Rower kontra samochód. "Rowerzyści mnie przerażają"

Co was cieszy, a co wkurza na ścieżkach rowerowych?

Tak napisali warszawscy rowerzyści:

Rowerem szybciej i taniej

Rocznie samochodem pokonuję ok. 15 tys. km, dodatkowo 6-7 tys. km na rowerze. Nigdy nie widziałem rowerzysty, który by wymuszał pierwszeństwo na kierowcy. Za to właściwie codziennie, a przynajmniej kilka razy w tygodniu ktoś wymusza na mnie pierwszeństwo, gdy jadę rowerem. Nawet dzisiaj, gdy usiłowałem skręcić w lewo i chociaż dużo wcześniej sygnalizowałem swój zamiar, jakaś kobieta zaczęła mnie wyprzedzać tuż przed skrzyżowaniem.

Czemu rowerzystów, którzy wymuszają pierwszeństwo na samochodach, jest bardzo mało, a samochodów wymuszających na rowerzystach bardzo dużo? Jak wszyscy dobrze pamiętamy z fizyki energia kinetyczna to masa razy prędkość do kwadratu przez dwa. Co przy 100-kilogramowym rowerzyście plus rower i 20 km na godz. daje ok. 1500 dżuli. Samochód zaś przy 50 km na godz. i masie z kierowcą 1400 kg ma wynik ok. 137 tys. dżuli. Wypadek przy takich założeniach dla rowerzysty oznacza złamania, rany, a może nawet kalectwo lub śmierć. A dla kierowcy samochodu? Połamany zderzak, wgięta blacharka, może zbita lampa.

Na koniec mam małą serię pytań. Dlaczego nikt nie mówi o tym, że dzięki rowerzystom ruch pojazdów w miastach jest mniejszy? Dlaczego nikt nie zwraca uwagi na to, że rower nie emituje spalin i jest korzystny dla zdrowia, a rowery nie potrzebują tylu parkingów co auta? Dlaczego nie myśli się o tym, że taniej jest wybudować drogę dla rowerów niż dla samochodów? Dlaczego nikt nie mówi, że rowerem jest po prostu szybciej i taniej niż samochodem?

Błażej Ksycki

Skutki jazdy ze słuchawkami

Od kwietnia, gdy wyjęłam rower i zaczęłam dużo jeździć po Warszawie, bardziej niż piesi na ścieżkach rowerowych denerwują mnie sami rowerzyści! Niestety, dużo częściej zdarza się, że to rowerzysta nie wie, iż należy spojrzeć się za siebie, kiedy chce zmienić się stronę jazdy. Uważam też za karygodne, że cykliści nagminnie też jeżdżą ze słuchawkami w uszach, rozpędzając się przy tym tak, że kilkakrotnie miałam z ich winy rowerową stłuczkę. Raz rowerzysta pędzący z mostu Poniatowskiego nie zauważył, że wyjeżdżam z zakrętu - uniknęłam wypadku tylko dlatego, że nauczyłam się mieć jedną rękę na kierownicy, tuż nad hamulcem. Do tego rowerzysty zjeżdżającego z góry krzyczeli też inni czekający na pasach koło ronda Waszyngtona. Jednak miał słuchawki na uszach, więc nic to nie dało. Mam wrażenie, że rowerzyści tylko dlatego, że jadą po ścieżce, myślą, że nie obowiązują ich żadne przepisy.

Kamila

Nie każdy kierowca to cwaniak

Rowerzyści przerażają mnie swoim brakiem przerażenia. Tzn. za bardzo ufają kierowcom i są przekonani, że każdy ich widzi i zachowuje ostrożność. Prawda jest, niestety, okrutna - rowerzyści bardzo mi utrudniają jazdę po mieście, kiedy są na środku jezdni, spowalniają ruch i nie mogę ich wyprzedzić. Podobnie, gdy stoją przede mną na czerwonym świetle. Niech pamiętają, że nie wszyscy kierowcy to cwaniaki, chamy, panowie dróg i autostrad oraz piraci drogowi. Nie chcę nikogo potrącić i jestem uprzejma na drodze, ale niech oni też respektują kierowców, bo mam wrażenie, że rowerzyści ich nie lubią na zasadzie: jedzie cwaniak samochodem, stać go na benzynę, pewnie z sadłem od ciągłego siedzenia, a ja tu prowadzę zdrowy tryb życia, jestem alternatywny, ruch to zdrowie itp. Bzdura. Chętnie bym jeździła do pracy rowerem, ale mam za daleko, poza tym boję się wciskać między samochody na ruchliwych drogach.

Artykuł pochodzi z lokalnego wydania Gazety .

A co Ciebie denerwuje?

Więcej o: