Nikita Mazepin w środę wygrał proces przed Trybunałem Sprawiedliwości Unii Europejskiej w Luksemburgu. Rosyjski kierowca od 2021 r. ścigał się w Formule 1 w ekipie Haasa, ale w marcu 2022 Unia Europejska w reakcji na atak Rosji na Ukrainę nałożyła na niego osobiste sankcje. W tej sytuacji zamrożone zostały jego fundusze, a sam Mazepin otrzymał zakaz wjazdu na teren Unii. Okazuje się, że działania te były... bezpodstawne.
Decyzja o umieszczeniu Nikity Mazepina na liście sankcyjnej wynikała z tego, że jest on synem rosyjskiego oligarchy, blisko związanego z Władimirem Putinem - Dmitrija Mazepina. Ten z kolei jest właścicielem firmy chemicznej Uralkali, produkującej nawozy sztuczne. To właśnie on w dużej mierze finansował karierę syna, a Uralkali stało się nawet jednym z głównych sponsorów Haasa.
Okazuje się, że te przesłanki były niewystarczające, aby objąć Mazepina juniora sankcjami. - Powiązanie między Nikitą Mazepinem a jego ojcem nie zostało w żaden sposób ustalone przez prawodawców UE z perspektywy gospodarczej, ani kapitałowej - uzasadniał europejski trybunał w oświadczeniu. Zaznaczył również, że proste powiązania rodzinne nie były w tym wypadku wystarczające. W przypadku ojca Nikity - Dmitrija - trybunał podtrzymał jego obecność na liście sankcyjnej w listopadzie zeszłego roku.
Do decyzji sądu ustosunkował się sam kierowca. - Dzisiejsze orzeczenie jest dla mnie ogromną motywacją i jestem wdzięczny Trybunałowi Europejskiemu za sprawiedliwy proces w mojej sprawie. To z pewnością wielki kamień milowy - napisał w oświadczeniu, cytowanym przez "Guardiana".
Mazepin nie wypowiedział się jeszcze, czy w tej sytuacji planuje powrót do Formuły 1. Teoretycznie nic nie stoi już na przeszkodzie. Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA) zdecydowała, że rosyjscy i białoruscy kierowcy nadal mogą brać udział w zawodach, ale pod neutralną flagą. Na razie Mazepin startuje w azjatyckiej serii wyścigów Le Mans.