Dojechali rowerami do Londynu. 1300 kilometrów w 14 dni

Dwaj szczecińscy cykliści, Marek Miłoszewski i jego trzynastoletni syn Mateusz, są już nad Tamizą. W środę obejrzą olimpijskie zmagania kolarzy w londyńskim Hampton Court Palace.

Wyruszyli 17 lipca z bloku na szczecińskim Warszewie. Dwa rowery (jeden z przyczepką na bagaż), a na nich dwóch dzielnych ludzi. Ojciec i syn. Marek i Mateusz Miłoszewscy. Razem jeżdżą od 2007 roku. Gdy Mateusz miał 8 lat, zaliczył pierwszą dłuższą trasę - do Świnoujścia. Później była podróż na Hel, wyprawy na wschód i południe kraju. Przez kilka sezonów "zamknęli" pętlę wzdłuż granic Polski.

Wyjazd do Londynu to oczywiście pomysł związany z igrzyskami olimpijskimi. Biletów na sportowe areny IO nie udało się zdobyć, ale pan Marek i Mateusz chcą przede wszystkim obejrzeć... kolarskie zawody, a konkretnie - jazdę indywidualną na czas z udziałem reprezentanta Polski Macieja Bodnara.

- W poniedziałek w południe, po 14 dniach jazdy, zdobyliśmy Londyn - relacjonuje Marek Miłoszewski. - Miasto całe w symbolach olimpijskich. Niestety, wiele miejsc jest niedostępnych. Nie udało nam się wejść do Greenwich Park i części Hyde Parku. Masa wolontariuszy tylko czeka, żeby pomóc, na przykład zrobić nam zdjęcia [śmiech]. Teraz czas na odpoczynek, jesteśmy trochę zmęczeni, i kibicowanie.

Szczecińscy cykliści znaleźli schronienie u polskich znajomych w Londynie. W drodze najczęściej nocowali w namiocie, ale co kilka dni zatrzymywali się u osób, które oferują darmową gościnę (takie ogłoszenia można znaleźć w internetowym serwisie WarmShowers dla podróżujących rowerzystów). Dziennie przejeżdżali 100 kilometrów, przez Niemcy , Holandię i Belgię do Wielkiej Brytanii.

Do Szczecina mają wrócić samolotem 5 sierpnia.

Artykuł pochodzi ze szczecińskiego wydania lokalnego Gazety.

Więcej o: