Kubica i Russell w Formule 1 spotkali się w 2019 roku. Wcześniej Polak przeszedł długą i ciężką walkę, by po wypadku w rajdzie Andory, którego doznał osiem lat wcześniej, powrócić do możliwie jak największej sprawności. A następnie do świata królowej motorsportu. Ta skazywana na niepowodzenie misja powoli zaczynała nabierać kształtów. Kubica najpierw został kierowcą rezerwowym i rozwojowym Williamsa, a następnie zajął fotel w jednym z bolidów tego zespołu. Drugim został debiutujący w F1 Russell.
Po triumfie Polaka w Le Mans okazało się, że jego dawny partner z zespołu F1 także docenił jego sukces. "Gratuluję, kolego, wygranej w Le Mans, cieszę się razem z tobą!" - napisał w relacji na Instagramie Russell, oznaczając oficjalne konto 40-latka i dodając jego fotografię.
Brytyjczyk, który aktualnie zasiada za sterami bolidu Mercedesa, w niedzielę także miał ogromne powody do radości. Podczas weekendu Grand Prix Kanady wywalczył pole position. Między innymi jego znakomity start, a także świetnie przygotowany samochód sprawił, że Russell ukończył wyścig na pierwszym miejscu, przed Maxem Verstappenem i kolegą z zespołu, Andreą Kimim Antonellim. Było to czwarty w karierze wyścig F1 wygrany przez Russella.
Co ciekawe, Grand Prix odbywające się na Circuit Gilles Villeneuve ma także bardzo symboliczne znaczenie dla Kubicy. W 2007 roku Polak, który wówczas jeździł w ekipie BMW Sauber, zaliczył tam fatalnie wyglądający wypadek, po którym tylko cud sprawił, że nie doznał poważnych obrażeń. Rok później Kubica powrócił do Kanady i odniósł pierwsze i jedyne w karierze zwycięstwo w wyścigu Formuły 1.
Gest Brytyjczyka jest tym bardziej zaskakujący, że gdy obaj reprezentowali Williamsa we wspomnianym 2019 roku, ich relację można było nazwać szorstką. Russell do zespołu przyszedł jako młody talent z akademii Mercedesa, a brytyjski paszport sprawiał, że był znacznie bardziej faworyzowany przez Claire Williams. Jednak córka sir Franka Williamsa zarządzała założonym przez ojca zespołem wyjątkowo nieudolnie, wobec czego zarówno Polak jak i Brytyjczyk zwykle dojeżdżali do mety na samym końcu stawki.
Mimo wszystko z tej rywalizacji to Kubica wyszedł zwycięsko, gdyż w trakcie całego sezonu wywalczył dla zespołu jeden punkt w Grand Prix Niemiec, podczas gdy młodzianowi z Wysp ta sztuka nie udała się ani razu. Było to niezwykle cenne "oczko", gdyż sprawiało, że borykający się z kłopotami finansowymi Williams otrzymał całoroczny zwrot kosztów za transport swoich części na kolejne Grand Prix.