Wypadek w Toruniu: Czy kolarz uratował dziecku życie?

Zapewne już o tym słyszeliście. Kolarz zderzył się z dzieckiem na ulicy Mickiewicza w Toruniu. Media już zioną nienawiścią i szukają winnego. A ja chciałbym podziękować rowerzyście. Tak, nie przesłyszeliście się. Chciałem Mu podziękować.
 

Oczywiście rowerzysta nie jechał po drodze rowerowej. W zasadzie nie miał obowiązku nią jechać, bo jest po lewej stronie, a kierującego pojazdem obowiązują znaki po prawej lub nad pasem ruchu. Powinien wiedzieć to każdy, kto czytał rozporządzenie w sprawie znaków i sygnałów drogowych. Czyli w zasadzie każdy kierowca lub policjant.

Tym niemniej fakt, że kolarz nie jedzie tą drogą rowerową - szczerze mówiąc - nawet mnie nieco dziwi. Jeździłem po tej ulicy zarówno w czasie jej budowy, jak i już po oddaniu do ruchu. Droga rowerowa wykonana jest tam z równego asfaltu, ma całkiem poprawnie wykonane krawężniki i geometrię, a do tego wykonana jest tak, że jest jak na nią wjechać i jak z niej zjechać. Raczej do jazdy nie zniechęca. Ponadto na jezdni znajdziemy kilka wyniesień z kostki, których próżno szukać na ścieżce. Ja bym tam dmuchał po drodze rowerowej, bo jest po prostu wygodniej. Ale ja nie o tym.

Dziękuję, że jechałeś rowerem

Wszyscy ekscytują się winą lub jej brakiem. Ja chciałbym zwrócić uwagę na coś zupełnie innego. Po pierwsze dziecko miało ogromne szczęście, że trafiło na rower. Zderzenie z motocyklem lub samochodem jadącym z tą samą prędkością, skończyłoby się dla niego gorzej, o wiele gorzej.

Wynika to z faktu, że pojazdy te ważą po prostu znacznie więcej, a więc i energia z jaką uderzają w pieszego jest większa. I to większa nie o połowę, czy kilkukrotnie, a o cały rząd wielkości. Do tego kierowca w samochodzie ma ograniczoną widoczność (słupkami dachu). Nie wiadomo, czy nie dowiedziałby się o potrąceniu dziecka dopiero po przejechaniu po nim. A jeszcze, gdyby maluch trafił na jednego z miłośników jazdy "szybkiej i bezpiecznej"...

Dziękuję, że hamowałeś

Druga rzecz, za którą chcę podziękować rowerzyście, to manewr hamowania przednim hamulcem. Każdy z nas wie, że zbyt mocne hamowanie nim na suchym asfalcie kończy się przelotem nad kierownicą. A jednak rowerzysta naciska na przedni hamulec i tuż przed zdarzeniem zaczyna wykonywać coś znanego rowerzystom jako OTB (over the bar - lot nad kierownicą). Dobrze to widać na zdjęciu poniżej, gdzie tylne koło roweru jest już w powietrzu:

Dlaczego to takie ważne? Bo dzięki temu dziecko nie przyjęło całego impetu uderzenia na siebie. Rowerzysta, co widać na filmie, gdy się go obejrzy klatka po klatce, w zasadzie bardziej przelatuje nad dzieckiem niż w nie wpada. Dziecko obrywa oczywiście i upada na asfalt, ale zostaje uderzone tylko częścią masy - kołem roweru (odrobinę bardziej miękkie niż inne elementy) i być może jedną z kończyn kolarza. Łącznie obrywa może dwudziestoma kilogramami, zamiast około osiemdziesięciu lub stu. Różnica jest więc istotna.

Zaryzykuję stwierdzenie, że to właśnie ratuje dziecku życie. Nie wiem, czy kolarz nadusił na hamulec świadomie, czy był to odruch. Wiem jedno - to właśnie spowodowało, że dziecko z miejsca zdarzenia odbiegło o własnych siłach. Gdyby cyklista wjechał w dziecko z pełnym impetem zamiast w zasadzie przelecieć nad nim, miłośnik biegania leżał by teraz w stanie ciężkim, a kolarz opuściłby miejsce zdarzenia o własnych siłach. Wynika to z prostej różnicy mas obu uczestników zdarzenia.

Rafał Muszczynko

Więcej o: