Na początku lutego doszło do jednego z największych transferów w historii Formuły 1. Siedmiokrotny mistrz świata Lewis Hamilton po dwunastu latach rozstanie się z Mercedesem i wiadomo już, że od sezonu 2025 będzie jeździł dla Ferrari. "Czuję się niesamowicie szczęśliwy, po osiągnięciu w Mercedesie rzeczy, o których mogłem tylko marzyć jako dziecko, że teraz mam szansę spełnić kolejne marzenie z dzieciństwa. Jazda w czerwonych barwach Ferrari" - przekazał Brytyjczyk w oświadczeniu. Była to dość niespodziewana decyzja, zwłaszcza że niedawno obie strony przedłużyły kontrakt. Szef Mercedesa dosadnie wyjaśnił jednak główny powód rozstania.
39-latek zastąpi w nowym zespole Carlosa Sainz Jr., natomiast pozostawi po sobie wakat. Niedawno zdradził, że chciałby, aby jego następcą w Mercedesie został Sebastian Vettel. - Chciałbym, aby Seb wrócił. Myślę, że byłaby to najlepsza opcja dla zespołu - mówił, cytowany przez "The Guardian"
Kto zatem zajmie miejsce Brytyjczyka w Mercedesie? Dziennik "Marca" nie ma wątpliwości, że będzie to właśnie Sainz Jr. "Nie ma jeszcze miejsca na sezon 2025, ale jest blisko porozumienia z niemieckim zespołem. Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych dniach zostanie osiągnięte porozumienie i będzie można oficjalnie ogłosić jego transfer" - czytamy. Informację potwierdziły również "La Gazzetta dello Sport" oraz "Corriere della Sera". Wielkim zwolennikiem 29-latka ma być szef Mercedesa Toto Wolff.
Sainz zaznaczał ostatnio, że prowadzi rozmowy z wieloma zainteresowanymi stronami. Biorąc pod uwagę jego świetną formę, to zrozumiałe, że przykuwa uwagę pracodawców. "To tylko kwestia szczegółowego przejrzenia ofert i porównania, która opcja będzie najlepsza dla mojej przyszłości. Nadszedł czas, aby nieco przyspieszyć sprawy, i mam nadzieję, że uda się wszystko rozwiązać wcześniej niż później" - oznajmił, cytowany przez GPFans.
Doświadczony Toni Cuquerella sugeruje za to, że Ferrari zaczyna żałować rozstania z Hiszpanem. "Myślę, że jeśli odebrałoby się punkty za wyścigi, w których Carlos nie mógł wystąpić, to władze Ferrari ponownie przemyślałyby sprawę, czy postąpili słusznie. Ktokolwiek podjął tę decyzję, będzie miał złe zakończenie roku" - powiedział dla DAZN.