Po śmierci Edwardsa zespół wycofuje się z wyścigu. Giermaziak nie pojedzie w Petit Le Mans

Właściciele zespołu NGT Motorsport po tragicznej śmierci Seana Edwardsa postanowili wycofać z rywalizacji w Le Mans Series samochód Porsche 911 GT3 z numerem 30, którym ścigał się kierowca. W zespole miał jeździć Kuba Giermaziak. Polak wsparł decyzję teamu. - W tej chwili wyścigi to ostatnia rzecz, o której myślimy - napisał na Facebooku.

- To szokująca i bardzo smutna wiadomość. Ciągle nie możemy w to uwierzyć. Naszym zdaniem wycofanie samochodu to właściwy sposób, by uhonorować Seana. Nie czujemy, że byłoby stosowne wystawiać samochód, który przywołuje tyle wspomnień o nim. Bardzo za nim tęsknimy - powiedział właściciel zespołu Ramez Whab. - Sean był członkiem naszej rodziny, przyjacielem - dodał Henrique Cisneros, drugi kierowca NGT Motorsport.

Dla tego zespołu miał się ścigać Kuba Giermaziak, ale polski kierowca wsparł decyzję właścicieli teamu. - Moi drodzy... Postanowiliśmy wycofać się z jazdy w Petit Le Mans. W tej chwili wyścigi to ostatnia rzecz, o której myślimy.... Proszę, uszanujcie naszą decyzję - napisał na Facebooku Giermaziak.

Sean Edwards zginął we wtorek podczas jazdy testowej na torze w Queensland. Porsche, którego pasażerem był Edwards, uderzyło w ścianę toru Queensland w Australii, a później spłonęło. Prowadził 20-latek, który pod okiem brytyjskiego kierowcy miał uczyć się jeździć. 20-latek w stanie krytycznym trafił do szpitala, Edwards zginął na miejscu. Miał 26 lat, ścigał się od 10. Najpierw próbował swoich sił w brytyjskiej Formule Renault, a od kilku lat jeździł w różnych seriach Porsche. W tym roku wygrał 24-godzinny wyścig Nurburgring, a po zawodach najbardziej prestiżowej serii Porsche Supercup był liderem klasyfikacji generalnej. Ostatnio wystąpił w filmie ''Rush'', gdzie wcielił się w postać swojego ojca Guya, kierowcy F1.

Giermaziak bardzo przeżył śmierć Edwardsa. Na swoim Facebooku napisał: - Właśnie straciłem jedyną osobę, z którą się przyjaźniłem i byłem w stanie jednocześnie ścigać się na torze... Nie dalej jak dwa tygodnie temu pisałem wam, że siedzimy razem na lotnisku i przez jego namowy założyłem Twittera. Godzinę temu dowiedziałem się, że nie żyje... Sean, byłeś moim przyjacielem i na pewno nigdy Cię nie zapomnę. Wiele się od Ciebie nauczyłem i miałem zaszczyt ścigać się z Tobą, ale również walczyć w tym samym aucie o zwycięstwo. Spoczywaj w pokoju.

Więcej o: