4,5 tys. rowerzystów w więzieniach. "Na tle Europy jesteśmy Arabią Saudyjską"

Polskie prawo bywa bardzo surowe w zaskakujących miejscach. Dotarliśmy do danych, według których w ubiegłym roku za jazdę rowerem w stanie nietrzeźwym skazano 51 tys. osób. Ponad 4,5 tys. z nich wylądowało i wciąż siedzi w więzieniach. - Na tle Europy jesteśmy Arabią Saudyjską - nazywa to jeden z przeciwników tak surowego karania.

Marzena ma 29 lat. Pracuje w dużej giełdowej spółce. Niespełna rok temu poszła na piwo ze znajomymi. W nocy nie chciała zostawiać roweru pod pubem. Miała do przejechania kilkaset metrów w centrum Warszawy. Wsiadła na rower, jechała szerokim chodnikiem. Przy Placu Zbawiciela zatrzymała ją policja. Alkomat. Wynik mógł być jeden.

- Wypiłam wcześniej trzy piwa. - wspomina Marzena. - Po badaniu alkomatem wylądowałam na komendzie, a procedura składania wyjaśnień, wypełniania papierów trwała do rana. Następnego dnia musiałam przyjść na przesłuchanie, a na koniec czekał nas proces i wizyta w sądzie. Skończyło się na grzywnie i zawieszeniu kary. Zapłaciłam 2 tys. zł.

Teraz Marzena musi bardzo uważać. W przypadku recydywy może nawet trafić do więzienia. Jazda rowerem po wypiciu alkoholu może być przestępstwem. Wtedy czeka nas wyrok karny. Tak jak czekał na Zbigniewa C. z Ostrzeszowa, który został przyłapany na tym, jak wracał po dwóch piwach z pracy. Policjanci najnowszym samochodem terenowym śledzili robotnika na rowerze na polnej drodze, a aresztowali już na jego podwórku.

Za drugim razem dostał osiem miesięcy, z których połowę odsiedział w zakładzie karnym w Ostrowie Wlkp. - To bardzo sumienny pracownik - mówi Andrzej Sarnowski, jego szef. - Nigdy nie było z nim żadnych problemów, a trafił do więzienia za takie coś. To absurd - irytuje się.

Pijany rowerzysta - w Polsce to plaga

- Z mojej praktyki wynika, że w tych przypadkach sąd zwykle zasądza karę więzienia dla osób, które dopuściły się powtórnego złamania prawa - wyjaśnia Igor Tuleya, sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie. Dochodzi wtedy do odwieszenia się poprzedniego wyroku, a nawet kilku. Sędzia wspomina najbardziej szokujący przypadek, kiedy poprzednie kary złożyły się na 10 lat więzienia dla notorycznego pijanego rowerzysty z Grodziska. - Cóż, sąd nie miał wyjścia, a delikwent poszedł za kratki - mówi Tuleya.

Najczęściej jednak sąd kieruje recydywistów na kary do roku za kratkami. - Tylko w lewobrzeżnej Warszawie i okolicach za jazdę pod wpływem alkoholu w 2011 r. sądzono 1442 osoby, z czego skazano 1240. 27 z nich trafiło do więzienia, z czego17 na rok odsiadki - informuje sędzia.

Dane o liczbie pijanych rowerzystów nie pozostawiają złudzeń. W Polsce to plaga. - W 2011 r. skazano 50 997 osób dorosłych za jazdę na podwójnym gazie - informuje Joanna Dębek, naczelnik Wydziału Komunikacji Społecznej i Promocji Ministerstwa Sprawiedliwości. Oznacza to, że w kraju dziennie zatrzymywanych i kierowanych do sądu jest 140 osób. Według informacji Służby Więziennej w ubiegłym roku z tego tytułu za kratki trafiło 4574 osób. Inni osadzeni mówią o nich "kolarze". Dla porównania za prowadzenie aut pod wpływem alkoholu skazano i osadzono 5650 ludzi.

Prokurator też chce zmian

Z faktem, że w Polsce mamy do czynienia z masowym łamaniem prawa przez rowerzystów pod wpływem alkoholu, zgadza się prokurator generalny Andrzej Seremet. Twierdzi, że mimo restrykcyjnego prawa, ich liczba wcale nie maleje. Zapełniają się tylko więzienia, a miesięczny koszt utrzymania osadzonego to 2,5 tys. zł. Już choćby z tego powodu należałoby się zastanowić, czy idziemy we właściwym kierunku - czytamy w piśmie przygotowanym przez prokuratora.

W marcu Seremet przedstawił ministrowi sprawiedliwości propozycje stosownych zmian w prawie. Prokurator uważa , że jazdę na rowerze pod wpływem alkoholu powinno się traktować jako wykroczenie, a nie przestępstwo. Według prokuratora pijany rowerzysta jest groźny przede wszystkim dla siebie, a stosowane kary nie przyczyniają się do zmniejszenia ich liczby. Seremet zauważa, że problem pijanych rowerzystów jest ważny - świadczą o tym zastraszające statystyki. Jednak ludzi tych powinno się raczej leczyć, niż karać - wynika z wniosków zawartych w dokumencie prokuratury generalnej.

Seremeta poparł minister spraw wewnętrznych Jacek Cichocki. - Jeśli rowerzysta popełni przestępstwo, czy wykroczenie drogowe, to oczywiście trzeba karać, ale trzeba rozważyć, na ile kary te dziś są skuteczne, zwłaszcza tak ostre jak w przypadku recydywy kara więzienia - powiedział Cichocki. W pierwszym szeregu dążących do zmian są też politycy Ruchu Palikota, których projekt trafił do Komisji Nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach w Sejmie. - Została tam utworzona specjalna podkomisja dla tej właśnie inicjatywy - informuje poseł Łukasz Gibała.

Kultura rowerowo-alkoholowa

Nikt tak nie przejął się sprawą zamykania pijanych rowerzystów jak Adam Łaczek, który na portalu I Bike Krakow zamieszcza co rusz artykuły dotyczące tego problemu. "Co łączy polskie prawo z Szariatem? W fundamentalistycznych państwach muzułmańskich za czyny zupełnie nieszkodliwe (np. seks przedmałżeński) grożą surowe kary. Z kolei czyny naprawdę nieludzkie, takie jak honorowe zabójstwo córki są praktycznie niekarane. Zupełnie jak na polskich drogach" - pisze aktywista dwóch kółek w jednym z artykułów.

- Zająłem się tym tematem pod wpływem docierających do mnie historii. Dotyczyły one zwykle osób z małych miejscowości. Scenariusz się powtarzał. Zostali oni złapani dwukrotnie na jeździe rowerem pod wpływem alkoholu. Nie były to duże ilości - dwa, trzy piwa. Jechali polną drogą, zatrzymała ich policja. Za pierwszym razem wyrok w zawieszeniu, za drugim trafiali do więzienia. Tracili pracę, nawet jak z niego wyszli. Rozpoczynał się dramat, który uderzał w ich rodziny.

Łaczek opublikował serię artykułów, której można dać wspólny tytuł " Kultura rowerowo-alkoholowa w innych krajach ". Udowadnia w nich, że tylko u nas sprawa jazdy rowerem pod wpływem alkoholu jest karana artykułem z Kodeksu karnego. - Na tle Europy jesteśmy Arabią Saudyjską. W innych krajach jazda na rowerze pod wpływem alkoholu kończy się mandatami, czy upomnieniami.

Limitów - ile można spożyć - nie ma np. w Wielkiej Brytanii, Irlandii i całej Skandynawii. W Niemczech można mieć aż 1,6 promila. Prawo mówi - np. w krajach skandynawskich - że rowerzysta może jechać, dopóki jest w stanie to robić bezpiecznie dla siebie i innych. Jeżeli się zatacza na rowerze, policja go zatrzymuje. Co więcej, tam rower traktuje się jako alternatywę dla samochodu. Wypiłem, więc wrócę do domu rowerem, by przypadkiem nie zasiąść za kółkiem - tłumaczy.

Policja łapie i spisuje

Restrykcyjne prawo i wynikająca z tego nadgorliwość sądów to jedno. Według Łaczka nie mniej uciążliwa jest nachalność policji. - Możemy mówić wręcz o łapankach na rowerzystów. Czasem można odnieść wrażenie, że policja czyha za każdym rogiem, a bycie zatrzymywanym i sprawdzanym dwa razy podczas jednego wypadu na miasto nie należy do rzadkości - dziwi się.

Policja poprawia dzięki temu statystyki, ale nie zmienia to faktu, że Polacy wciąż siadają podchmieleni na rower. Nawet jeśli grożą im poważne kary.

Miałeś problemy z policją jadąc na rowerze? Napisz swoją historię i wyślij na adres robert.kowalik@agora.pl

Ps. W pierwotnej wersji tekstu pojawiło się zdanie, że karalna jest także sytuacja, kiedy pod wpływem alkoholu idzie się z rowerem (tzn. prowadzi się go). Oczywiście wtedy jest się pieszym i to nie jest karalne. Zdarza się jednak dość często, że nadgorliwość policji prowadzi do karania, czy prób karania i takich sytuacji. Ma to związek z błędną interpretacją słowa "prowadzić" rower.

Artykuł pochodzi z portalu gazeta.pl

Więcej o: