Zupełnie niepotrzebne wynalazki: Kask z kierunkowskazami

Serwis pickmeup określił kask z kierunkowskazami jako genialne rozwiązanie poprawiające bezpieczeństwo rowerzysty. Mam jednak wrażenie, że projektował je ktoś nie mający pojęcia o rowerach.

Od razu zaznaczę, że kierunkowskazy do roweru, zwłaszcza towarowego, to pomysł wcale nie najgorszy. Nie podoba mi się za to pomysł montowania ich na kasku. Ale zanim o tym, zobaczmy sam projekt kasku Dora projektu Balázs Filczera (na co dzień związanego z branżą motoryzacyjną, co wiele tłumaczy):

W teorii super - nie musisz wyciągać rąk, co na nierównej lub śliskiej nawierzchni faktycznie poprawia bezpieczeństwo. Poza tym trzymając ręce na kierownicy można obsługiwać nimi np dźwignie hamulca lub manetki, co w trakcie klasycznego sygnalizowania manewrów jest niemożliwe. Niestety na tym zalety wynalazku się kończą. Dalej jest już tylko gorzej.

Migający kask ciężki i niewygodny?

Po pierwsze, kask z kierunkowskazami ma gigantyczną wadę - aby używać kierunkowskazów musisz nosić kask. To kłoci się z ideą Cycle Chic i wielu rowerzystom odpowiada . Nie udowodniono też, że kask w starciu z samochodem w czymkolwiek pomaga.

Po drugie kask z zamontowanym w niego oświetleniem i akumulatorami będzie ciężki. Czy dźwiganie pół kilo na głowie jest wygodne? Nie bardzo - wie o tym każdy, kto kiedykolwiek założył na głowę tzw czołówkę.

Bezpieczeństwo? Nie koniecznie

Co więcej wynalazek może wcale nie mieć tak zbawiennego wpływu na bezpieczeństwo jak się wydaje. Dlaczego? Bowiem migające kierunkowskazy widać tylko z tyłu i z boku. Co z widocznością z przodu? No cóż, widocznie dla autora wynalazku ten kierunek nie istnieje.

Ale nawet z tą widocznością do tyłu i na boki nie jest różowo. Widoczność migaczy do tyłu dla cyklistów jadących rowerami szosowymi będzie niemal zerowa -  z powodu mocno pochylonej pozycji cyklista będzie kierunkowskazem mrugał w niebo, a nie do tyłu. Z boku widoczność kierunkowskazu też jest dyskusyjna - ciekawe, który kierowca widząc migający kask zorientuje się, że to kierunkowskaz? Poza tym co, gdy rowerzysta będzie odwracał się za siebie lub rozglądał na boki dojeżdżając do skrzyżowania? Założenie, że głowa jest elementem nieruchomym tułowia kładzie ten projekt na łopatki.

Inny problem to umieszczenie kierunkowskazów bardzo blisko siebie. Z pewnej odległości nie da się już odróżnić, czy kask miga w lewo, czy w prawo. Podobny problem mają zresztą motocykliści i kierujący skuterami.

Kolejna kwestia to widoczność kierunkowskazów w dzień, zwłaszcza w mocnym słońcu. Zaryzykuje stwierdzenie, że sygnalizowanie ręką byłoby znacznie lepiej widoczne niż kilka diodek - chociażby z uwagi na znacznie większą powierzchnię ręki niż jakiejkolwiek lampki na kasku.

No i w ręce nigdy nie skończą się baterie - a w kasku owszem i nie wiadomo czy kask w ogóle o tym fakcie poinformuję cyklistę, czy też pozostawi go w błogiej nieświadomości.

Prostota przede wszystkim

Poza tym, czy zatrudnianie elektroniki, bluetooth i mnóstwa technologii do eliminacji czegoś, co jest proste, darmowe i działa, ma w ogóle jakikolwiek sens? W mojej opinii nie. Jest to kolejny designerski gadżet, który ma na celu wytworzenie u konsumenta potrzeby, udowodnienie mu, że do tej pory jego jazda rowerem była niepełna i niebezpieczna. I zarobienie na tym mnóstwa kasy.

Rafał Muszczynko

Więcej o: