Jakub Giermaziak: Zastępca Kubicy? To zbyt duże słowo

- Nasze starty w Superpucharze Porsche to tylko jakaś namiastka tego, co kibice mogliby oglądać z Robertem w Formule 1. Ale nie jest już tak, że jest tylko Kubica i długo, długo nic. Nas, kierowców, jest coraz więcej i walczymy o swoje miejsce w szyku - mówi Jakub Giermaziak, który w niedzielę wygrał wyścig w Superpucharze Porsche.

Seria, w której Giermaziak startuje w orlenowskim zespole Vervy od 2010 roku, to najszybsze i - dzięki możliwości towarzyszenia F1 - najbardziej prestiżowe wyścigi seryjnie produkowanych samochodów jednej marki. Nie jest to jednak droga do F1, z tej serii nikt tam jeszcze nie trafił. Do elity najłatwiej dostać się przez GP2 lub World Series by Renault, trochę niżej w hierarchii są GP 3 czy Formuła 3, w której także startuje Giermaziak.

W Superpucharze Porsche 21-letni Polak z Gostynia jest na czwartym miejscu w klasyfikacji generalnej po siedmiu z 11 wyścigów.

Łukasz Cegliński: Czy to pierwsze miejsce na Hungaroringu to pański największy sukces w karierze?

Jakub Giermaziak: Na pewno jeden z największych - w ostatnich latach w kategoriach, w których startowałem zwycięstw za wiele nie miałem, ale myślę, że wicemistrzostwo świata w kartingu z 2006 roku było przynajmniej na równi z tą wygraną w Budapeszcie.

Skąd wzięła się zwyżka formy w ostatnich wyścigach?

- Stąd, że i ja, i zespół mamy coraz większe doświadczenie. Rok temu nie ukrywaliśmy, że pierwszy sezon w Superpucharze Porsche będzie dla nas bardzo trudny i dopiero po jakimś czasie będziemy mogli walczyć o lepsze wyniki. W maju tego roku w Barcelonie udało się stanąć na podium, ale potem przyszły słabsze starty, bo po moich błędach straciliśmy trochę punktów na Nordschleife i na Silverstone. Był niedosyt, ale widzieliśmy, że jeśli gdzieś mamy udowodnić, że pretendujemy do pierwszej trójki w klasyfikacji zespołów na koniec sezonu, to zrobimy to na Nurburgringu i w Budapeszcie. I jak powiedzieliśmy, tak zrobiliśmy. Udało nam się osiągnąć dobre wyniki, jesteśmy w gazie i w Spa będziemy znów celować w podium.

Jest pan na czwartym miejscu w klasyfikacji generalnej - co jest możliwe na koniec sezonu?

- Wszystko jest możliwe. Mówienie, że będziemy walczyć o mistrzostwo, byłoby trochę na wyrost, ale myślę, że pierwsza trójka jest realna i to nasz cel. Łatwo nie będzie, bo stawka jest wyrównana i co chwila ktoś nowy pojawia się w czołówce. Trzeba jeździć równo i starać się dowozić dobre punkty nawet na piąte czy szóste miejsce. Ja staram się jednak nie koncentrować zbytnio na klasyfikacji generalnej w trakcie sezonu - myślę raczej tylko o kolejnym wyścigu. Za każdym razem staram się jechać najlepiej, jak potrafię.

Przyznaje pan, że marzy o Formule 1 - czy te ostatnie dobre wyniki przekładają się na to, że jest pan lepiej zauważalny i postrzegany?

- Pewnie tak. W tej chwili koncentruję się tylko na startach w porsche, ale nie ma co ukrywać, że jeśli chodzi o przyszły sezon, to szukamy różnych opcji, a coraz lepsze wyniki ułatwiają nam dotarcie do lepszych serii i lepszych zespołów. Z dobrymi wynikami dużo łatwiej o miejsce w lepszej stajni, choć oczywiście poza nimi jest jeszcze sporo innych istotnych czynników.

Po udanych testach w iSport w GP2 dostał pan ponoć propozycję startów w tym zespole w przyszłym roku.

- Zgadza się. Staramy się zaczynać takie rozmowy dość wcześnie i tych propozycji trochę jest. Sporo jednak zależy od najbliższych wyników, bo sezon jest dopiero w połowie i nie ma co spoczywać na laurach. Jeśli będzie progres, jeśli wyniki będą coraz lepsze, to pojawi się szansa na awans do wyższej serii. iSport i GP2 to jest to bardzo ciekawy temat, ale poważne rozmowy będziemy prowadzić pewnie pod koniec sezonu.

Jak ocenia pan starty w Formule 3?

- Początek był bardzo trudny - start sezonu na Paul Ricard był niezły, ale potem przyszło kilka mało ciekawych wyścigów i musiałem pogodzić się z porażkami. Ostatnie wyścigi na Norisring pokazały jednak, że mamy potencjał - ja ciągle oswajam się z autem, z tym, że ma ono tak duży docisk. Wykorzystanie tego docisku to dla mnie spory problem, szczególnie, że do bolidu przesiadam się z porsche. Udaje mi się to coraz lepiej, ale, niestety, w F3 nie mamy takich możliwości testowania jak w porsche i dlatego mój progres jest nieco wolniejszy. W najbliższy weekend będę jednak ścigał się w F3 na moim ulubionym Nurburgringu i jeśli gdzieś mam osiągnąć dobry wynik, to właśnie tam.

Celem w przyszłym roku jest GP2?

- Tak, bo to jedna z najlepszych serii bolidów, a na dodatek absolutnie najbliższa Formule 1. Ale powtarzam, choć może brzmi to trochę głupio - nie skupiam się na tym, co będzie w przyszłym roku, bo jeśli teraz skoncentruję się przede wszystkim na wynikach, to jest większe prawdopodobieństwo, że w następnych sezonach będę jeździł w seriach, o których marzę, które będą najlepsze, jeśli chodzi o mój rozwój. Chcę mieć jak najlepsze wyścigowe CV, żeby mieć, o czym rozmawiać z lepszymi zespołami. GP2 byłoby dla mnie najlepszym wyjściem, ale trzeba pamiętać o tym, aby mierzyć siły na zamiary.

Czuje się pan zastępcą Roberta Kubicy?

- Zastępca to zbyt duże słowo, bo ścigamy się w zupełnie innych seriach. Robert zaszczepił w Polakach zainteresowanie wyścigami, to, że one są coraz bardziej popularne, to jego zasługa. Nasze starty w Superpucharze Porsche to tylko jakaś namiastka tego, co kibice mogliby oglądać z Robertem w Formule 1. My podkreślamy, że jesteśmy z Polski, że polski jest nasz zespół i czujemy się na torach coraz lepiej, bo widzimy coraz więcej kibiców z naszego kraju. Ci, którzy przyjeżdżają z Polski oglądać Formułę 1, zwracają uwagę także na Vervę, bo nie dość, że jesteśmy polską ekipą, to jeszcze mamy coraz lepsze wyniki.

To jest pan drugim po Kubicy polskim kierowcą w wyścigach?

- Ciężko powiedzieć, bo mamy w Polsce kilku utalentowanych kierowców, a jasnego rankingu nie ma. Zawodników jest coraz więcej i to też jest zasługa Roberta, bo przy wyścigach pojawia się coraz więcej sponsorów, łatwiej jest się rozwijać. Nie jest już tak, że jest tylko Kubica i długo, długo nic. Nas, kierowców, jest coraz więcej i walczymy o swoje miejsce w szyku.