Nowe szczegóły w sprawie byłego mistrza Polski, Leszka K. Detektyw Rutkowski ujawnia

- Kierowanie grupą przestępczą czy fałszowanie dokumentów - to jedne z oskarżeń, które usłyszał były rajdowy mistrz Polski Leszek K. W jego sprawie od dłuższego czasu prowadzone jest dochodzenie, które zaczęło się od dowodów przedstawionych przez detektywa Krzysztofa Rutkowskiego. - Wcześniej Leszek K. starał się zasłaniać swoimi kontaktami, żoną, która była prokuratorem - mówił w rozmowie z "Faktem".

We wtorkowe popołudnie portal rmf24.pl poinformował, że Leszek K. został oskarżony m.in. o kierowanie grupą przestępczą oraz oszustwa podatkowe. "Firmy-słupy pełniły rolę jedynie pozornych nabywców pojazdów, które finalnie, na podstawie sporządzonych przez nie faktur VAT, trafiały do salonu Leszka K. lub do spółki przez niego kontrolowanej, która pełniła rolę tzw. bufora" - przekazała Prokuratura Okręgowa w Krakowie. Cała grupa miała wyłudzić blisko siedem milionów złotych, a Leszek K. miał przywłaszczyć sobie samochód warty ponad 600 tys. złotych.

Zobacz wideo Gwiazdy sportu oszalały za padlem

Krzysztof Rutkowski o sprawie Leszka K. "Prosił o zahamowanie procedury"

Kolejne informacje nt. sprawy Leszka K. opowiedział prywatny detektyw Krzysztof Rutkowski w rozmowie z "Faktem". Przypomniał, że siedem lat temu on jako pierwszy wpadł na trop nielegalnego procederu, o którym opowiedział na konferencji prasowej.

- Pamiętam, że po tej konferencji Leszek przyjechał do mojego biura. Prosił o zahamowanie całej procedury. Jednak ja już przekazałem wszystkie dowody organom ścigania. Wtedy zwrócono uwagę na pewne elementy, które w bardzo dużym stopniu były jednoznaczne i wskazywały na przestępczą działalność Leszka K. Cała procedura organów ścigania ruszyła pełną para - opowiedział właściciel biura detektywistycznego "Rutkowski".

Rutkowski podkreślił, że całe środowisko sportowe było w szoku po jego odkryciu. - No bo przecież, jak to jest możliwe, żeby tak doskonały sportowiec mógł prowadzić działalność przestępczą? No jak? Jednak niestety, tak się stało - podkreślił. 

"Leszek K. bał się tego, co może się wydarzyć"

Dla detektywa oskarżenia postawione Leszkowi K. nie są żadnym zaskoczeniem. Mówił, że to "naturalna konsekwencja" przedstawionych przez niego dowodów. - Jestem pewien, że dołożyliśmy, my jako nasze biuro, nie małą cegiełkę, tylko ogromną cegłę w tworzeniu tego aktu oskarżenia, który trafił teraz do sądu. To my wszystko pokazaliśmy publicznie. Wcześniej Leszek K. starał się zasłaniać swoimi kontaktami, żoną, która była prokuratorem. To nic nie dało, w tej chwili sprawa jest w rękach sądu - mówił.

Na koniec Rutkowski podkreślił, że cała sprawa jest poważna i przyznał, że już wcześniej Leszek K. "bał się tego, co może się wydarzyć". A przypomnijmy, że grozi mu od 10 do nawet 15 lat pozbawienia wolności.

Leszek K. był przez lata jednym z najlepszych polskich kierowców rajdowych. Aż czterokrotnie zostawał mistrzem Polski (2002, 2004, 2005, 2006). W 2008 roku podczas Rajdu Praskiego w Czechach jego auto wjechało w tłum kibiców. W wyniku tego wypadku jedna osoba zginęła na miejscu, druga zmarła w szpitalu, a trzy inne były ranne. Leszek K. wrócił do ścigania po czterech miesiącach od tego zdarzenia.

Więcej o:
Copyright © Agora SA