Potężny wypadek w wyścigu na Sebring. Zespół Kubicy był na prowadzeniu [WIDEO]

Jakub Balcerski
Jose Maria Lopez potężnie rozbił samochód klasy Hypercar Toyoty Gazoo Racing podczas wyścigu 1000 mil Sebring w ramach serii WEC, czyli długodystansowych mistrzostw świata. W rywalizacji bierze też udział zespół Prema Orlen Racing Team z Robertem Kubicą w składzie. Ekipa Polaka w chwili wypadku prowadziła w wyścigu.

Samochód numer siedem zespołu Toyota Gazoo Racing prowadził na 111. okrążeniu wyścigu 1000 mil Sebring w USA, ale w jednym z zakrętów po kontakcie z jednym z dublowanych rywali wypadł poza tor i uderzył w barierę z opon. To nie była jednak sytuacja, po której zespół musiałby kończyć rywalizację.

Zobacz wideo "Turbo Piekarze" chcą podium legendarnego wyścigu. Były kierowca F1 w polskim zespole

Fatalny wypadek Toyoty podczas wyścigu na Sebring. Uderzenie w barierę z opon

Uszkodzenia pozwalały jeszcze na powrót na tor, ale prowadzący auto Argentyńczyk Jose Maria Lopez postanowił pojechać przez kolejne zakręty normalnym, szybkim tempem. Już po kilku z nich samochód zaczął jednak potężnie dymić, wypadł z toru i ponownie uderzył w barierę z opon, ale tym razem z o wiele większą prędkością i siłą.

Bariera zupełnie się rozleciała, a samochód najpierw w nią wbił, a potem przewrócił do góry nogami. Sytuacja wyglądała bardzo źle, ale szczęśliwie władze serii WEC - długodystansowych mistrzostw świata, których częścią jest wyścig na Sebring - poinformowały, że Lopez wydostał się z samochodu o własnych siłach. Argentyńczyk przeszedł badania w centrum medycznym na torze, ale na szczęście nic mu się nie stało.

- Czuję się dobrze. Wszyscy, którzy pomogli mi się wydostać i sprawdzić, czy wszystko ze mną w porządku, zasługują na podziękowania. Chciałem szybko wrócić do alei serwisowej, ale z tymi uszkodzeniami nie miałem żadnej sterowności i wypadłem z toru. To był mój błąd - przekazał Lopez, gdy znalazł się już w boksach i porozmawiał z prowadzącymi oficjalny przekaz z wyścigu.

Czerwona flaga. Zespół Kubicy prowadził po wznowieniu wyścigu

To dobrze, że z Lopezem wszystko w porządku, ale dla załogi Toyoty wyścig się skończył. Poza Lopezem samochód prowadzili także Kamui Kobayashi z Japonii i Brytyjczyk Mike Conway. W klasie Hypercar, w której jechali, byli jednym z trzech najszybszych składów obok drugiej z załóg Toyoty - Sebastianem Buemim, Ryo Hirakawą i Brendonem Hartleyem, a także tej, która wskoczyła na pierwsze miejsce - Alpine Andre Negrao, Nicolasa Lapierre'a i Matthieu Vaxiviere'a.

Na torze po wypadku Lopeza wywieszono czerwoną flagę. Wszystkie zespoły zatrzymały się na prostej startowej i dopiero po naprawieniu bariery z opon kilkadziesiąt minut później wznowiono rywalizację. Co ciekawe, w momencie, gdy doszło do wypadku Toyoty numer siedem, zespół Roberta Kubica - Prema Orlen Racing Team była na pierwszym miejscu w swojej klasie - LMP2 i zachowała je także po wznowieniu rywalizacji. Auto w tym czasie prowadził jednak nie Polak, a Szwajcar Louis Deletraz.

Polski zespół Inter Europol Competition po problemach trapiących go od początku rywalizacji zajmował ostatnie, piętnaste miejsce w klasie LMP2. Do końca wyścigu pozostały niecałe cztery godziny rywalizacji.

Więcej o:
Copyright © Agora SA