Największe wyzwanie w karierze Kubicy? Polak debiutuje w legendarnym wyścigu

Jakub Balcerski
- To najdłuższy wyścig, w jakim możemy się ścigać i jednocześnie rywalizacja sprinterska - mówi Sport.pl Robert Kubica przed debiutem w legendarnym wyścigu na torze w Le Mans. - Tam jest adrenalina, stres i wręcz inna rzeczywistość. Tego nie odda żaden symulator - dodaje.

Niektórym być może trudno w to uwierzyć, ale dla Roberta Kubicy start w tegorocznym w 24-godzinnym wyścigu na torze Le Mans będzie debiutem w tym prestiżowym wydarzeniu. - Kiedy startowałem w Formule 1 i innych seriach, Le Mans oglądałem jako kibic, bo to jeden z najpopularniejszych i najtrudniejszych wyścigów na świecie. Mimo że rywalizowałem w zupełnie innych pojazdach i wyścigach o różnej specyfice, to zawsze sprawdzałem, co tam się działo. Oczywiście nie siedziałem pełnych 24 godzin, ale mój przypadek potwierdza, że F1 może być najszybszą i najlepszą serią, ale Le Mans, czy Rajd Dakar to wydarzenia, którymi interesuje się cały świat - mówi Kubica w rozmowie ze Sport.pl. - Myślę, że do Le Mans trzeba dojrzeć. I teraz kiedy pojawiła się okazja sprawdzenia, jak bardzo charakterystyka tego wyścigu odbiega od tego, czego już doświadczyłem, cieszę się, że mogę z niej skorzystać - dodaje.

Zobacz wideo Największe wyzwanie w karierze Roberta Kubicy? "Budzi duży szacunek"

Le Mans wyzwaniem dla Kubicy. Do tej pory w 24-godzinnych wyścigach nie szło mu dobrze

Pytamy go o największe wyzwanie w postaci pojedynczego startu w dotychczasowej karierze. - Jeśli mam wskazać jedno, wybiorę to, gdy zacząłem startować w rajdach. WRC2 było dla mnie czymś wyjątkowym, bo rajdy to zupełnie inna dyscyplina niż zwykłe wyścigi - twierdzi Kubica. Czy Le Mans może to zmienić? - Przystępowałem do dwóch wyścigów 24-godzinnych - w Dubaju w 2017 r. w aucie GT3 i na torze Daytona w tym roku. W obu nie poszło nam dobrze, bo nie dojeżdżaliśmy do końca i wycofywaliśmy się z powodu awarii. Teraz liczę na zdecydowanie lepszy występ. Czy Le Mans 24h to największe wyzwanie w mojej karierze? Na pewno jedno z większych, ale czy największe jeszcze nie wiem i trudno to określić. To impreza, która budzi u mnie duży szacunek - ocenia kierowca.

Dla Kubicy sporą trudność dotyczącą Le Mans stanowi długość wydarzenia. - W wyścigach zazwyczaj mówimy o weekendach, a tu jesteśmy przecież przez dziesięć dni. Wszystko zaczyna się od testów tydzień przed startem wyścigu, mamy wczesne kwalifikacje w środę, więc wszystko przebiega tu nieco inaczej. Mamy nadzieję, że uda nam się przejechać dystans całych 24 godzin wyścigu, co będzie się wiązało z częstszym wskakiwaniem do samochodu i dłuższymi wyjazdami na tor. To w zasadzie składanie elementów, które do tej pory mieliśmy w wyścigach ELMS, w całość i to czyni tę rywalizację o wiele trudniejszą. Bycie na torze i zachowanie koncentracji przez cały okres przygotowawczy oraz działania prowadzące do wyścigu to wielka umiejętność - tłumaczy.

Nathalie MailletNiemcy podają szczegóły śmierci Nathalie Maillet. Dwa zabójstwa i samobójstwo o 2:30 nad ranem

"To wręcz inna rzeczywistość"

- W podświadomości czekam na Le Mans. To naprawdę coś wyjątkowego i historycznego. Na każdy weekend i wyścig, w którym biorę udział, nastawiam się tak samo, ale przygotowania do Le Mans będą znacznie dłuższe i bardziej intensywne - mówił nam Kubica w połowie maja przed wyścigiem ELMS na Red Bull Ringu w Austrii. Teraz potwierdza, że wszystko jest podporządkowane startowi w legendarnym wyścigu. - W zasadzie cały sezon jest mu poświęcony. Ścigamy się w serii, której jesteśmy liderami i będziemy się starali tego bronić, ale mimo że Le Mans się do niej nie liczy, gdybyśmy mieli wybrać najważniejszy wyścig dla nas, to nie będzie żadna runda ELMS, a właśnie Le Mans. Dobrze, żeby czterogodzinne wyścigi, które mamy, tworzyły przygotowanie do tego 24-godzinnego, ale to trudno porównać do czegokolwiek. To tak, jakby grać w piłkę w 90-minutowym meczu, a potem wystartować w 36-godzinnym maratonie - ocenia Kubica.

- To jednocześnie najdłuższy wyścig, w jakim możemy się ścigać i rywalizacja sprinterska, w której liczy się każda sekunda. Podejście jest inne niż podczas wyścigów ELMS. I to trudno wytrenować, bo oczywiście można testować przeżycie takiej rywalizacji w symulatorze, ale to nie odda tego, jak to wygląda w rzeczywistości. Tam jest adrenalina, stres i wręcz inna rzeczywistość. Nawet sprawa spania na torze: można symulować w domu i wstawać co trzy godziny, żeby wsiąść do symulatora, czy na rower stacjonarny, ale to tak nie działa. To wciąż spanie we własnym łóżku - w ciszy i spokoju, a tam śpi się na torze przy hałasie samochodów i w zupełnie innych warunkach. To dwa różne światy. I jest sporo elementów, których może nie będę przeżywał pierwszy raz w życiu, ale przy których Le Mans jest wyjątkiem poza torem, więc nie chodzi tu tylko o jazdę - wyjaśnia Polak.

30, a nie 24 godziny na torze. "Wyłączanie swojego mózgu poza torem będzie czymś nowym"

Kubica, podobnie jak jego koledzy, musiał także wybrać, jak dostosować życie na torze przez cały wyścig i dni przygotowujące zespół do rywalizacji. - Jedziemy tu we trzech, więc jest inaczej niż choćby na Daytonie, gdzie było nas czterech i inaczej rozkładał się czas, który spędzaliśmy w samochodzie, a także ten, który przeznaczaliśmy na sen. Załóżmy, że będę miał cztery godziny przed planowanym powrotem do samochodu. Wtedy po zmianie kierowców muszę coś zjeść, pewnie wziąć prysznic, przejść do pomieszczenia z łóżkiem i wtedy mogę spać. Ale i tak powinienem być gotowy do jazdy dużo wcześniej, niż jest to zaplanowane. Tylko jeden kierowca z nas trzech zawsze będzie mógł spać spokojnie. Jeden będzie na torze, a drugi w trybie awaryjnym, bo nigdy nie wiadomo, co zdarzy się w trakcie wyścigu. Do tego sobota i niedziela na torze to nie tylko 24 godziny. Na torze jesteś długo przed rozpoczęciem wyścigu, po finiszu też jeszcze na nim pozostajesz. To tak naprawdę około 30 godzin, gdzie najważniejszy jest aspekt mentalny, a także to, jak tym wszystkim zarządzać, zwłaszcza gdy nie siedzisz w aucie - wskazuje.

Nathalie MailletPolicja znalazła trzy ciała. Nathanie Maillet nie żyje

- Wyłączanie mózgu poza torem będzie czymś nowym. Można to porównać do rajdów i tego, jak jedziesz jeden odcinek specjalny, a potem masz dojazdówkę do kolejnego. W takiej rywalizacji też są martwe punkty, kiedy musisz oszczędzać energię. Na Le Mans będzie jeszcze trudniej. Jest cała otoczka - chaos i duże zamieszanie. Nie oszukujmy się, w moim przypadku różnicę robi też wiek. Jestem pewny, że 15 lat temu w ogóle nie przejmowałbym się tym, co wydarzy się w trakcie wyścigu. Wtedy potrafiłem zasnąć jak na zawołanie. Teraz jest inaczej: różni się szczególnie to, jak się koncentruję. Dla mnie dziwne jest czasem nawet to, że ktoś inny ściga się w "moim" aucie. Przez to zawsze chcę sprawdzić, jak mu idzie, być zorientowanym w sytuacji i w czymś pomóc - zdradza Robert Kubica.

"Powinniśmy stawać się wręcz częścią tego toru"

Na Le Mans Kubica i Orlen Team WRT jadą jako liderzy klasyfikacji generalnej ELMS po czterech wyścigach. - Klasyfikacja serii jest ładna i wygląda fajnie, ale dla nas nie robi różnicy, więc nie pomaga w samym wyścigu w Le Mans. Doświadczeniem też nie brylujemy. Tylko jeden z nas trzech, Louis Deletraz, jechał już w Le Mans. Pierwsza część sezonu pozwoliła mnie i mojemu zespołowi zaczerpnąć trochę informacji o wyścigach długodystansowych, choć wiemy, że te czterogodzinne to zupełnie inna bajka. Jednak nawet tam wszystko musi się odpowiednio ułożyć, a kierowcy, czy mechanicy przy pit stopach mają swoje zadania podobne do tych wykonywanych w Le Mans. Ze strony inżynierów i strategów potrzeba dobrych decyzji, bo każda może być bardzo kosztowna - opisuje kierowca.

- Jeśli przeniesiemy to na 24-godzinny wyścig, to jest o wiele więcej rzeczy, które mogą cię zaskoczyć i których raczej nie możesz przewidzieć. Jedno jest pewne: jeśli będziemy skoncentrowani na robocie, to możemy myśleć o osiągnięciu czołowych pozycji. Choć podkreślam, że to bardzo trudne zadanie. W czasie tak długiego wyścigu często coś pojawi się niespodziewanie i nasz cel to szybkie opanowanie sytuacji, minimalizowanie kosztów, jakie wywoła takie zaskoczenie albo próba wyliczenia momentu, kiedy takie zaskoczenie będzie bardziej przewidywalne. Bardzo ważne jest też samo podejście: z jednej strony świadomość, że to 24-godzinny, długi wyścig, a z drugiej to, że nie chce się tracić czasu. Należy znaleźć odpowiedni balans. Im dłużej będziemy rywalizować w Le Mans, tym bardziej powinniśmy stawać się wręcz częścią tego toru. Nie wolno zupełnie stracić do niego respektu, ale trzeba być pewnym siebie, zostać szefem swojego wyścigu i wiedzieć, w którą stronę iść - dodaje Polak.

Hugo Millan, 14-letni motocyklistaTragiczny wypadek na torze z udziałem Polaka. Nie żyje 14-letni motocyklista

Dwa cele zespołu Kubicy. "Są zespoły, które jeżdżą w Le Mans po 10 lat i nie potrafią stanąć na podium"

Jaki cel stawia sobie zatem WRT i sam Kubica? - Są dwa aspekty, które będą najważniejsze. Zobaczenie flagi w szachownicę i przekroczenie mety dla mnie musi się pojawić, bo takie mam podejście, ale kluczem w tym wyścigu będzie koncentracja na wykonaniu zadania. Ścigamy się przeciwko rywalom, ale skupiamy się na sobie. I jestem pewny, że jeśli będziemy w stanie to zrobić jak najlepiej, to omijając problemy i awarie, wynik sam przyjdzie. Le Mans to tak trudne wyzwanie, że są zespoły, które jeżdżą tam po 10 lat i nie potrafią stanąć na podium jednej z edycji. Jeżeli na koniec rywale będą lepsi, czy będą mieli więcej szczęścia, to zaakceptujemy to tylko w jeden sposób - wyjeżdżając z Le Mans ze świadomością wykonania zadania w dobry sposób. Pewnie będą elementy, które mogły wypaść lepiej, bo nie wierzę, żeby 24 godziny jazdy przeszły gładko, ale chodzi o to, żeby być zadowolonym z samego siebie - zapewnia Kubica.

WRT wystartuje do wyścigu z siódmego pola startowego, jako drugi samochód w klasie LMP2. Początek rywalizacji w sobotę 21 sierpnia o godzinie 16:00 czasu polskiego.

Więcej o: