Wspaniałe wieści dla Roberta Kubicy! Rewolucja zadziała na jego korzyść

Za Robertem Kubicą niemal zmarnowany rok w serii DTM. Podium zdobyte w niedzielnym wyścigu na torze Zolder osładza nieco problemy występujące przez cały sezon. Może jednak się okazać, że wszystkie problemy z 2020 roku okażą się największą siłą, jaką Polak może mieć w 2021 roku.

Robert Kubica długo nie mógł odnaleźć się w serii DTM. Pierwsze trzy weekendy wyścigowe obnażyły wszystkie słabości zarówno auta BMW, jak i zespołu ART Grand Prix, stworzonego specjalnie dla Polaka. Kubica zajmował w nich dwukrotnie 14., 13., i 16. miejsca, w stawce zaledwie 16 samochodów. Później nastąpił przełom na torze Assen, 7. wyścigu sezonu, gdzie udało mu się zdobyć pierwszy punkt, po zajęciu 10. pozycji. Radość nie trwała jednak długo, bo Kubica wrócił na koniec stawki i na kolejne punkty musiał czekać aż do niedzielnego wyścigu na belgijskim Zolder, gdzie po raz pierwszy w karierze stanął na podium, w swoim 16. wyścigu w DTM.

Zobacz wideo Rusza karuzela transferowa w F1. Mick Schumacher o krok od awansu [Uwaga! Spojler]

BMW okazało się dużo słabsze od Audi. Deklasacja

Trudno winić Kubicę za taki stan rzeczy. Auto BMW okazało się w tym sezonie zdecydowanie słabsze od aut przygotowanych przez Audi. Wystarczy spojrzeć w statystykę punktów zdobytych przez wszystkich kierowców - 1102 do 469 dla Audi (przy 9 kierowcach w Audi, a 7 w BMW). Co więcej, wokół Polaka stworzono prywatny zespół, który znacznie odstawał formą od fabrycznych ekip, co niemalże uniemożliwiało mu rywalizację na równym poziomie z pozostałymi kierowcami. 

Kubica nie mając żadnego doświadczenia w DTM, musiał radzić sobie nie tylko z odnalezieniem się w zupełnie nowym środowisku, ale także szukać sposobu na zrozumienia auta, zachowującego się zdecydowanie inaczej niż pozostałe BMW. Polak od początku wiedział, w co się pakuje, co sam już niejednokrotnie podkreślał w rozmowach z mediami. Może jednak się okazać, że podium Kubicy na torze Zolder, otworzy przed nim nowe szanse w przyszłym sezonie.

DTM przejdzie gruntowne zmiany

Niemiecka seria DTM, po wycofaniu się z niej Audi, przejdzie gruntowne zmiany. Od przyszłego roku pojawią się w niej zmodyfikowane auta klasy GT3, nazwane GT Pro. Znikną z niej także zespoły fabryczne - w praktyce oznacza to, że nadal będą w serii, współpracując przede wszystkim z zespołami klienckimi, czyli takimi, jak w tym roku ART Grand Prix. Zgodnie z zapowiedziami Gerharda Bergera, szefa DTM, pojawią się także nowi producenci, którzy zdecydują się wspomóc nowe, prywatne zespoły.

Co to oznacza dla Roberta Kubicy?

Robert Kubica nie ukrywa, że jego głównym celem nadal jest powrót do startów w Formule 1. Trzeba być jednak niepoprawnym optymistą, aby nadal sądzić, że jest to realna możliwość dla Polaka na 2021 rok. Prędzej czy później będzie musiał poszukać innego miejsca dla siebie i może się okazać, że dobrym wyborem będzie pozostanie w serii DTM na kolejny rok. Dlaczego dobrym? Bo Polak, wraz ze swoim zespołem, może mieć przewagę nad konkurencją.

Po pierwsze, Polak poznał środowisko serii DTM. Nawet jeśli zmienią się w niej samochody, środowisko wewnątrz serii nadal pozostanie bardzo podobne. Regulamin, po dostosowaniu do nowych aut, nadal będzie wyglądał bardzo podobnie. Po drugie, łatwiej będzie mu zrozumieć opony Hankook, które w serii pozostaną co najmniej do 2023 roku, gdy kończy się obecna umowa. Każdy dostawca opon nieco inaczej podchodzi do produkcji swoich kompletów, przez co nowi kierowcy, którzy pojawią się w serii, będą musieli poświęcić nieco więcej czasu na ich poznanie.

Po trzecie, Kubica wie już, jakie problemy czekają na nowe zespoły. Zaczynając od problemów prozaicznych, jak podnośnik auta w pit-stopie, po znacznie trudniejsze, jak odpowiednia organizacja pracy zespołu podczas weekendu wyścigowego. To problemy, których bardzo trudno uniknąć na początku przygody w nowym środowisku, przez co Polak wraz z ART Grand Prix, mógłby mieć o wiele łatwiej.

Przeczytaj także: