Polak w Formule 1?! Polscy kibice mogą zacierać ręce

Lata temu miał być Polak w Ferrari. Gdyby nie pechowy, koszmarny wypadek, sen polskich fanów motorsportu by się ziścił. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Robert Kubica został kierowcą Ferrari na rok 2024 w serii World Endurance Championship (WEC). Za to w innych seriach rosną jego następcy. Już teraz możemy mieć nadzieję na to, że w ciągu najbliższych kilku lat Polak wejdzie do Formuły 1. Tak ciekawego sezonu w motorsporcie dla polskiego kibica dawno nie było.

Pamiętając historię z kontraktem z Ferrari od sezonu 2012 w Formule 1, który przez wypadek na rajdzie nie wszedł w życie, można powiedzieć, że Kubica wreszcie dokończy swoje sprawy i wypełni przeznaczenie, ścigając się dla włoskiej stajni. Ale najbliższy sezon to nie tylko opowieść o krakowianinie, ale dowód na to, że Polskę coraz bardziej stać na motorsport. Warto będzie śledzić Formułę 3, gdzie debiutuje Kacper Sztuka, który jest wskazywany na następcę Kubicy, a drugą szansę dostał Piotr Wiśnicki. Ale w niższych seriach jest też kilku utalentowanych kierowców, jak np. Maciej Gładysz i Tymek Kucharczyk.

Zobacz wideo Tajny plan Probierza. "Rozpuszczanie mgły, żeby namieszać w głowie przeciwnika"

Kubica i Ferrari w serii odzyskującej prestiż

Seria WEC bardzo mocno otworzyła się na fabryczne zespoły. Uprościła przepisy dołączenia do rywalizacji, dlatego mamy natłok chętnych, jakiego nie widziano od lat. W 2022 r. mieliśmy zaledwie sześć hypercarów w stawce - dwie Toyoty, dwa Peugeoty, jedno Alpine i jednego Glickenhausa. W sezonie 2023 mieliśmy aż 13 samochodów w najwyższej klasie - dołączyły Cadillac, Vanwall, Porsche (dwa fabryczne auta i po jednym z prywatnych zespołów - Jota i Proton) oraz Ferrari. I tylko Włosi byli w stanie deptać po piętach dominatorom z Toyoty.

Już w pierwszym wyścigu na amerykańskim torze Sebring Ferrari wywalczyło pole position. Wyczyn ten powtórzyło na słynnym torze Le Mans, gdzie wygrało legendarny 24-godzinny wyścig, pierwszy raz od 1964 r. Sześć z siedmiu wyścigów w sezonie Ferrari skończyło na podium. W klasyfikacji konstruktorów Włosi byli na drugim miejscu, a tercety kierowców skończyły odpowiednio na trzeciej i czwartej pozycji w klasyfikacji zawodników.

W tym sezonie mamy aż 19 ekip w klasie Hypercar, a w gronie producentów znaleźli się Cadillac, Porsche, Toyota, Isotta Fraschini, BMW, Alpine, Peugeot, Lamborghini i właśnie Ferrari, które wystawia trzy wozy. W trzecim, formalnie prywatnego zespołu AF Corse, pojedzie Robert Kubica, ale w ogóle nie będzie się różnił od dwóch aut fabrycznej ekipy.

Model 499P to naprawdę szybka maszyna, która też była chwalona za design i estetyczne malowanie. Jednostka napędowa w samochodzie Ferrari ma świetne osiągi, a sposób montażu w 499P ułatwił osiągnięcie balansu między przodem a tyłem pojazdu, dzięki czemu łatwiej się go prowadzi. Moc silnika została podkręcona do 870 koni mechanicznych, a napęd na cztery koła daje efekty już przy niskich prędkościach, pozwala dość szybko się rozpędzić.

Głównym odpowiedzialnym z projekt auta był Flavio Manzoni, starszy wiceprezes ds. projektowania w Ferrari, uznany projektant w świecie motoryzacji. Był odpowiedzialny za kilka projektów Lancii, Volkswagena, Seata. To on też odpowiada za pierwszą hybrydę w historii włoskiej stajni (Ferrari LaFerrari) i pierwszego SUV-a, jaki pojawił się w fabryce w Maranello (Ferrari Purosangue).

Kubica miał okazję jeździć Ferrari 499P - testował na Imoli, krótko przed oficjalnym komunikatem o dołączeniu do włoskiego zespołu. Sam był pod ogromnym wrażeniem możliwości, mocy i potencjału tego auta.

Kubica ma mocny zespół

Mimo że zespół Kubicy jest oficjalnie prywatnym teamem, to w ogóle nie będzie odstawał od reszty. Nie tylko dlatego, że ma dokładnie to samo auto co fabryczna ekipa Ferrari, ale ma też zdolnych kolegów w zespole. Polak będzie jeździł razem z Yifeyem Ye i Robertem Szwarcmanem. Obaj dobrze znają środowisko Ferrari.

Chińczyk jeździł już z Kubicą w 2021 r. w Team WRT w klasie LMP2, więc znają się dobrze i wiedzą, jak ze sobą współpracować. Ye wnosi także doświadczenie z udziału w zeszłym sezonie w klasie Hypercar. Był jednym z najszybszych na przedsezonowych testach.

W składzie AF Corse mamy także Rosjanina, który jeździ na izraelskiej licencji. To kontrowersyjna postać - jego starty opłacał przez lata Boris Rotenberg - rosyjski oligarcha, przyjaciel Władimira Putina. Jego firmy pracowały podczas budowy Mostu Krymskiego, który powstał po aneksji półwyspu przez Rosję. Szwarcman w mediach społecznościowych krytycznie wypowiadał się o inwazji na Ukrainę. Skorzystał z tego, że ma izraelskie korzenie, dlatego jeździ teraz jako reprezentant tego kraju. Ale Szwarcman to też kierowca z potencjałem, co widzieliśmy chociażby w latach 2020-2021 w F2, gdzie wygrał w sumie sześć wyścigów, a raz był wicemistrzem serii. Później pełnił rolę kierowcy testowego i rezerwowego Ferrari w F1, ścigał się w serii GT World Challenge Europe Endurance Cup.

Warto zatem zwracać uwagę na żółte Ferrari z numerem 83. Nie tylko ze względu na polskiego kierowcę -  maszyna po prostu pięknie się prezentuje.

Polski talent w akademii Red Bulla i F3

Formuła 3 to teoretycznie przedostatni krok na drodze do Formuły 1, która jest marzeniem każdego młodego kierowcy. O wejściu do królowej motorsportu marzy także Kacper Sztuka. 18-latek miał kapitalny zeszły rok - został mistrzem Formula Winter Series i włoskiej Formuły 4. Dołączył do akademii Red Bulla, która jest bardzo mocno obsadzona. W tym roku debiutuje w Formule 3 jako kierowca MP Motorsport, jednego z lepszych zespołów w seriach juniorskich.

Sztuka jest kierowcą o dużym potencjale, co podkreślali w padoku i w zespole. Nie bez powodu znalazł się w akademii Red Bulla, przez którą był obserwowany od dwóch lat. Chwalono go za pracę na testach, za mądrą, rozważną jazdę. On sam jest głodny wiedzy wyścigowej i szybkiej nauki o F3. Tym bardziej że jest w gronie kierowców z najmniejszym doświadczeniem w takich autach. Przeskok z F4, z pominięciem serii FRECA (Formula Regional European Championship by Alpine) jest wbrew pozorom dość duży. Nie miał okazji jeździć bolidem F3 poza testami na Imoli, Silverstone i w Bahrajnie.

- Myślę, że na pewno postęp z wyścigu na wyścig będzie ważny, szczególnie w pierwszym sezonie startów. W zespole mówiliśmy o tym, że bardzo ważne będzie wyciąganie wniosków, poprawianie się cały czas - mówił w rozmowie ze Sport.pl przed startem sezonu.

Sztuka ma za sobą pierwszy weekend wyścigowy w Bahrajnie. Za pierwszym razem musiał przebijać się z tyłu po nieudanych kwalifikacjach. W sobotę w pechowych okolicznościach stracił szansę na walkę o wyższe miejsca. Ale piątkowe ściganie pokazało, że ma ogromne możliwości, jeśli szybko złapie rytm. Jadąc w czystym powietrzu, potrafi osiągnąć naprawdę dobre tempo. Dla niego Bahrajn to były cenne lekcje.

18-letni Polak daje sobie cztery lata na wejście do F1. Chce spędzić dwa lata w F3 i kolejne dwa lata w Formule 2. Wtedy powinien być gotowym materiałem na kierowcę w królowej motorsportu. Mówi się, że może być następcą Roberta Kubicy.

- Myślę, że bycie porównywanym do Roberta jest bardziej pozytywne niż denerwujące. Fajnie, że typują mnie na następcę jedynego Polaka w Formule 1. Osobiście widziałem parę fajnych komentarzy, z którymi się w pełni zgadzam, że mam nie być drugim Robertem Kubicą, tylko pierwszym Kacprem Sztuką. Takie mam założenia i chcę tworzyć swoją historię - przyznał Sztuka w wywiadzie dla Sport.pl.

Druga szansa dla drugiego Polaka w F3

Razem ze Sztuką w F3 będzie się ścigał Piotr Wiśnicki. W tym roku będzie jeździł w barwach zespołu Rodin. To dla polskiego kierowcy druga szansa po tym, jak całkowicie rozczarował się jazdą rok temu w PHM Racing. Narzekał na ciągłe wewnętrzne konflikty w zespole, głównie u inżynierów i osób zarządzających ekipą, a także na brak profesjonalizmu ze strony mechaników. Rozstał się z zespołem w połowie sezonu.

Rodin chce mu stworzyć środowisko, w którym będzie miał dużo lepsze doświadczenia, gdzie spotka się ze sprawiedliwym i profesjonalnym podejściem. Wiśnicki będzie chciał notować dużo lepsze wyniki niż w 2023 r., ale też potrzebuje czasu, by złapać rytm i wyczuć auto.

Niższe serie pełne talentów

Maciej Jermakow zwracał uwagę na łamach WP SportoweFakty, że Polaków wreszcie stać na finansowanie kariery młodych w motorsporcie.

- Wzbogaciliśmy się jako kraj. Polska zawsze miała talenty, ale motorsport jest okrutnie drogi. Mieliśmy wybitne postaci w rajdach czy motocrossie, ale Formuła 1 i niższe serie to kompletnie inna półka wydatków. Mamy teraz większe możliwości. Wyjazdy za granicę stały się łatwiejsze, to też ma znaczenie - powiedział dziennikarz.

Jako kolejny wielki talent zapowiada się Maciej Gładysz, który już robi duże wrażenie w tegorocznej Formula Winter Series. Jest najlepszym z debiutantów. W tej kategorii wygrał pięć z sześciu wyścigów. Biorąc pod uwagę całą stawkę, pięciokrotnie był w czołowej piątce, w tym trzy razy na podium. Jest czwarty w klasyfikacji generalnej na półmetku FWS. Przez lata brylował w kartingu. A przed nim starty w tym roku w hiszpańskiej F4. W kwietniu skończy 16 lat.

W FWS ściga się jeszcze dwóch Polaków - Jan Przyrowski (zaczął od czwartego wyścigu i kręci się blisko 10. miejsca) oraz Wiktor Dobrzański, który bardzo późno zaczął się ścigać, bo dopiero trzy lata temu, w wieku 15 lat. Uczy się jazdy jednomiejscowymi bolidami, ale zespół Tecnicar jest otwarty na to, by dać mu możliwość rozwoju. Dobrzański także pojedzie w hiszpańskiej F4.

Tymek Kucharczyk także jawi się jako wielki talent. To on sprawił, że w hiszpańskich seriach juniorskich zespoły zaczęły zwracać uwagę na Polaków. Od 2020 r. jest członkiem akademii Orlen Team. Sezon 2022 hiszpańskiej F4 ukończył na trzecim miejscu. Rok temu zaliczył jedną rundę w serii FRECA. Kilka dni temu, dokładnie 27 lutego, skończył 18 lat. W tym roku będzie się ścigał w brytyjskiej Formule 3 (GB3) w barwach Hitechu.

Na liście obiecujących polskich kierowców jest także Roman Biliński. W poniedziałek skończy 20 lat. Wygląda na to, że dopiero teraz zaczyna się rozkręcać. Ostatnie dwa lata w serii FRECA nie były dla niego udane, ale w tym roku zdobył mistrzostwo serii FROC (Formula Regional Oceania Championship). Dobrze wyglądał kilka lat temu w brytyjskiej F4 i GB3. Ten sezon ma być odbiciem we FRECA, gdzie znów będzie reprezentował barwy zespołu Trident.

W Niemczach rozkręca się Karol Kręt. 18-latek jest jedną z jaśniejszych postaci Porsche Sports Cup Deutschland. To najmłodszy kierowca w historii serii, który stanął na podium. W ośmiu na 11 wyścigów w debiutanckim sezonie 2022 był w najlepszej trójce. Rok temu został mistrzem serii. To członek Orlen Teamu. W tym roku będzie się ścigał w Porsche Carrera Cup. Odpuścił starty w bolidach jednomiejscowych. Sam mówił, że "zawsze ciągnęło go do samochodów zamkniętych".

Impreza, której nie można przegapić

Przy okazji warto wspomnieć o tym, że do kalendarza rajdowych mistrzostw świata WRC wraca Rajd Polski. Pod koniec czerwca najlepsi rajdowcy na naszej planecie będą mknąć przez szutrowe drogi w okolicach Mikołajek. Impreza wraca do kalendarza po kilku latach nieobecności. Głównym powodem wykreślenia z kalendarza było niedotrzymanie odpowiednich standardów bezpieczeństwa. W tym roku ma być pod tym względem dużo lepiej.

Sponsorzy w Polsce coraz chętniej wchodzą do motorsportu, by wspierać młode talenty. Obecność dwóch Polaków w F3, sukcesy Gładysza, Kucharczyka Bilińskiego i Kręta - to są żywe dowody na to, że mamy w kim wybierać, a chłopaków należy wspierać. Warto śledzić ich poczynania, bo dawno nie było takiej sytuacji, byśmy mieli tylu kierowców o naprawdę dużym potencjale i z szansami na sukcesy.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.