"Z głębokim smutkiem rodzina ogłasza nagłą śmierć Alessandro Zanardiego wczoraj wieczorem, 1 maja. Alex odszedł spokojnie, otoczony miłością bliskich. Szczerze dziękujemy wszystkim, którzy składają kondolencje w tym czasie, i prosimy o uszanowanie żalu i prywatności w tym czasie żałoby" - przekazała w sobotę w specjalnym komunikacie rodzina byłego kierowcy. Zanardi zmarł w wieku 59 lat, sześć lat po tragicznym wypadku. Jego śmierć momentalnie poruszyła włoskie media.
"Nie żyje mistrz niemożliwego", "był superbohaterem naszych czasów" - tak napisało o nim "Corriere della Serra". Nie są to słowa na wyrost. Historia Zanardiego jest bowiem niezwykle poruszająca. Już jako 14-latek z sukcesami ścigał się na gokartach. Później robił furorę w Formule 3, aż w końcu trafił do Formuły 1. Startował w niej w latach w sezonach 1991-1994 w barwach Minardi, Lotusa i Williamsa. W 44 wyścigach udało mu się zdobyć raptem jeden punkt. Największe sukcesy odnosił jednak później.
Zanardi przeniósł się do serii CART (poprzedniczki IndyCar) i stał się w niej jednym z najpopularniejszych zawodników. W latach 1997 i 1998 sięgał tam po mistrzowskie tytuły. Rok później wrócił do Formuły 1, ale znów nie odegrał w niej większej roli. Trafił więc do serii Champ Car, gdzie przytrafił mu się potworny wypadek.
Zobacz też: Polak ujawnił skalę nadużyć w Rosji. "Najbardziej udane śledztwo w historii"
W 2001 r. podczas wyścigu na torze Lausitz w Niemczech uderzył w niego Alex Tagliani. Zanardi stracił wówczas kontrolę nad pojazdem i cudem uniknął śmierci. Jak opisywało "Corriere dello Sport", w szpitalu w Berlinie przeszedł 16 operacji i siedem zawałów serca, ale udało mu się przeżyć. Amputowano mu jednak obie nogi. Mimo to nie poddał się. Po wszystkim wrócił do ścigania, tyle że... w parakolarstwie. Zdobył nawet cztery złote medale paralimpijskie w Londynie (2012) i Rio de Janeiro (2016) oraz osiem tytułów mistrza świata. Opublikował też kilka książek autobiograficznych i popularnonaukowych oraz prowadził popularny program telewizyjny "Sfide".
Mimo to los okazał się dla niego bardzo okrutny. 19 czerwca 2020 rok podczas wyścigu charytatywnego Zanardi przeżył jeszcze jeden ciężki wypadek. Na drodze w okolicach Pienzy w Toskanii uderzyła w niego jadąca z przeciwnej strony ciężarówka. Sportowiec raz jeszcze w ciężkim stanie trafił do szpitala, gdzie spędził ponad rok. W końcu został wypisany i przez ostatnie lata zajmowała się nim rodzina. O jego losie niewiele jednak było wiadomo, bo bliscy starali się zachować prywatność i nie informowali o jego zdrowiu. Dopiero teraz nadeszły tragiczne wieści o śmierci Zanardiego. - Zawsze wydawał się wszystkim nieśmiertelny, dzięki tym cudownym powrotom do życia - podsumowało "Corriere dello Sport".