Fani WEC zacierają ręce i oczekują na niedzielne popołudnie. O godzinie 13:00 rozpocznie się wyścig 6 Hours of Imola, a do walki na legendarnym włoskim torze tradycyjnie już przystąpią kierowcy największych światowych marek, jak Ferrari, Cadillac, BMW czy Aston Martin.
Wśród faworytów do zwycięstwa eksperci wymieniali stajnię z Maranello - niezależnie od tego, czy mowa o fabrycznym Ferrari, czy o AF Corse, gdzie w załodze z numerem 83 kibice ujrzą m.in. Roberta Kubicę. Wątpliwości co do jakości obu ekip nie miało także szefostwo motorsportowego giganta
- Żółte Ferrari jest dla nas bardzo ważne, bo lepiej jest mieć trzy auta niż dwa. Mają dokładnie taką samą specyfikację i równe szanse. Dwa lata temu wygrali jeden wyścig [COTA], a rok temu zostali wicemistrzami świata oraz zwycięzcami 24 Hours of Le Mans. Mamy dwa auta fabryczne i jedno prywatne, ale historia Ferrari była związana przez lata zarówno z autami fabrycznymi, jak i prywatnymi. Ważne jest dla nas, aby Ferrari wygrało wyścig. Pamiętam pierwsze pytanie po zeszłorocznym Le Mans – dlaczego Ferrari wygrało złym autem? Odpowiedziałem – nie, to nie jest złe Ferrari. To inne Ferrari - mówił Antonio Coletta na piątkowej konferencji prasowej cytowany przez portal Kontra.
Kubica we wszystkich sesjach treningowych był najszybszym kierowcą swojego zespołu, w którym jeździ wraz z Yifeiem Ye i Philipem Hansonem. W sobotnim treningu Polak zajął czwarte miejsce. Nic więc dziwnego, że wystawiono go do kwalifikacji.
Początek "czasówki" był udany dla 41-latka, który awansował na drugą lokatę przed zjazdem do alei serwisowej. Jedynym szybszym zawodnikiem był Antonio Fuoco zasiadający za sterami Ferrari numer 50. Włoch wyprzedzał Kubicę o 0,127 sekundy i ustawił swój zespół w dobrej sytuacji przez Hyperpole.
Tam Kubicy już nie poszło tak dobrze. Pierwsze okrążenie nie poszło po myśli byłego kierowcy Formuły 1, co sprawiło, że AF Corse #83 spadło na ostatnią lokatę w stawce dziesięciu samochodów. Ostatecznie Polakowi udało się dojechać na ósmej lokacie, ale nie na to liczyli kibice.
Ferrari ma jednak powody do zadowolenia. Pole position zgarnęła załoga numer 51, za której sterami czas na poziomie 1:30.127 wykręcił Antonio Giovinazzi. Drugie miejsce w klasie Hypercar zgarnęła Toyota Gazoo Racing z numerem 8 i Ryo Hirakawą za kierownicą. Na trzecim miejscu hyperpole ukończył Fuoco w Ferrari #50.
Zobacz też: Garstka kibiców oglądała pogrom. Nawet Boniek zareagował. "To jest tragedia"