Nie żyje wybitny sportowiec. Zmarł podczas zawodów z synem

Nie żyje Gil de Ferran. W piątek 29 grudnia były mistrz świata serii CART źle się poczuł, kiedy znajdował się z synem na torze wyścigowym. I choć na miejscu błyskawicznie pojawiły się służby medyczne, to nie udało się go uratować. "Jestem zdruzgotany. Mimo to muszę powiedzieć, że odszedł w swoim stylu, prowadząc samochód wyścigowy" - powiedział jego przyjaciel Tony Kanaan, cytowany przez AP.

Gil de Ferran urodził się 11 listopada 1967 roku w Paryżu. Od samego początku interesował się sportami motorowymi, najpierw rywalizował w kartingu, następnie w Formule Ford, a później w Formule 3. W 1995 roku zadebiutował w serii CART, a w sezonach 2000 i 2001 zdobywał nawet tytuł mistrza świata. Ponadto sięgnął po wiele trofeów w IndyCar, a niedługo potem wygrał wyścig Indianapolis 500. Po zakończeniu kariery został dyrektorem sportowym pierwotnie BAR Honda, a później McLarena.

Zobacz wideo Trefl Gdańsk wykonał krok w kieruku gry o TAURON Puchar Polski. Piotr Orczyk: Widać było nerwowość

Tragiczne wieści. Nie żyje wybitny sportowiec Gil de Ferran

W piątek 29 grudnia Brazylijska Konfederacja Samochodowa (CBA) poinformowała, że w wieku 56 lat mężczyzna zmarł najprawdopodobniej w wyniku zawału serca. Agencja Reutera dodaje, że incydent miał miejsce podczas wyścigu na prywatnym torze The Concours Club w Opa-locka na Florydzie. Rzekomo de Ferran znajdował się w pojeździe razem z synem, kiedy nagle źle się poczuł. Błyskawicznie przewieziono go do szpitala, ale nie udało się go uratować.

"Był jednym z moich najlepszych przyjaciół. Dorastaliśmy razem, a ostatnio współpracowaliśmy w McLarenie. Na początku roku był moim mentorem i pomagał mi. Straciłem bardzo bliskiego przyjaciela. Jestem zdruzgotany. Mimo to muszę powiedzieć, że odszedł w swoim stylu, prowadząc samochód wyścigowy. Gdybym mógł wybrać sposób odejścia, również wybrałbym ten" - powiedział Kanaan, cytowany przez AP.

"Jesteśmy ogromnie zasmuceni tragiczną śmiercią Gila de Ferrana. Nasze myśli i modlitwy kierują się do Angeli, Anny, Luke'a i całej rodziny de Ferran. Gil był doskonałym kierowcą i wielkim dżentelmenem. Jako mistrz IndyCar i zwycięzca Indianapolis 500 osiągnął tak wiele zarówno na torze, jak i poza nim" - podsumował właściciel m.in. IndyCar Roger Penske.

Na jego śmierć zareagował również dyrektor generalny McLarena Zak Brown. "Jestem zszokowany i głęboko zasmucony tą wiadomością. Nie dość, że straciłem wspaniałego przyjaciela, to również świetnego członka zespołu. Ścigałem się z Gilem na całym świecie i obserwowałem, jak wygrywa wiele wyścigów. Będzie nam go brakować i nigdy go nie zapomnimy. Składam najszczersze kondolencje dla jego rodziny" - podał w mediach społecznościowych.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.