Dramat Roberta Kubicy! Potężny wypadek z winy Polaka. "Co on, k***a, zrobił?!"

Jakub Balcerski
- Co on, k***a, zrobił, człowieku?! - wściekał się Dries Vanthoor, belgijski kierowca załogi numer 15 BMW. A te mocne słowa były o Robercie Kubicy. Polak po świetnym początku tegorocznego wyścigu 24h Le Mans po siedmiu godzinach rywalizacji popełnił błąd, który doprowadził do kolizji z Vanthoorem. Samochód BMW był kompletnie zniszczony i załoga musiała się wycofać. Kubicy sędziowie przyznali karę, która bardzo utrudniła jego sytuację w wyścigu.

Kubica startował do wyścigu dopiero z dwunastego pola startowego. Już na pierwszym okrążeniu udało mu się przebić na piątą pozycję - więcej o znakomitym początku rywalizacji w wykonaniu Polaka pisaliśmy w tekście "To, co zrobił Kubica, nie mieści się w głowie! I to na jednym okrążeniu". To był jednak dopiero wstęp do tego, co za chwilę miał pokazać kierowca AF Corse. Dzięki świetnej decyzji strategicznej udało mu się znaleźć na czele stawki - jako pierwszemu polskiemu kierowcy w historii. Pozycję lidera w klasie hypercarów załoga numer 83 z Kubicą w składzie utrzymywała bardzo długo - opisywaliśmy to w artykule "Historyczny wyczyn Roberta Kubicy! Co za jazda. Polak jak szef".

Zobacz wideo Reprezentacja Polski już w Hamburgu! "Chodźcie do nas"

Kubica zderzył się z BMW przy dublowaniu. Kompletnie zniszczony samochód

Niestety, po sześciu i pół godziny rywalizacji, w trakcie drugiej zmiany Roberta Kubicy, miało miejsce zdarzenie z udziałem Polaka, które sprawiło, że wywalczona wcześniej pozycja i przewaga odeszły w niepamięć. Krakowianin na długiej prostej starał się zdublować dwa samochody - jadący po lewej stronie samochód klasy GTE z numerem 92 i hypercar BMW z numerem 15. Ten pierwszy jechał spokojnie i był oddalony od Kubicy, a Polak skupił się na BMW. Gdy wydawało mu się, że już je minął, zaczął skręcać w prawo, ale pechowo zahaczył o auto kierowane przez Belga Driesa Vanthoora. Ten stracił panowanie nad samochodem i bardzo mocno uderzył w barierę. Zatrzymał się kilkaset metrów dalej, kompletnie rozbity i zniszczony. 

Załoga BMW musiała wycofać się z rywalizacji, a dyrekcja wyścigu wprowadziła neutralizację. Na tor wyjechały trzy samochody bezpieczeństwa, a służby porządkowe zajęły się ściąganiem auta, które prowadził Vanthoor, poza tor. Do tego naprawiały barierę, którą uszkodził potężnym uszkodzeniem po kontakcie z Robertem Kubicą. Do zwykłego ścigania powrócono dopiero po półtorej godziny - tyle trwała głównie naprawa szkód na torze, ale potem przedłużało się także ustawianie stawki w odpowiedniej kolejności do wznowienia ścigania na Circuit de la Sarthe.

Surowa kara dla Kubicy. Sędziowie uznali go "w pełni winnym"

Kto zawinił w przypadku kolizji Kubicy oraz Vanthoora? Sędziowie winnym wskazali Polaka. Otrzymał od nich karę 30 sekund stop&go - dość surową, bo oznacza ona dodatkowy przejazd przez aleję serwisową i zatrzymanie samochodu na stanowisku serwisowym na pół minuty.

Sama sytuacja wygląda trochę kontrowersyjnie. W przekazie telewizyjnym, z perspektywy kamery umieszczonej w samochodzie z numerem 92 jadącym obok obu zawodników, widać, że to Kubica skręcił w stronę Vanthoora zbyt wcześnie. Stąd wydaje się, że to on spowodował kolizję. Jednocześnie kamera w samochodzie Belga ujawnia, że Vanthoor wykonał wcześniej niewielkie ruchy kierownicą w stronę, skąd nadjeżdżał Kubica. Sędziowie wzięli pod uwagę, że Vanthoor mógł się w trakcie tego zdarzenia i wcześniej (gdy ściął szykanę) zachować inaczej, ale to Kubicę uznali "w pełni winnym" zderzenia obu aut. Jednocześnie w uzasadnieniu piszą, że Belg utrzymywał linię jazdy prosto po prawej stronie, a to nieprawda. Kolizja nie wynikała tylko z zachowania Kubicy i sposób, w jaki sędziowie tłumaczą karę dla Polaka jest dziwny. Mimo wszystko mieli prawo ukarać kierowcę AF Corse i to, że to zrobili jest zrozumiałe.

Vanthoor wcześniej utrudniał jazdę Kubicy. Po wszystkim krzyczał: "Co on, k***a, zrobił?!"

Ważne jest także, żeby pamiętać o kontekście kolizji obu kierowców - Kubica w tej sytuacji dublował Vanthoora, któremu były pokazywane niebieskie flagi. To oznacza, że Belg powinien zwolnić i odpuścić. Nie był kierowcą walczącym o pozycję z Polakiem. Jednak kierowca, który dubluje, też musi też podejść z szacunkiem i ostrożnością do tego, co robi dublowany - możliwe, że tu u Kubicy nieco zabrakło wyczucia.

Zresztą kto wie, czy nie bez powodu. W mediach społecznościowych udostępniono też zapis z tego, co działo się przed wypadkiem - Vanthoor podczas swojego okrążenia wyjazdowego po pit stopie kilkukrotnie był już na równi z Kubicą, ale nie chciał mu ustąpić, dziwnie hamował i nie zachowywał się jak dublowany kierowca.

Polak miał prawo się zirytować, wspominał o tym w komunikacie do swojego zespołu przekazanym przez radio po wypadku. A jaka była reakcja Vanthoora? Wymowna - tuż po kraksie krzyczał, prawdopodobnie do inżyniera: "Co to było, do cholery? Co on, k***a, zrobił, człowieku?!". W końcu dla BMW był to koniec jazdy - kompletnie niezasłużony, choć Vanthoor, poza pretensjami do Kubicy, powinien mieć też sporo do zarzucenia sobie.

Kubica stracił podwójnie. AF Corse spadła na szóste miejsce po 134 okrążeniach

Kubica na zderzeniu z Vanthoorem stracił podwójnie: nie tylko dostał karę od sędziów, ale też wywołany przez tę sytuację samochód bezpieczeństwa zniwelował przewagę, jaką wcześniej załoga numer 83 wyrobiła sobie nad resztą stawki.

Polak przy wznowieniu wyścigu po neutralizacji pozostawał liderem, ale chwilę później dostał informację o przyznanej przez sędziów karze. Zjechał, żeby ją odsłużyć i stracił w ten sposób około minuty. Załoga AF Corse spadła przez to na piąte miejsce. Potem straciła jeszcze jedną pozycję. Po dziewięciu godzinach i 30 minutach jazdy i 134 okrążeniach była szósta. Strata do prowadzącej załogi numer 8 w Toyocie wynosiła półtorej minuty.

Do końca rywalizacji jeszcze znaczna część wyścigu, ponad czternaście godzin, więc nie ma co przewidywać, czy Kubica i załoga nr 83 AF Corse ma jeszcze szanse powalczyć o zwycięstwo. W wyścigach długodystansowych dzieje się i zmienia tak wiele, że to nie miałoby sensu. Na pewno sytuacja Polaka i jego zespołu stała się jednak trudniejsza. Można tego było uniknąć, ale takie błędy i sytuacje na krawędzi w bliskiej walce z rywalami są, zwłaszcza w rywalizacji na torze w Le Mans, niemal codziennością. Szkoda jej głównie przez to, jak świetnie Kubica zaczął ten wyścig. Szybko urosły apetyty, a i dalsza jazda potwierdzała, że Kubica wraz z Robertem Shwarztmanem i Yifei Ye staną przed szansą na zwycięstwo w legendarnym wyścigu. Ta na razie uciekła, ale kto wie, co przyniosą kolejne godziny.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.