Rowerzyści - społeczni, skuteczni, czy tylko roszczeniowi?

Wyraźna dominacja inwestycji rowerowych w ramach budżetu partycypacyjnego w Zielonej Górze, zwycięstwo Wielkiego Przejazdu Rowerowego w konkursie Skrzydła Trójmiasta, promującego przedsięwzięcia, ?które powodują, że Trójmiasto staje się miejscem, gdzie lepiej się żyje? i - przede wszystkim - szybkie i skuteczne powstrzymanie szkodliwego prawa. To tylko najnowsze informacje pokazujące, że środowisko rowerowe w Polsce jest silne, zwarte, gotowe i obywatelskie.

Środowisko polskich rowerowych organizacji pozarządowych w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy zanotowało wiele spektakularnych sukcesów. Ale nie były to sukcesy niewielkiej grupy wpływu, a sukcesy znacznej części społeczeństwa. Może jest w tym zdaniu pewna przesada, ale to rowerzyści kształtują jedną z najlepiej zorganizowanych, najbardziej profesjonalnych, politycznie skutecznych, umiejących współpracować grup społecznych w Polsce.

Budżet obywatelski w Zielonej Górze

Trzy opisane powyżej wydarzenia to żniwo raptem kilkunastu dni. W Zielonej Górze obywatele głosowali na najpotrzebniejsze ich zdaniem inwestycje. Z blisko 600 propozycji wybierali cztery, na które władze miasta zarezerwowały część budżetu. Dzięki niezwykłej mobilizacji zielonogórskich środowisk rowerowych wśród czterech pomysłów skierowanych do realizacji znalazły się dwa ważne fragmenty infrastruktury rowerowej w mieście .

Jak czytamy w artykule z zielonogórskiego wydania lokalnego "Gazety Wyborczej" tamtejsi rowerzyści mają doświadczenie w mobilizowaniu lokalnej społeczności: "Kilka lat temu przekonali 5 tys. zielonogórzan, by miasto sypnęło milionami na budowę ścieżki - Zielonej Strzały. I chociaż pierwszy etap inwestycji rodził się w bólach i nadal czeka na poprawki, to jednak rowerzystom się udało. Rok temu również zebrali 5 tys. podpisów na rowerowe inwestycje w budżecie. Tyle że wtedy nie zdołali przekonać władz miasta do zmiany budżetu".

To ich jednak nie zniechęciło i stowarzyszenie Rowerem do Przodu może cieszyć się z sukcesu.

Nagroda w plebiscycie w Trójmieście

Sukcesem zakończył się również plebiscyt Skrzydła Trójmiasta, gdzie w jednej z kategorii wygrał Wielki Przejazd Rowerowy . W uzasadnieniu czytamy, że przejazd otrzymał "Skrzydła" za "tradycyjny już wspólny piknik rowerowy, który od lat gromadzi setki miłośników jazdy na rowerze i który był pierwszym impulsem do rozwoju w Trójmieście przyjaznej rowerzystom polityki".

Setki to duża skromność. Gdański przejazd gromadzi co roku kilka tysięcy rowerzystów. Docenienie zaś jego wpływu na miejską politykę powinno zaś dać do myślenia tym, którzy kwestionują sensowność mas krytycznych.

Sukces z sejmu

Oczywiście nie wystarczy wyjść na ulicę. Należy również wiedzieć, gdzie nacisnąć guzik alarmowy na szczytach władzy. Tu również rowerzyści okazują się niezmiernie skuteczni. Miasta dla Rowerów i wchodzące w ich skład stowarzyszenia oraz inni działacze rowerowi potrzebowali w zeszłym tygodniu doby na to, by odesłać do śmietnika groźny bubel prawny, jaki chcieli wprowadzić posłowie z zespołu ds. bezpieczeństwa ruchu drogowego. Co ważne - przy okazji udało im się przekonać do swoich racji posłankę Beatę Bublewicz, która sygnowała niebezpieczną propozycję. Bublewicz odwołała projekt , uznała racje rowerzystów i zapowiedziała, że chce z nimi współpracować.

Dzięki temu udało się uratować uzyskane po wielu latach starań w zeszłym roku rozwiązania prawne. Zresztą ubiegłoroczna nowelizacja ustawy o ruchu drogowym, która likwidowała wiele nieścisłości oraz błędów prawnych a także dawała rowerzystom uprawnienia poprawiające ich bezpieczeństwo na drodze (o czym wiele razy pisaliśmy) to także dość bezprecedensowy w Polsce przykład skutecznej współpracy organizacji społecznych z politykami.

Oczywiście istnieją przykłady ustaw realnie konsultowanych z różnymi środowiskami obywatelskimi, ale zmiana ustawy o ruchu drogowym, dopasowująca polskie przepisy do ratyfikowanej przez nasz kraj Konwencji Wiedeńskiej to chyba pierwsza i jedyna sytuacja, kiedy to obywatele zwracają rządzącym uwagę na wady prawne polskich regulacji, przygotowują propozycje zmian i mimo wielu trudności skutecznie przeprowadzają je w takiej skali przez proces legislacyjny.

Marcin Hyła, prezes "Miast dla Rowerów" powiedział kilka miesięcy temu w rozmowie z Polskanarowery.pl, że coraz częstsze są sytuacje, w której urzędnicy przyznają, że brak im wystarczającej wiedzy i pytają o propozycje rozwiązań organizacje pozarządowe. Pokazuje to nie tylko dojrzewanie administracji publicznej do konsultacji i partycypacyjnego tworzenia przepisów, ale również - profesjonalizm strony społecznej.

A przecież te trzy ubiegłotygodniowe historie, plus spektakularny sukces nowelizacji to nie jedyny sukces polskich środowisk rowerowych. W kolejnych miastach pojawiają się "oficerowie rowerowi" (ostatnio powrót takiego urzędnika odpowiedzialnego za koordynację polityki miejskiej w zakresie transportu rowerowego zanotowaliśmy w Warszawie ), stowarzyszenia działające w poszczególnych miastach z mniejszym lub większym sukcesem doprowadzają do coraz poważniejszego traktowania inwestycji w infrastrukturę rowerową, działacze wspólnie z obywatelami mobilizują się, by przekonywać lokalnych przewoźników do wpuszczania rowerów na pokład pociągów czy autobusów.

Skuteczni, ale czy nie zbyt roszczeniowi?

Rowerzyści w normalnym ubraniuRowerzyści w normalnym ubraniu fot. Rafał Muszczynko

Czy wszystko to oznacza, że rowerzyści to klika? Wszechogarniająca mafia albo masa roszczeniowców dbających jedynie o swój interes i - głośnymi akcjami, przy wykorzystaniu bezwolnych mediów, krocząca od sukcesu do sukcesu?

Pewnie spotykacie się dość często z takimi zarzutami. Pozornym dowodem może być choćby opisany wyżej sukces zielonogórskich "lobbystów". Albo głośne masy krytyczne, które opanowują co miesiąc kolejne polskie miasta i miasteczka. Czy jednak mobilizacja obywateli wokół wspólnej sprawy jest czymś złym? Czy właśnie nie na tym polegać ma społeczeństwo obywatelskie? Czy nie jest fascynujące, że kilka procent mieszkańców podpisuje się pod obywatelską propozycją ścieżek rowerowych? I wreszcie - czy jakiekolwiek inne środowisko w Polsce jest w stanie co miesiąc mobilizować swoich zwolenników w liczbie, do której tylko raz czy dwa udało się zbliżyć największym polskim politycznym demonstracjom po 89 roku?

Jednym słowem - środowiska rowerowe mają sukcesy nie dlatego, że udało im się otumanić rządzących, ale dlatego, że coraz wyraźniej pokazują swoje znaczenie (oraz - co też bardzo ważne - potrafią przekonać do swoich racji).

Ale przecież z sukcesów tego środowiska korzystamy wszyscy. Rowerzyści nie walczą jedynie o swoje. Na stronie tegorocznego Święta Cyklicznego można było przeczytać: "Udziałem w przejeździe chcemy wyrazić nasze poparcie dla idei zrównoważonego transportu w mieście, uspokojenia ruchu samochodowego, (...) poprawy bezpieczeństwa pieszych i rowerzystów, poprawy i rozwoju transportu publicznego".

Bezpieczeństwo, transport, zrównoważony rozwój, ale także zdrowie publiczne, lokalna gospodarka, kapitał społeczny, włączenie grup wykluczonych - rowery są prospołeczne, rowerzyści są obywatelscy. I to działa coraz lepiej!

Konrad Olgierd Muter

Więcej o: