Dlaczego właściwie pomysły Policji i Lidla są złe? [ZDANIEM REDAKCJI]

Temat akcji Lidla i Policji wałkujemy na Polsce na Rowery od tygodnia. Głosów jest tyle, że niektórzy nieco się w nich gubią. Dlaczego właściwie zajęliśmy się tym tematem? Dlaczego uważamy w redakcji, że rada Policji i Lidla jest zła? Wyjaśniamy.

Dlaczego zajęliśmy się tematem?

Na początek odpowiedź na pierwsze pytanie. Według statystyk policyjnych znaczna część zdarzeń drogowych z udziałem rowerzystów ma miejsce na skrzyżowaniach i przejazdach rowerowych. Temat jest ważny. Z pewnością istnieje potrzeba edukowania uczestników ruchu (kierowców i rowerzystów) zarówno zasad pierwszeństwa na skrzyżowaniach, jak i na przejazdach rowerowych. Sami zresztą to robiliśmy, sugerując cyklistom by ci uważali na przejazdach rowerowych , czy pokazując jak to wygląda w cywilizowanych krajach .

Naszym zdaniem tym tematem można i należy zajmować się do skutku - czyli do momentu, gdy jazda rowerem będzie bezpieczna, a wszyscy kierujący będą przestrzegać Prawa o Ruchu Drogowym.

Dlaczego akcja Lidla i Policji jest zła?

Skąd zatem tak wielki szum wokoło akcji Policji i Lidla? Z jednego powodu - ich akcja edukacyjna, zamiast doradzać zachowanie ostrożności i zatrzymanie się w razie potrzeby, czyli edukować, radzi cykliście by zatrzymywać się w zasadzie  niezależnie od sytuacji, zawsze.

Co więcej, Policja - nawet po nagłośnieniu sprawy - trwa dalej przy swoich nie do końca przemyślanych radach .

Dlaczego nie powinniśmy się zatrzymywać zawsze?

Dlaczego ta różnica pomiędzy zachowaniem szczególnej ostrożności a zatrzymywaniem się jest taka ważna? Z kilku powodów.

Po pierwsze - zatrzymywanie się zawsze, a nie tylko wtedy, gdy wymagają tego warunki ruchu jest niezgodne z prawem. A konkretnie z artykułem 49.1 ustawy Prawo o Ruchu Drogowym, który mówi tak:

Zabrania się zatrzymania pojazdu: 1) (...) na skrzyżowaniu oraz w odległości mniejszej niż 10 m od przejazdu lub skrzyżowania; 2) (...) na przejeździe dla rowerzystów oraz w odległości mniejszej niż 10 m przed tym przejściem lub przejazdem; na drodze dwukierunkowej o dwóch pasach ruchu zakaz ten obowiązuje także za tym przejściem lub przejazdem;

Dotyczy to także roweru. Przy czym nie dotyczy to "zatrzymania wynikającego z unieruchomienia pojazdu lub wynikającego z warunków lub przepisów ruchu drogowego". Tego warunku niestety nie spełnia rada Policji.

Po drugie - zatrzymywanie się bez potrzeby na zielonym świetle lub drodze z pierwszeństwem może być dla innych uczestników ruchu dezorientujące i mylące. A więc niebezpieczne.

Nietrudno mi wyobrazić sobie sytuację, w której kierowca, który zatrzymał się, by ustąpić nam pierwszeństwa, interpretuje zatrzymanie się rowerzysty jako chęć przepuszczenia auta. I rusza, wprost na również ruszającego rowerzystę.

Po to wymyślono Prawo o Ruchu Drogowym, by zachowanie innych uczestników ruchu nie było dla nas taką niespodzianką. Rada Policji i Lidla będzie niespodzianką dla wielu kierowców. Zwłaszcza tych jadących za rowerzystą zbliżającym się do skrzyżowania po jezdni.

Po trzecie - zatrzymywanie się rowerzystów w sytuacji, gdy mają pierwszeństwo stanowi ekstremalnie niebezpieczny precedens, w zasadzie zaprzeczający sensowi istnienia zasad ruchu drogowego. Policja przerzuca winę ewentualnego zdarzenia z jego sprawcy (kierowcy, który nie miał pierwszeństwa), na ofiarę czyli rowerzystę, który co prawda pierwszeństwo miał, ale się nie zatrzymał. To patologia porównywalna z sytuacją, w której gwałciciel tłumaczy, że winna była sama zgwałcona, bo przecież mogła mieć mniej skąpe ubranie lub pas cnoty.

Co więcej, nie mam wątpliwości, że kierowcy szybko by się do tego przyzwyczaili i zaczęliby wykorzystywać. Przez co bezpieczeństwo rowerzystów zamiast wzrosnąć - jeszcze by spadło.

Czy nie lepiej byłoby, gdyby Policja zaczęła po prostu respektować obowiązujące przepisy? Przecież od tego właśnie jest Policja!

Po czwarte - zatrzymywanie się zawsze zwyczajnie nie ma sensu. Gdy droga jest pusta, gdy do skrzyżowania lub przejazdu rowerowego nie zbliża się żaden pojazd lub gdy zbliża się, a zachowanie kierowcy nie zdradza jakichkolwiek przesłanek, że prowadzący może nas nie widzieć lub nie chcieć nam ustąpić pierwszeństwa, po co się zatrzymywać? Dla idei? W takiej sytuacji to tylko strata czasu i energii, a nie żadna poprawa bezpieczeństwa.

Po piąte , czego nie bierze pod uwagę Policja, rowerzysta też się może śpieszyć. Rowerzysta też chce być na czas w pracy. Tez może mieć płaczące dziecko czekające w domu, albo rozmrażające się mięso w sakwie. Rowerzysta nie chce stać i moknąć w kiepską pogodę.

Zakładanie, że każdy rowerzysta ma czas by zatrzymywać się co 100 lub 500 metrów (bo tak gęsto bywają rozmieszczone w naszych miastach skrzyżowania), to absurd, który może wymyślić chyba tylko ktoś nie jeżdżący rowerem na co dzień. Przecież niektórzy rowerzyści na swojej drodze do pracy musieliby zatrzymać się 30 czy 50 razy. A turyści rowerowi pokonujący sto lub więcej kilometrów dziennie na obciążonych sakwami rowerach pewnie nawet kilkaset razy dziennie. Kierowcom Policja i Lidl jakoś się podobnych rzeczy nie doradza?

To kiedy się zatrzymywać?

To proste - jeżeli zachowanie kierowcy wskazuje, że ten może być nietrzeźwy, zagapić się lub nie mieć pojęcia o obowiązujących przepisach - wtedy warto się zatrzymać. Z pewnością nie warto przeć na zderzak tylko dlatego, że mamy pierwszeństwo.

Rafał Muszczynko

Więcej o: