, chociaż i jej może służyć, ale przede wszystkim uzupełnieniem systemu transportu miejskiego. To dziś właściwie wyznacznik nowoczesności, który przynosi korzyści nie tylko samej tkance miasta, ale i mieszkańcom. I my tą drogą chcemy podążać.

Jakie to korzyści?

- Mniej korków, a więc lepsza przejezdność przez miasto, mniej spalin, czyli czystsze powietrze, mniej hałasu, a więc komfort mieszkańców. No i zdrowie.

Już wiadomo, kiedy taka wypożyczalnia powstanie?

- Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, na wiosnę przyszłego roku będzie już można wypożyczać rowery. Żeby zdążyć, najpóźniej w październiku trzeba ogłosić przetarg. Ale zanim to nastąpi, na warunki wdrożenia tego systemu, jak i sposobu finansowania musi zgodzić się rada miasta.

To znaczy, że rower jednak miastu się opłaca.

- Miasto na tym nie zarobi. Bo to z założenia nie jest inwestycja nastawiona na zwrot. Jedyny zysk w klasycznym tego słowa znaczeniu to ewentualny wzrost sprzedaży biletów komunikacji miejskiej - jeśli bydgoszczanie przesiądą się na rower miejski, to będą też częściej korzystać z autobusów i tramwajów, bo samochody zostawią w garażu. Ale jeszcze raz podkreślam, że więcej pieniędzy z biletów to nie jest nasz priorytet.

A co nim jest?

- Bydgoszczanie. My to chcemy zrobić dla mieszkańców, żeby po prostu lepiej im się w mieście żyło. Bo rower miejski to szereg udogodnień - szybszy dojazd na krótszych dystansach i właściwie darmowy transport po Bydgoszczy. Wzorem Wrocławia czy stolicy chcielibyśmy skonstruować taki system, w którym za pierwsze 20 minut jazdy się nie płaci. Jednocześnie stacje, na których wypożycza się rowery rozmieścić w taki sposób, żeby zmieścić się w tych 20 minutach i zdążyć wymienić rower potrzebny do dalszej podróży. Ale dłuższa jazda także nie będzie znacznym wydatkiem - w innych miastach do godziny płaci się złotówkę. Za kolejne - 4 zł.

Rowery potrzebują serwisowania. Skoro na siebie nie zarabiają, czy nie ma niebezpieczeństwa, że za kilka lat miasta nie będzie stać na ich utrzymanie i cały projekt upadnie?

- Nie zakładam takiego scenariusza. W skali całego budżetu to nie są duże koszty. Wstępnie wyliczyliśmy, że przez kolejne trzy lata wydamy na to od 3 do 4 mln zł. Ale ta kwota obejmuje także budowę stacji i całego systemu, zakup rowerów i właśnie wspomniane serwisowanie przez cały ten okres. Później będzie to już o wiele mniej kosztowne. Poza tym chcemy zachęcić lokalne firmy czy centra handlowe do fundowania tzw. stacji sponsorskich. Jeśli się uda, koszty będą jeszcze mniejsze.

Czy już wiadomo, gdzie staną pierwsze stacje i ile ich będzie?

- To chcemy skonsultować na pierwszych posiedzeniach zespołu. Wstępnie zakładam, że takie punkty powinny znaleźć się przy głównych węzłach przesiadkowych, czyli przykładowo na rondzie Jagiellonów, rondzie Grunwaldzkim, dworcu kolejowym, ale też na Starym Mieście i w Myślęcinku. Ile ich będzie - trudno na razie powiedzieć. Natomiast potrzebujemy na pewno ok. 300 rowerów, żeby system działał sprawnie. Wiem, że inne miasta w Polsce zachowywały się asekuracyjnie i kupowały mniej pojazdów, ale dobrze na tym nie wyszły. Tak było w Poznaniu - efektem tego były puste stojaki, bo wszystkie rowery były w użytku. My chcemy tego uniknąć.

Środowiska rowerowe od lat upominają się o uporządkowanie infrastruktury dla cyklistów w spójny system. Samych ścieżek jest u nas jak na lekarstwo. Czy zanim wprowadzimy system roweru miejskiego, nie powinniśmy najpierw zadbać o to, żeby było po czym jeździć?

- Idealnym rozwiązaniem byłaby budowa najpierw dróg rowerowych, a zaraz potem - uruchomienie wypożyczalni. Ale takie rozwiązania nie zawsze są możliwe. Osobiście uważam, że nie ma na co czekać i trzeba wprowadzić do Bydgoszczy rower miejski. Może stać się dobrym impulsem do tego, żeby drogi rowerowe w mieście powstawały szybciej i gęściej. Jeśli bydgoszczanie będą z wypożyczalni korzystać, inwestycje rowerowe z klucza staną się dla miasta priorytetowe. Zresztą decyzję o budowie kolejnych ścieżek już zapadły. Ale na to potrzeba czasu.

Gdzie i kiedy powstaną nowe drogi rowerowe?

- Według naszych planów na lata 2014-2015 drogi dla cyklistów maja powstać przy Węźle Zachodnim i Wschodnim, przy planowanych ulicach Nowokieleckiej, Nowomazowieckiej, a także Nowoogińskiego. Chcemy także połączyć Stare Miasto z Fordonem i wybudować drogę dla cyklistów wzdłuż nabrzeży Brdy i Wisły. Łącznie - 25 km nowych dróg. Dodając do tego istniejące 70 km, będziemy mieć niemal setkę. To niemało, chociaż wciąż niewystarczająco. Dla mnie większym problemem jest nie ich łączna długość, co brak połączenia w spójny system.

Ktoś te drogi wcześniej zaplanował. Nie było nikogo, żeby doradzić, jak robić to z sensem?

- Tego nie wiem. Wiem natomiast, że o ścieżkach dla cyklistów myślało się jedynie przy okazji nowych inwestycji drogowych. I budowano je na odcinku nowo powstającej drogi, nie licząc się z komfortem rowerzystów. Po drugie - nie można planować systemu dróg rowerowych zza biurka, a mam wrażenie, że tak to wyglądało.

Teraz będzie inaczej?

- Jako szef zespołu ds. rowerowych właśnie tego bym sobie życzył. Nie bez powodu w jego skład zespołu weszli nie tylko przedstawiciele środowisk rowerowych, ale i sami drogowcy.

Zresztą na własnej skórze sprawdziłem, jak jeździ się rowerem po Bydgoszczy. I jeździ się nie najlepiej. Na przejażdżkę zaprosił mnie prezes Bydgoskiej Masy Krytycznej Wojciech Bulanda. Postawił jeden warunek - jeździmy przepisowo. Okazało się, że to droga przez mękę. Nie jeździ się komfortowo nawet tam, gdzie są ścieżki.

To znaczy?

- Zbyt wysokie krawężniki, zła jakość nawierzchni, nagle urywające się ścieżki i ogólne kłopoty z bezpiecznym włączaniem i wyłączaniem się z ruchu. Części niedociągnięć, które można usunąć od bez większych kłopotów pozbędziemy się szybko. Już trafiły na listę priorytetów. Ale na spójny system sieci dróg rowerowych trzeba będzie poczekać trochę dłużej.

A konkretnie - ile?

- Cały proces zajmie nam od trzech do pięciu lat. Ale nowe trasy trzeba planować z głową już teraz i tworzyć politykę rowerową. Trzymać się strategii i wyznaczyć dokładnie, w jakim tempie i w jaki sposób chcemy rozwijać sieć dróg.

Łukasz Niedźwiecki - zastępca prezydenta miasta i szef zespołu ds. polityki rowerowej w Bydgoszczy.

Artykuł pochodzi z bydgoskiego wydania lokalnego Gazety.

Więcej o: