Jakich zimowych akcesoriów brakuje w twoim rowerze?

W najnowszej audycji "Skołowani" w radiu Tok FM rozmowa toczyła się wokół problemów, jakie różnym środkom transportu nastręcza zima. Jeden ze słuchaczy zadzwonił i zachwalał urządzenie, które rozgrzewa samochód, zanim się do niego wsiądzie. Urządzenie kosztuje 3000 zł i jest ponoć świetne. A jakich urządzeń brakuje rowerowi, żeby zima przejeżdżona na nim była znośna?

1. Pług śnieżny

To oczywiście marzenie każdego, kto choć raz jechał w kopnym śniegu. Nie jest o to trudno - leśne dukty czy miejskie ścieżki rowerowe obfitują w to jakże nieprzyjazne rowerzystom podłoże. Jednak wideo takie jak to:

każe zweryfikować te marzenia. Łatwiej będzie zmienić opony na grubsze a przełożenie na bardziej miękkie.

2. Podgrzewane siodełko

Podgrzewane siodełko miałoby dwie zalety. Po pierwsze dawałoby dość łatwą odpowiedź na ordynarne pytania osób, które nigdy zimą nie wsiadły na rower. Po drugie - ułatwiałoby odśnieżanie parkowanego na zewnątrz roweru. Dzięki podgrzewaniu, siodełko nie pokrywałoby się śniegiem, więc rowerzysta lub rowerzystka nie musieliby przed startem wykonywać zamaszystego ruchu zgarnięcia efektów opadu atmosferycznego z tej części roweru. Dzięki temu proces odśnieżania skróciłby się o jakieś 0,5-0,75 sekundy.

3. Podgrzewane rączki

Nie wiem jak wy, ale ja podczas zimowej jazdy najbardziej narzekam na marznące palce u rąk. Zakładam dwie pary ciepłych rękawiczek, ruszam palcami podczas jazdy, ale i tak po 15 minut jazdy tracę czucie w palcach. Być może pewnym rozwiązaniem byłyby podgrzewane rączki. Albo takie rękawiczki:

Na największe mrozy, potrzebne nie byle jakie rękawiczkiNa największe mrozy, potrzebne nie byle jakie rękawiczki fot.

4. Samozamykające się zapięcie

W związku z zamarzającymi palcami mam jeszcze jeden problem - trudność z obsługą zapięcia rowerowego zaraz po zatrzymaniu. Po prostu sztywne z zimne palce słabo współpracują przy zapinaniu u-locka. Rozwiązaniem byłoby zapięcie, które zapina się samo. Zdejmuje z uchwytu, owija wokół stojaka, przeplata przez koło i ramę i robi klik. Oczywiście wyżej pokazane rękawiczki zlikwidowałyby potrzebę tworzenie inteligentnego u-locka.

5. Samosmarowalny napęd

Skoro już jesteśmy przy rozwiązaniach bezobsługowych, zimą na pewno przydałoby się zaopatrzyć w napęd, który sam się smaruje. Częste opady, błoto pośniegowe oraz niszcząca wszystko sól negatywnie wpływają na żywotność łańcucha, zębatki itp. Dość regularnie należy dbać o te elementy , by po skończeniu zimy nasz napęd nie wyglądał tak:

.. .

Ostatecznie napęd, który smaruje się sam można prawdopodobnie zastąpić dobrym przesmarowaniem przed sezonem zimowym i obudową łańcucha.

6. Nieparujące okulary

Jak już kiedyś pisałem, pewnym problemem podczas jazdy przy minus 15 stopniach są zamarzające powieki . Dlatego warto jeździć w okularach. Cóż, kiedy te błyskawicznie parują. Należałoby więc wynaleźć okulary rowerowe ze szkiełkami pokrytymi nieparującą substancją. Albo po prostu kupić najzwyklejsze narciarskie gogle.

7. Przezroczyste tkaniny

Ważnym ułatwieniem, szczególnie podczas wjeżdżania na skrzyżowanie, byłyby przezroczyste tkaniny. Okutanie w kaptury, czapy, chusty, maski, szale i szaliki widocznie ogranicza widoczność i tym samym może mieć wpływ na bezpieczeństwo zimowych rowerzystek i rowerzystów. Gdyby te wszystkie zimowe utensylia, nie przestając chronić nas przed odmrożeniem twarzy, stały się jednak przezroczyste, zima na rowerze stałaby się łatwiejsza. Co jednak stałoby się z rowerową elegancją, gdyby tkaniny straciły kolor? Jak wówczas wyglądałaby na przykład ta pani:

.fot.

Wydaje się więc, że niestety większość ewentualnych gadżetów, które można by stworzyć, by uatrakcyjnić zimową jazdę na rowerze jest albo nie potrzebna, albo bezsensowna. Najlepszym sposobem na to, by mieć przyjemność z roweru przy minus 15 stopniach, jest dobre ubranie się i wyjście na rower.

kom

Więcej o: