Rowerem po piwie - wywiad z holenderskim dziennikarzem

Jestem przestępcą, bo jechałem na rowerze po trzech piwach?! Do tego ta kwota, jaką musiałem zapłacić... szaleństwo! - opowiada holenderski dziennikarz Bert van der Linden, który o swoich problemach z polskim prawem napisał duży reportaż do poczytnego w Holandii portalu.

Zdał relację godzina po godzinie, jak przed północą wyjechał na rowerze w poszukiwaniu restauracji, jak został zatrzymany po wypiciu trzech piw i jak wyglądała noc spędzona w areszcie. Napisał m.in. o pobudce przed siódmą, śniadaniu w celi ("cztery kromki chleba, kupa masła i coś, co wyglądało na dżem") i o tym, że na komisariacie musiał się rozebrać do bielizny. I dodał, że w Holandii to nie do pomyślenia.

Rozmowa z Bertem van der Lindenem

Jarosław K. Kowal, Szymon Opryszek: Wywiezie pan złe wspomnienia z Krakowa?

Bert van der Linden, dziennikarz holenderskiej gazety "AD": Ależ skąd. To piękne miasto. Wspaniała architektura, no i ten Rynek... Wszystkim polecałem wycieczkę do waszego miasta i na pewno sam tu wrócę.

Przed aresztowaniem miał pan jakieś nieprzyjemności?

- Nie było żadnych problemów. Przy wejściu na treningi ochroniarze przeszukiwali mój plecak, ale to przecież nic nadzwyczajnego. Krakowianie są dla mnie przyjaźni i pomocni. Szok kulturowy? Nic z tych rzeczy. Jedynie podczas meczu Polska - Grecja byłem zdziwiony, bo zauważyłem, że nad waszymi rodakami ciągle wisi widmo komunizmu. Kiedy tylko Grecy strzelili gola na 1:1, zrobiło się bardzo cicho, ludzie przestali kibicować. Dziwne...

Porozmawiajmy o pana przygodzie...

- Oczywiście rozumiem, że prawo jest prawem, choć polskich przepisów drogowych wcześniej nie znałem. Kiedy zostałem zatrzymany, byłem przekonany, że zapłacę mandat, ale nic więcej. Zupełnie nie spodziewałem się, że spędzę noc na komisariacie. A tam musiałem się rozebrać. To nie było zabawne. Mówiłem im, że jestem dziennikarzem, że jutro mam wywiad z Klaasem-Janem Huntelaarem [znany holenderski napastnik - red.], ale powtarzali tylko, że prawo jest prawem.

Czy wcześniej przytrafiło się panu coś podobnego?

- Nie. Choć jeżdżę na wiele turniejów, nie tylko piłkarskich. W Holandii też podobnego przypadku nie miałem.

Bo u was prawo jest mniej restrykcyjne?

- Według przepisów też nie można jeździć po spożyciu alkoholu na rowerze, choć dopuszczalny limit promili jest wyższy. Tyle że żaden funkcjonariusz nie przywiązuje do tego wagi. W Holandii nigdy nie zatrzymuje się rowerzystów. Słyszałem, że w Polsce też jest to rzadkością.

To nieprawda. Takich kontroli jest sporo.

- I policjanci zatrzymują ludzi bez powodu? To dziwne.

Co panu powiedzieli?

- Że muszę spędzić noc w areszcie, a następnego dnia stanę przed sądem. Wtedy przyjechał tłumacz, a funkcjonariusz miał dla mnie propozycję: albo płacę 2,5 tys. zł i mam roczny zakaz jazdy na rowerze w Polsce, albo 2 tys. i dwuletni zakaz. W Holandii teraz wszyscy o tym mówią. Przed chwilą wypowiadałem się dla jednej z rozgłośni radiowych.

Pana historia naprawdę budzi tak duże emocje?

- Można powiedzieć, że w sobotę w holenderskich mediach była tematem numer 1.

Jak współpracownicy zareagowali, gdy pan opowiadał o zatrzymaniu?

- Byli w szoku. Wszyscy powtarzali, że muszę opisać tę historię, więc to zrobiłem.

Twierdzą, że polskie prawo jest dziwne?

- Nawet nie chodzi o prawo, ale o to, jak mnie potraktowano. To było przecież nieludzkie. Na komendzie dowiedziałem się, że to, co zrobiłem, jest przestępstwem. To głupie i w Holandii wszyscy się z tego śmieją. Przecież nikogo nie zastrzeliłem. Do tego ta kwota, jaką musiałem zapłacić... szaleństwo! To głupie, że za wypicie trzech piw zostałem potraktowany jak kryminalista, założono mi nawet kajdanki...

Dlatego teraz o Krakowie w Holandii musi się dużo mówić.

- Na początku, kiedy holenderska federacja wybrała Kraków jako bazę pobytową, wszyscy podkreślali, że to dobra decyzja, bo w stolicy Małopolski nie będzie takiego gwaru jak w miastach gospodarzach. Ale teraz rozgorzała dyskusja, czy to mógł być jednak zły wybór. Piłkarze już dzień przed meczem musieli wylatywać do Charkowa na mecze. W grę wchodzi zmęczenie, do tego różnica temperatur w ostatnich dniach była spora.

Artykuł pochodzi z krakowskiego wydania lokalnego Gazety.

Więcej o: