Kolejne kłopoty Dadosa

Robert Dados, żużlowiec Atlasu Wrocław, nie zapłacił za paliwo na stacji benzynowej i przez trzy kilometry uciekał na motocyklu Kawasaki. Za kradzież wartej niewiele ponad 40 zł benzyny grozi mu teraz grzywna do 5 tys. zł

Do zdarzenie doszło w Zielonej Górze w nocy ze środy na czwartek. Około godziny 1.15 Dados na motocyklu Kawasaki podjechał na stację benzynową przy ulicy Sulechowskiej. Zatankował około 12 litrów paliwa (koszt: ok. 43 zł), po czym wsiadł na motocykl i uciekł. Jeden z pracowników stacji błyskawicznie wskoczył do samochodu i ruszył w pościg, inny powiadomił policję. Po trzech kilometrach pogoni motocyklista skręcił w jedną z bocznych uliczek, nie opanował swojego Kawasaki i upadł.

- Gdy go złapaliśmy, nie miał przy sobie dokumentów: dowodu rejestracyjnego, ubezpieczenia OC, prawa jazdy - opowiada Piotr Puchała, rzecznik zielonogórskiej policji. - Miał tylko książeczkę wojskową. Na jej podstawie ustaliliśmy, że to Robert Dados. Nie wiemy, co robił w Zielonej Górze w nocy. Półfinał mistrzostw Polski rozgrywany w naszym mieście miał się odbyć się dopiero w czwartek po południu. W dodatku z tego, co wiem, Dadosa nie było na liście startowej tej imprezy.

Policjanci podkreślają, że żużlowiec zachowywał się dziwnie i nie umiał wytłumaczyć, dlaczego uciekał. - On sam chyba stracił głowę, widząc, że ktoś go goni - dodaje Puchała. - Mógł przecież pojechać na wylotówkę na Świebodzin, a wtedy moglibyśmy szukać wiatru w polu... Na tym Kawasaki z pewnością by nam uciekł.

Dados nie został zatrzymany przez policję, dopiero w niedzielę na komisariacie w Zielonej Górze ma złożyć zeznania. - Sprawę skierujemy do sądu grodzkiego i on zdecyduje o wysokości grzywny [maksymalnie 5 tys. zł - red.]. Cała sytuacja jest jednak kuriozalna. Nie chce nam się wierzyć, że Dadosa nie było stać na benzynę za 40 złotych. I choć to nie sprawa policji, to mamy wątpliwości, czy on swoją osobą gwarantuje bezpieczeństwo na torze żużlowym - kończy Puchała.

W Atlasie nikt nie chciał komentować zdarzenia. Prezes Andrzej Rusko był nieuchwytny, a trener Marek Cieślak powiedział jedynie: - Nic nie wiem oficjalnie, na razie dzwonią do mnie tylko dziennikarze. A jeśli Robert coś nawywijał, to będzie odpowiadał przed odpowiednimi organami.

Nieoficjalnie wiemy jednak, że w czwartek Dados przechodził badania, uprawniające go do startów na żużlu. Po dwóch próbach samobójczych w styczniu i lutym takim badaniom musi się poddawać co miesiąc. Te czwartkowe przeszedł pomyślnie i nic nie stoi na przeszkodzie, by wystartował w niedzielnym meczu Atlasu z ZKŻ-em w Zielonej Górze. Dziś ma się pojawić na treningu Atlasu w Lesznie.