Podlasie na rowerach. Od Suraża do Suwałk

W ciągu 10 dni przejechaliśmy 700 km - wystarczyło, aby poznać najciekawsze zakątki regionu

Podlasie znaliśmy ze spływów kajakowych Czarną Hańczą, Rospudą i Narwią. Tym razem chcieliśmy poznać piękno tego regionu z siodełka rowerowego. Przez kilka pierwszych dni towarzyszył nam język białoruski i prawosławne cerkiewki, a u kresu wyprawy - w Puńsku - język i kuchnia litewska. Czy gdzie indziej na tak niewielkim obszarze znajdziemy cztery parki narodowe, trzy wielkie puszcze, dwa pojezierza? Czy gdzie indziej można rano zwiedzić monaster w Supraślu, a wieczorem wysłuchać opowieści o polskich Tatarach w meczecie w Kruszynianach?

Podlaskie szlaki są dla rowerzystów dość wymagające - piaszczyste lub brukowane drogi, strome moreny i pagórki. Za to mamy bliski kontakt z nieskażoną przyrodą, ciszę, oddalenie od cywilizacji, a nade wszystko możliwość zetknięcia się z bogactwem i różnorodnością kultur wschodnich peryferii Polski.

Dzień 1. Kraina Otwartych Okiennic (75 km)

W Surażu nad Narwią zdjęliśmy rowery z samochodu, który zostawiliśmy na podwórku u jak zawsze życzliwych i bezinteresownych mieszkańców Podlasia. Pierwszy cel: wsie na odcinku od Suraża do miejscowości Narew. Wszystkie są warte obejrzenia ze względu na architekturę drewnianych domostw, zagród i cerkiewek, pięknie wpisujących się w krajobraz. Zachwyca cisza i spokój. Jedyną niedogodnością są piaszczyste drogi między wioskami i dość uciążliwy wiejski bruk. Tereny te zamieszkują prawosławni Białorusini. Wioski Trześcianka, Soce i Puchły tworzą Krainę Otwartych Okiennic. Specyfiką zabudowań jest bogata dekoracja snycerska w formie nad- i podokienników, okiennic, wiatrownic, narożników, a także dekoracyjne zdobienia elewacji i szczytów. Atrakcją każdej wioski jest też kapliczka lub cerkiew prawosławna.

Z żalem wjeżdżaliśmy na asfalt w Narwi, aby stamtąd dotrzeć na obrzeże Puszczy Białowieskiej i zakończyć dzień w Świnorojach w gospodarstwie agroturystycznym Przy Dąbrowie pani Lilii Radziwoniuk (nocleg 25 zł; Świnoroje 30, 17-220 Narewka, tel. 085 685 80 89).

Dzień 2. Puszcza Białowieska (76 km)

Zdecydowaliśmy się na dwa noclegi w Świnorojach, więc puszczańskie ostępy przemierzaliśmy bez bagażu. Najpierw docieramy do Gruszki, na piękny biwak nad Narewką otoczony starymi wielkimi dębami (przed laty zaczynaliśmy tu spływ Narewką i Narwią). Stamtąd przedzieramy się (zgubiliśmy drogę) do Masiewa, kilkaset metrów od granicy białoruskiej. Dalej, już wzdłuż puszczańskich duktów (oznakowane częściowo!), jedziemy do Białowieży. Puszcza Białowieska jest bardzo przyjazna dla rowerzystów, drogi są płaskie, dosyć twarde i wygodne. Pusto - ludzi spotkamy dopiero w okolicach Białowieży. Po krótkiej przerwie na zwiedzanie parku pałacowego i cerkwi wracamy - tym razem przez Teremiski i Budy. Wieczorem gospodyni w Świnorojach częstuje nas nalewką z rosnącej w okolicy bukwicy (podobno bardzo zdrowa). Dostajemy trochę suszonych liści do domu, żeby zrobić własną.

Dzień 3. Puszcza Knyszyńska (90 km)

Z Narewki kierujemy się w stronę zalewu Siemianówka na Narwi (przez jego środek prowadzą tory kolejowe!), aby później poprzez Gródek, gdzie oglądamy cerkiew z pięknymi, złotymi kopułami, dotrzeć na obrzeża Puszczy Knyszyńskiej. Ma ona zupełnie inny charakter niż Białowieska, jest dziksza i bardziej niedostępna, pełno tu bagien i malowniczych wzgórz morenowych. Dla nas stanowi niemałe wyzwanie, bo nie mamy dokładnej mapy (udało się ją kupić następnego dnia w Supraślu). Wielokrotnie musimy pchać nasze pojazdy w głębokim piachu pod kolejne górki. Droga kończy się na rozległych łąkach nad rzeką Supraśl. Po przeciwnej stronie widać zabudowania Borków, ale rzeka jest za głęboka, by przedostać się na drugi brzeg. Wieczorem udaje nam się wydostać z tych przepastnych lasów. Zmęczeni i zakurzeni wjeżdżamy do Supraśla. Tu spotykamy przyjaciół, którzy będą nam towarzyszyć w dalszej wyprawie - od tej pory jedziemy w dwie rodziny (sześć osób). W Supraślu niemiła niespodzianka - schronisko młodzieżowe zostało zlikwidowane. Na szczęście udało się znaleźć tanią i wygodną agroturystykę - Pokoje Gościnne "Sosnowe Siedlisko" u pana Michała Żmudzińskiego (nocleg 25 zł; ul. Krasny Las 4, tel. 085 718 36 90, www.goscina.pl/wizytowka589.html ).

Dzień 4. Od prawosławia do islamu (58 km)

W Supraślu zaczynamy od zwiedzenia monasteru Zwiastowania Najświętszej Marii Panny. O historii, dniu dzisiejszym monasteru i całej społeczności prawosławnej ciekawie opowiada jeden z zakonników. Dla nas, mieszkańców środka Polski, to ekscytujące spotkanie z inną kulturą i religią.

Ruszamy dalej, na wschód, w poprzek Puszczy Knyszyńskiej, przez piaszczyste pagórki morenowe. Naszym celem są Kruszyniany - jeden z dwóch meczetów znajdujących się w tych okolicach i tworzących szlak tatarski. Po drodze robimy dłuższą przerwę na zbieranie poziomek - jest ich tu zatrzęsienie! Z Kruszynian do granicy białoruskiej są tylko 2 km. Stare obejścia, piaszczyste drogi, niesamowita cisza i XVII-wieczny meczet, drewniany, ze spadzistym dachem z gontu i półksiężycami na kopułach wież. Docieramy tam wieczorem, a mimo to przewodnik - młody, sympatyczny Tatar - poświęca nam sporo czasu. Tuż obok meczetu mizar - muzułmański cmentarz w sosnowym lesie otoczony kamiennym murem. Jeszcze tylko kilka zdjęć i ruszamy do Krynek, aby zdążyć przed nocą do schroniska PTSM. Było i działało! (nocleg 12 zł, ul. Szkolna 10, tel. 085 711 18 14).

Dzień 5. Z Puszczy Knyszyńskiej do Augustowskiej (79 km)

Od rana przejażdżka po Krynkach i podjazd na najciekawszy i najcenniejszy zabytek - cmentarz żydowski, jeden z najstarszych na Podlasiu. Leży na zboczu jednego ze wzgórz, opadającym ku dolinie, w której znajduje się miasteczko. Jest tak zarośnięty, że niektóre nagrobki trudno dojrzeć wśród bujnych traw. Ruszamy dalej, tym razem drogami w większości asfaltowymi. Czekają nas Wzgórza Sokólskie, co oznacza ciągłe zjazdy i podjazdy. Przed Sokółką, kilka kilometrów w bok od głównej drogi, w Bohonikach znajdujemy drugi meczet. Opiekunka świątyni, energiczna pani Eugenia Radkiewicz każdemu, kto przyjedzie, otworzy meczet i opowie o Tatarach. Przeobraża się w prawdziwą muzułmankę - zakłada zieloną dżelabiję z Arabii Saudyjskiej, a na głowę białą chustę. Poznajemy kolejne świadectwo kulturowego i religijnego bogactwa Podlasia. Dalej Sokółka, kąpiel w zalewie, a na obiad przysmaki wschodniej kuchni. Ruszamy w kierunku Lipska, miasta na skraju Puszczy Augustowskiej. Przed Lipskiem przecinamy Biebrzę i Biebrzański Park Narodowy.

Nocujemy w gospodarstwie agroturystycznym państwa Hawrylików, którego adres znaleźliśmy wcześniej w internecie (nocleg bez wyżywienia 25 zł, tel. 087 642 35 67, www.lipsk.biebrza.info.pl)

Dzień 6. Przez Puszczę Augustowską (63 km)

Wyruszamy na północ przez puszczę, drogami częściowo asfaltowymi, częściowo gruntowymi. Pierwszym celem tego dnia jest Kanał Augustowski, dobrze znany szczególnie kajakarzom, gdyż łączy Czarną Hańczę z jeziorami augustowskimi, a dalej z Biebrzą. Chwilę obserwujemy kajaki przeprawiające się przez śluzę Mikaszówka, a potem kąpiemy się w jeziorze (z uroków suwalskich jezior będziemy korzystać do końca wyprawy).

Tego dnia zwiedzamy jeszcze kilka augustowskich śluz, a po obiedzie w Płaskiej (kiszka, soczewica, pierogi) przez Serwy docieramy do Aten nad jeziorem Blizno. I tam kłopot - pod żadnym adresem z internetu nie ma dla nas noclegu. Ratuje nas pan Grzesiek pijący piwo przed sklepem - oddaje nam swój duży drewniany dom.

Dzień 7. Szlakiem spływowych biwaków (67 km)

Ateny to miejsce bliskie kajakarzom, bo stąd przewozi się kajaki na Wigry. Tego dnia szukamy miejsc znanych nam ze spływów. Docieramy nad Bliznę i kierujemy się w dół do Uroczyska Powstańce z pomnikiem w środku lasu poświęconym powstańcom 1863 r. Blizna jest dość uciążliwą rzeką, przysparzającą kajakarzom wiele trudności, zwłaszcza przy niskim poziomie wody. Jest piękna - dzika, czysta, zagubiona wśród leśnych ostępów. Przejeżdżamy rowerami przez piaszczyste drogi Strękowizny nad Blizną (tutaj kilka razy biwakowaliśmy na spływach). Po kąpieli w jeziorze Długim pedałujemy do Przewięzi (ostatnia śluza przed Augustowem). Teraz prosto do Frącek nad naszą ukochaną Czarną Hańczą. Jeszcze tylko przejażdżka w górę rzeki do Wysokiego Mostu, kąpiel w jeziorze Pogorzelec i z opuszczamy Puszczę Augustowską, kierując się poprzez suwalskie górki do Sejn, gdzie czeka na nas nocleg w schronisku młodzieżowym (łóżko 15 zł; ul. Łąkowa 1, tel. 087 516 21 67).

Dzień 8. Skok na Litwę (80 km)

Zostawiamy bagaże w schronisku i kierujemy się do przejścia w Ogrodnikach. Dalej, bez wyraźnego celu, jedziemy bocznymi drogami, często szutrowymi, przez małe litewskie wioski. Kąpiemy się w jeziorach, gawędzimy z miejscowymi. Wszyscy są niezwykle ciekawi, chętni do rozmowy, pomagają znaleźć właściwą drogę. Czasem bywa to kłopotliwe, gdy musimy zdecydowanie odmówić wypicia w sklepie następnej kolejki "za zdarowie". Po południu w przygranicznym miasteczku Łoździeje (Lazdiejaj) próbujemy w barze przysmaków litewskiej kuchni. Jeszcze tylko guma złapana na rozbitym szkle i wieczorem jesteśmy z powrotem w Sejnach.

Dzień 9. Sejny - Puńsk - Suwałki (81 km)

Od rana przejażdżka po Sejnach, mieście wielu kultur i religii, typowym dla pogranicza. Widać tu wpływy litewskie i pozostałości obecności Żydów na naszych terenach. W byłej synagodze znalazł sobie miejsce niezwykle aktywny Ośrodek "Pogranicze - sztuk, kultur, narodów", zatrzymujemy się również przy klasztorze Dominikanów. I w drogę, aby poczuć w nogach strome suwalskie pagórki. Przed nami dworek w Krasnogrudzie nad jeziorem Hołny, przy samej litewskiej granicy. W latach 20. i 30. XX w. Czesław Miłosz jako uczeń, a później student spędzał w nim u swojej ciotki niemal wszystkie wakacje. Trudno tam trafić polnymi i leśnymi drogami, a dworek tonie w zieleni zdziczałego parku. Ale miejsce jest magiczne i widać, że zaczyna odżywać. Po kąpieli w jeziorze Gaładuś jedziemy do Puńska, głównego ośrodka kultury litewskiej w Polsce (80 proc. mieszkańców to Litwini). Po drodze mijamy Skarkiszki, Widugiery, Tauoryszki, Trakiszki z zabytkową stacją kolejową pamiętającą carskie czasy (uwaga: jest na sprzedaż!). W Puńsku Litwę odczuwa się na każdym kroku - w sklepach można kupić chleb litewski (taniej niż na Litwie), w barze jemy pyszne kartacze, dookoła słychać język litewski. Chwila odpoczynku na brukowanym rynku w pobliżu kościoła, cichym i pustym, otoczonym starymi domkami.

Dziś naszym celem są Suwałki - stolica regionu. Docieramy tam wieczorem i przykra niespodzianka - schronisko młodzieżowe jest zamknięte. Ratunkiem dla nas jest hotel Dom Nauczyciela z pokojami w dość przystępnej cenie jak na ten standard (promocja weekendowa 40 zł; ul. Kościuszki, 120, tel. 087 566 69 00, www.domnauczyciela.suwalki.pl).

Dzień 10. Z powrotem do Suraża (31 km)

Rano podjeżdżamy z rowerami pociągiem do Białegostoku, aby stąd pokonać ostatni odcinek naszej podlaskiej pętli. W Surażu pakujemy rowery na dach samochodu, żegnamy się z życzliwymi gospodarzami i ruszamy w drogę.

turystyka.gazeta.pl

Więcej o: