Poprzedni sezon był bardzo udany dla Roberta Kubicy. Mimo że zdobył tytuł w długodystansowych mistrzostwach świata WEC (World Endurance Championship) w kategorii LMP2, to nie miał jednak okazji go obronić, gdyż kategorię wycofano. Polak szybko znalazł nowego pracodawcę i związał się z AF Corse, ekipy należącej do Ferrari. Trzeba przyznać, że niewiele brakło, by osiągnął sukces w prestiżowym 24-godzinny wyścigu Le Mans. Przeszkodziło mu w tym nieszczęśliwe zdarzenie.
Zanim 39-latek zaczął rywalizować w rajdach samochodowych oraz wyścigach długodystansowych, przez wiele lat mogliśmy oglądać go na torach Formuły 1. Na początku lutego 2011 roku uległ jednak dramatycznemu wypadkowi, w którym doznał licznych złamań. Tym samym przepadł jego kontrakt z marką Ferrari, który został podpisany jakiś czas wcześniej. Miał stworzyć duet z Fernando Alonso.
Sam zainteresowany po latach zdradził, że jego kariera w Formule 1 zaczęła się od kłamstwa. Kiedy negocjował w 2005 roku kontrakt z szefem BMW Sauber Peterem Sauberem, podał wówczas nieprawdziwe dane. Konkretnie chodziło o wzrost, a Kubica bał się, że mierząc 184 centymetry, okaże się za wysoki, by zmieścić się w bolidzie. Odjął sobie zatem kilka cm. - Byłem zdenerwowany i nie powiedziałem im, jaka była dokładna prawda - przekazał w rozmowie ze szwajcarskim "Blickiem".
- Wiedziałem, że liczy się każdy centymetr, więc nieco zaniżyłem swój wzrost. Na kolejnym spotkaniu było już jasne, że chcą podpisać ze mną umowę. Kiedy wszystko ustaliliśmy, wstaliśmy od stołu i uścisnęliśmy sobie dłoń, a Peter Sauber krzyknął: "wyglądasz, jakbyś był wyższy niż 1,80!". Chciał, żebym od razu sprawdził bolid. Na szczęście się zmieściłem - wyjaśnił.
Kubica przyznał jednak, że nie był to najwygodniejszy pojazd. - Oczywiście zaakceptujesz wszystko, aby dostać się do Formuły 1. To był kamień milowy w moim życiu - podsumował. Trzy lata później przeszedł do historii marki, kiedy zanotował dla Saubera jedyne zwycięstwo w dziejach w Grand Prix Kanady.