Wspaniałe wieści dla Kubicy! Rewolucja w DTM daje nadzieje. Stracony rok największą siłą

Robert Kubica mógłby określić kolejny rok z rzędu jako zmarnowany. Mógłby, ale podium zdobyte na torze Zolder może otworzyć przed nim wiele możliwości, o których nie mógł w ostatnich latach myśleć.

Robert Kubica w 2020 roku po raz kolejny od feralnego wypadku w Ronde di Andorra na początku 2011 roku, trafił do miejsca, gdzie nie miał najmniejszych szans na odniesienie spektakularnego sukcesu. Mając prywatny zespół, z samochodem BMW, w serii DTM, gdzie niezmiennie rządzą fabryczne Audi, był skazany na porażkę i nierówną walkę z rywalami. W niedzielę udowodnił, że jeśli pewne sprawy ułożą się po jego myśli, a dodatkowo pojawi się trochę nieprzewidzianych okoliczności, on nadal jest w stanie osiągać sukcesy.

W 2012 roku, w ramach rehabilitacji, na dobre pojawił się w rajdach i już rok później pokazał pełnię swoich możliwości. Sięgnął po triumf w WRC2, zapleczu rajdowych mistrzostw świata. W 2014 roku, jadąc w zdecydowanie słabszym zespole, zdołał zaskoczyć wszystkich, sięgając po pierwsze zwycięstwa na odcinkach specjalnych, w tym w legendarnym Rajdzie Monte Carlo. Eksperci widzieli już wtedy, że Kubica, pomimo swoich ograniczeń, jest zdolny do wygrywania całych rajdów. To był jednak też moment, gdy zaczął prześladować go pech.

Jazdę w WRC zaczął od ekipy M-Sport, w której bardzo szybko okazało się, że budżet jest niewystarczający, aby Kubica mógł włączyć się do realnej walki o zwycięstwa. Po serii wpadek ze złym przygotowaniem auta do walki postanowił w 2015 założyć własny zespół rajdowy, nie mając żadnej alternatywy. Błyskawicznie zraził się do startów w rajdach i już po Rajdzie Monte Carlo w 2016 porzucił starty w WRC, nie mając sprzętu i możliwości, które miały wówczas fabryczne ekipy.

Początek roku 2017 przyniósł zaskakujące wieści. Robert Kubica dołączył do Mistrzostw Świata Endurance, gdzie miał startować w klasie LMP1 w zespole ByKolles. Już po przedsezonowych testach jednak wiedział, że to projekt skazany na porażkę i przed startem pierwszej rundy na Silverstone ogłosił, że rezygnuje z jazdy w zespole. - To była trudna decyzja, aby zrezygnować i w ten sposób stracić okazję dołączenia do tak wymagających i mocnych mistrzostw, ale mam nadzieję, że to nie jest ostateczne pożegnanie - napisał wówczas na swoim profilu na Facebooku. 

Już rok później pojawiła się dla niego okazja na powrót do Formuły 1. Po kilku testach w bolidach jednomiejscowych otrzymał szansę jazdy bolidem F1 z zespołem Renault, która potem zamieniła się w serię testów, także podczas oficjalnych testów na torze Hungaroring, gdzie pokazał się z bardzo dobrej strony. Ostatecznie trafił do Williamsa, gdzie w ostatniej chwili zdecydowanie się zatrudnić Siergieja Sirotkina, a Kubica został kierowcą testowym ekipy. Gdy rok później wsiadł do bolidu jako kierowca etatowy, wiedział już, że nie będzie w stanie nawiązać walki z żadnym z rywali. Bolid Williamsa był zdecydowanie najgorszy i tylko dzięki wielkiemu szczęściu, udało mu się zdobyć jeden punkt w GP Niemiec, który dotychczas jest ostatnim punktem wywalczonym przez zespół z Grove.

W takiej historii Kubicy nie ma jednak przypadku. Już od jego wypadku, żaden z czołowych zespołów nie odważył się, by dać mu szansę na zaprezentowanie swoich możliwości w konkurencyjnym aucie, przez co w ostatnich latach nie miał szans na odniesienie sukcesu. Kubica jednak za każdym razem, gdy miał wreszcie możliwość pokazać się z dobrej strony, nie zawodził, co udowodnił także w wyścigu DTM na torze Zolder. Gdy z powodu wypadków wycofało się sześć aut, Polak wyciągnął maksimum ze swojego samochodu i strategii, co pozwoliło mu dojechać na 3. miejscu, pokonując znacznie lepiej przygotowanych rywali. 

O tym, że był to wyjątkowy moment dla Kubicy, pisały także zagraniczne media, śledzące serię DTM. - Nieustępliwemu Kubicy należą się brawa. Wreszcie zajął miejsce na podium w DTM. Zrobił spory postęp w tym sezonie, nie mając wcześniej żadnego doświadczenia w tej serii - napisał portal Motorsport. W chwaleniu Polaka nie byli jedyni.

I kto wie, czy to podium nie będzie dla Kubicy momentem przełomowym? Trudno o tym mówić, patrząc na jego wiek - ma już 35 lat i zdecydowanie bliżej mu do końca kariery niż jej początku. Może to jest właśnie ten moment, w którym pokazał niedowiarkom, że on nadal jest w stanie być wyjątkowo szybki, co pokazywał w czasie swoich startów w Formule 1. Wówczas także nie miał najlepszego bolidu w stawce, a mimo to potrafił sięgać po spektakularne sukcesy, jakimi z pewnością było zwycięstwo i 12 miejsc na podium.

Trudno oczekiwać, aby po Kubicę natychmiast rzucił się Mercedes czy Red Bull w Formule 1, na powrót, do której liczy Polak. Drzwi do F1 wydają się na razie szczelnie zamknięte, jednak nie jest wykluczone, że wreszcie otrzyma konkurencyjne auto w serii DTM czy wyścigach endurance, o których jeszcze kilka lat temu poważnie myślał. I wtedy, po serii udanych występów, będzie mógł poważniej pomyśleć o swojej drodze na kolejne lata, bo z determinacją Kubicy trudno uwierzyć, że zdecyduje się na wcześniejsze zakończenie kariery wyścigowej niż Kimi Raikkonen. Fin ma już 41 lat i nadal nie zamierza oddać miejsca w Formule 1.