Czy ksiądz Mateusz będzie płacił mandaty?

Na rynku jest zakaz ruchu rowerów. Tymczasem serialowy ksiądz detektyw w każdym odcinku pedałuje żwawo po starówce reklamując ją jako przyjazną cyklistom. "To kreowanie fikcji. Według filmu można jeździć, w praktyce grozi za to mandat" - narzeka mieszkaniec Sandomierza. Może czas zdjąć zakaz, podobnie jak w Olsztynie, czy Krakowie?

Tę scenę kojarzą wszyscy miłośnicy filmu o przygodach księdza detektywa, kręconego od 2008 roku w Sandomierzu. Praktycznie w każdym z 85 wyemitowanych już odcinków tytułowy ojciec Mateusz przemierza na rowerze ze sporą prędkością płytę rynku.

Tymczasem przy wjeździe do samego serca miasta stoją znaki C-16 oznaczające drogę dla pieszych. Pod nimi jest informacja, że nie dotyczą one między innymi pojazdów służb miejskich. Zgodnie z przepisami w takiej sytuacji kierowcy pojazdów nieuprawnionych, w tym rowerów, muszą się liczyć ze 100-złotowym mandatem. - To kreowanie fikcji. Według filmu można jeździć, w praktyce grozi za to mandat - komentuje mieszkaniec Sandomierza.

- Naprawdę tam jest zakaz jazdy na rowerze? Nigdy na to nie zwróciliśmy uwagi. Nic nam nie mówili urzędnicy i policjanci, tym bardziej że współpracuje się nam z nimi bardzo dobrze, pomagają na każdym kroku - dziwi się Kostenko. Wyklucza jednak rezygnację ze słynnej sceny w kolejnej serii odcinków, które mają być kręcone w kwietniu. - Jest bardzo malownicza, jej wycięcie odebrałoby ekspresję. Na sandomierskim rynku nie ma zbyt wiele dynamicznych elementów. Możemy wykorzystać albo ojca Mateusza na rowerze, albo gołębie - tłumaczy. Przypomina za to inną historię z oznakowaniem. - Nakręciliśmy scenę, jak ojciec Mateusz jedzie rowerem i zatrzymuje go Nocul z miernikiem prędkości. Policjant mówi, że ksiądz przekroczył dopuszczalną prędkość, bo jechał 40 km/godz. Zdziwiony ojciec Mateusz tłumaczy się, że przecież tam zawsze było ograniczenie do 40 km/godz. Nocul odpowiada, że teraz jest już do 30 km, bo wczoraj był wypadek - opowiada reżyser.

- Rzeczywiście, na rynku jest zakaz ruchu, nie tylko dla rowerów - potwierdza Jerzy Borowski, burmistrz Sandomierza. Dodaje, że długo musiał walczyć o te znaki. - A jak skończą się prace przy budowie kanalizacji, to zakaz będzie całkowity. To ma być deptak. Przyjeżdża sporo gości, turystów, często z dziećmi. Po prostu zależy nam, żeby to było jak najbezpieczniejsze miejsce - tłumaczy.

Dlaczego w takim razie ojciec Mateusz może jeździć po rynku na rowerze? - Ma specjalne zezwolenie od straży miejskiej - odpowiada Borowski. Twierdzi też, że turyści z rowerami nie powinni mieć kłopotów. - Stoi zakaz, bo chcieliśmy uniknąć sytuacji, że ktoś szaleje na rowerze, zachowuje się jak cyrkowiec. Ale musimy zachować zdrowy rozsądek. Jeżeli ktoś przejedzie przez rynek spokojnie i ostrożnie, nie powinien mieć kłopotów ze strony straży miejskiej - zapewnia burmistrz.

Jak to wygląda w praktyce? - Na rynku jest zakaz ruchu poza określonymi wyjątkami. Ale szczerze mówiąc, nie pamiętam, żeby ukarano jakiegoś rowerzystę - mówi Mirosław Jabłoński ze straży miejskiej. Podobnie wypowiada się Jacek Kulita, oficer prasowy sandomierskiej policji. - Gdy są kręcone zdjęcia do filmu, ekipa ma zgodę na zamknięcie okolicznych ulic dla ruchu i wiadomo, że wtedy oznakowanie jest zupełnie inaczej traktowane - podkreśla policjant.

A jak policjanci traktują turystów, którzy pod wpływem serialu chcieliby się przejechać rowerem po rynku? - Jeżeli ktoś łamie przepisy, to je egzekwujemy. Proszę jednak pamiętać, że również pouczenie jest formą kary. Wiele zależy od konkretnej sytuacji i rodzaju wykroczenia - tłumaczy Kulita.

Może więc warto pomyśleć nad zmianą oznakowania, żeby można było w pełni legalnie przejechać przez sandomierski rynek? - To pomysł do rozważenia. Obawiam się tylko, czy nie będziemy mieć wtedy wysypu miłośników cyrkowej jazdy na rowerze. Ale zastanawiamy się nad otwarciem przy Punkcie Informacji Turystycznej na rynku wypożyczalni rowerów - zapowiada burmistrz.

- Cała ta sytuacja uświadomiła mi, że w naszym serialu jest bardzo mało rowerzystów, a to przecież ostatnio bardzo popularny sport i sposób na spędzanie czasu - komentuje Kostenko.

Tekst pochodzi z kieleckiego wydania Gazety .

Więcej o: