Trójmiasto: Jak podróżować po mieście? Przesiądź się na rower!

Można zrzucić kilka kilogramów (albo przynajmniej nie przytyć), zaoszczędzić na benzynie czy biletach oraz, chociaż zabrzmi to górnolotnie, poczuć wolność. Ja tak zrobiłem, choć nigdy nie byłem urodzonym kolarzem. Jak się z tym czuję?

Ostatnio polubiłem rower. Zdarzało mi się, od czasu do czasu, pojechać jednośladem na plażę, ale dopiero niedawno postanowiłem, że zacznę jeździć rowerem do pracy. Nic wielkiego, bo daleko nie mam. Wystarczy zjechać z Chełmu ul. Cienistą, potem przejechać przez Zaroślak, Okopową i Wałami Jagiellońskimi do Huciska, potem powrót na Długi Targ i wjazd na Tkacką.

Gorzej jest wrócić, bo trzeba wdrapać się pod górkę, ale też bez przesady. W drodze powrotnej wybieram opcję: Kartuska - Łostowicka - Witosa. Oczywiście najtrudniejszy fragment to podjazd pod Łostowicką. Właściwie tylko raz wracałem Cienistą, udało się, ale jednak wolę tę pierwszą opcję.

Jakie są korzyści?

Nie kupiłem biletu 30-dniowego na sierpień. Oszczędność 92 zł. Czas dojazdu do pracy ok. 13-15 minut. Mam tu na myśli start spod klatki i dojazd do czerwonych drzwi "Gazety" na Tkackiej. Tramwaj, najszybszy środek komunikacji miejskiej, jedzie z przystanku Cieszyńskiego do Bramy Wyżynnej ok. 11 minut. Do tego trzeba doliczyć czas dojścia do przystanku i potem do pracy. W sumie wyjdzie podobnie, może nawet nieco dłużej. Zatem, opłaca się?

Powrót zajmuje już więcej, bo ok. 20-25 minut, w zależności od tempa i dyspozycji dnia. Czasami Łostowicką pokonuję bez problemu na wysokim przełożeniu, innym razem męczę się niemiłosiernie na najniższej przerzutce.

W tym przypadku komunikacja jest z pewnością szybsza, ale ważne są inne korzyści - a mianowicie ruch i budowanie kondycji. W wieku 30 lat uznałem, że ciężko będzie zmobilizować się do regularnych ćwiczeń i spotkań w celach sportowych (zdarzają się sporadyczne mecze piłki nożnej), więc rower uważam za idealny sposób na walkę z lenistwem.

Podobno prawdziwe spalanie tłuszczu zaczyna się dopiero po ok. 30 minutach wysiłku, dlatego zjazd traktuję tylko jako szybką formę dotarcia do pracy, dopiero powrót to czas na "wyczyn". Staram się więc w miarę możliwości nie jechać od razu do domu, tylko zahaczyć o różne miejsca - głównie takie, do których można dotrzeć ścieżkami rowerowymi.

Do Brzeźna w 23 minuty

To fragment dla tych, którzy z rowerem się jeszcze na dobre nie zaprzyjaźnili. Napiszę kilka słów o tym, jak i gdzie dojechać.

Najpopularniejszy asfaltowy szlak w Gdańsku wiedzie z centrum w kierunku Wrzeszcza wzdłuż al. Zwycięstwa. Ruch panuje tu jak na autostradzie. Ja też często z niego korzystam, gdyż daje sporo możliwości. Można nim dojechać np. do parku Oliwskiego lub dalej aż do Sopotu. Problem w tym, że na granicy miast nagle ścieżka się urywa i trzeba męczyć się na chodnikowych wertepach.

Na szczęście jest na to sposób. Wystarczy przy Operze Bałtyckiej odbić z al. Zwycięstwa w kierunku Hallera. Aleją dojedziemy aż do Brzeźna, a stamtąd ścieżką przy plaży przez Jelitkowo - do Sopotu. Po drodze, na skrzyżowaniu z ulicami Czarny Dwór i Uczniowską, możemy odbić w nieukończoną jeszcze ścieżkę i dotrzeć nią pod PGE Arenę.

Przykład z życia wzięty. Kolega z grupą znajomych wybrał się na plażę do Brzeźna. Ruszał z Dworca Głównego PKP. Na przystanku czekał na tramwaj ok. 10 minut, potem jechał nim kolejne 25, a dojście na molo zajęło mu jeszcze 10 minut. W sumie 45, ja spod redakcji na ul. Tkackiej dojechałem tam w 23 minuty.

"Moje" odkrycie

Z jednego odkrycia jestem dumny, choć pewnie dla wielu ta trasa to żadna nowość. Chodzi mi mianowicie o drogę wzdłuż Opływu Motławy - od Urzędu Wojewódzkiego do stadionu żużlowego GKS Wybrzeże.

Trafiłem na nią przypadkiem. Pojechałem zobaczyć, co słychać na Fecie, a że była jeszcze wczesna godzina i nic się nie działo, ruszyłem przed siebie. Przejechałem przez plac Wałowy, potem przeciąłem ul. Dolna Brama obok Bramy Nizinnej i wzdłuż bastionów pedałowałem dalej. Początkowo było sporo nierówności i wertepów, ale z czasem trasa zamieniła się w kostkową, krętą ścieżkę.

Jadąc wciąż przed siebie, raz z jednej, raz z drugiej strony Opływu Motławy, dotarłem aż do siedziby straży miejskiej. Teraz często korzystam z tego przejazdu, gdy mam dosyć tłoku na ścieżkach, a chcę pojeździć sobie bez celu.

Na koniec powiem oczywistość. Jeżdżąc rowerem, czuję, że w każdej chwili mogę być w dowolnie wybranym przez siebie miejscu. Nie muszę myśleć, ile czeka mnie przesiadek albo gdzie będę mógł zaparkować auto i czy po drodze nie natknę się na korki. Czuję się wolny. I życzę wam tego samego.

Artykuł pochodzi z trójmiejskiego wydania lokalnego Gazety. A jak Wam jeździ się po Trójmieście? Gdzie potrzeba tras rowerowych? Stwórzmy wspólnie ich ranking, pokażmy miejsca niebezpieczne i takie, które wymagają naprawy. Gdzie potrzebne są nowe ścieżki? Zdjęcia i opisy przesyłajcie na: michal.brancewicz@gdansk.agora.pl

Więcej o: