Artur Puzio jest zachwycony swoją prowokacją. Narzeka na "prymitywny odzew"

- Uważam, że wszystko wyszło bardzo fajnie. Jedyny nasz błąd był taki, że to drugie nagranie opublikowaliśmy chyba trochę zbyt późno - mówi Sport.pl Artur Puzio, dwukrotny mistrz Polski w motocrossie, który kilka dni temu zamieścił na YouTubie szokujące wideo.

- Po moich łąkach będziesz, ku**o, rył? Kto ci, ku**a, kazał po moich łąkach jeździć? - wygrażał się rolnik, który szarpał się z Arturem Puzią, a więc dwukrotnym mistrzem Polski w motocrossie, który wjechał na jego pole. Mężczyzna groził także kamerzyście motocyklisty, a chwilę później doszło do szarpaniny: Puzio wpadł z rolnikiem do rowu z wodą. - Utopię Cię, ku**o - groził mężczyzna, co widać na filmie opublikowanym w internecie (można go zobaczyć tutaj), który kończy się w momencie, gdy kamera GoPro motocyklisty zanurza się w wodzie.

Zobacz wideo Dakar to taniec ze śmiercią?

Artur Puzio: Uważam, że wszystko wyszło bardzo fajnie

- Spodziewaliśmy się tego, że - przygotowując i publikując tę prowokację - będziemy musieli zmierzyć się z falą hejtu. Niemniej jednak liczyliśmy, że odzew będzie dużo bardziej konstruktywny, a nie tak prymitywny na zasadzie gróźb karalnych. A takie niestety się pojawiają i nie mam tu na myśli zwykłego życzenia śmierci, a znacznie poważniejsze pogróżki, które dostaję teraz ja i moja rodzina. To już jest niefajne. Ja rozumiem, że ten pierwszy film został odebrany na zasadzie szoku. Taki był zamysł, by pokazać widzom tylko jedną perspektywę. I nie mamy pretensji do osób, które hejtowały ten film w sposób rzeczowy albo nawet nazywały mnie dzbanem czy jakoś podobnie. Nie mam tym bardziej pretensji do mediów, które też o tym pisały, ale trochę zadziwiające jest, że pierwsze nasze oświadczenie, sugerujące, że może to być prowokacja, ukazało się 5 maja w TVP Info i nikt tego nie podchwycił. Nie wyłapał, że już wtedy napomknęliśmy o tym, by poczekać na kolejne materiały. By chwilę wstrzymać się z opiniami, bo dopiero całość będzie miała większy sens - mówi Puzio o filmie, który tydzień temu zamieścił w internecie.

Kilka dni później pojawił się drugi materiał. Puzio tłumaczy w nim, że wcześniejsze szokujące nagranie było ustawką, bo jeździł nie po cudzej, a po własnej łące, a tłukący go po głowie kijem rolnik Mirek tylko odgrywał pokazówkę. - Słuchajcie, taki z Mirkiem [w drugim filmie występuje już z niezamazaną twarzą] mieliśmy układ, że on pomoże mi w akcji społecznej, a ja mu pomogę przy pracy na roli - przyznał Puzio, tłumacząc, że chciał tylko zwrócić uwagę na brak miejsc do jeżdżenia na motocyklach i incydenty z rozwścieczonymi rolnikami.

- Uważam, że wszystko wyszło bardzo fajnie. Jedyny nasz błąd był taki, że to drugie nagranie opublikowaliśmy chyba trochę zbyt późno. Ale taką mieliśmy strategię, by publikować treści na YouTubie co cztery dni, bo taka systematyczność też później przekłada się na liczbę wyświetleń. Słowem: chcieliśmy być regularni. No i byliśmy, ale szokujące dla mnie wciąż jest to, że ludzie, którzy już dowiedzieli się o tej prowokacji - zobaczyli to drugie nagranie - nadal w to nie wierzą. Doszukują się braku jakichś detali, podważają autentyczność. Myślą, że ten drugi film został nagrany później, a prawda jest taka, że został nagrany jeszcze przed publikacją tego pierwszego. Chyba za bardzo pozwoliliśmy rozkręcić ten hejt i to był właśnie jedyny błąd. Bo do tego doszło w międzyczasie jeszcze nasze oświadczenie na Facebooku, w którym też napisaliśmy tylko, że bardzo żałujemy, ale nie było słowa o tym, że to ustawka. Może powinniśmy wtedy bardziej wszystkich naprowadzić na to, że będą kolejne produkcje - zastanawia się Puzio.

Artur Puzio: Wszyscy jesteśmy trochę postrzeleni

Naprowadzić wszystkich, czyli także PZMot, bo ten zareagował błyskawicznie. W trybie natychmiastowym odebrał Puzi licencję instruktora motocyklowego na dwa lata, o czym poinformował w oficjalnym oświadczeniu. - Nawet jeśli to wszystko było sfingowane, to skutki tego teatrzyku są fatalne. Zacząłem dostawać mnóstwo maili od rolników, którzy zwracają mi uwagę na podobne zachowania. Bo musi pan wiedzieć, że trudno jest przejechać motocyklem crossowym po polu, nie zostawiając na nim szkody. Poza tym ten facet jako instruktor de facto jest też pedagogiem, uczy dzieci. A ta nauka nie polega tylko na tym, że łokieć wyżej, noga niżej i pod takim kątem masz wchodzić w zakręt. To też rola wychowawcza, o której pan Puzio chyba trochę zapomniał albo jej zwyczajnie nie zrozumiał - mówił nam Jacek Bujański, przewodniczący Głównej Komisji Sportu Motocyklowego, który podpisał się pod oświadczeniem PZMot-u.

Puzio: - Związek nie został poinformowany o naszej prowokacji, ale intencja całego materiału była słuszna. A nawet jest, bo ten projekt jeszcze trwa. Szykujemy kolejne nagrania z rolnikami. Także dla młodych adeptów - a tych w naszym kraju nie brakuje - by pokazać im, jak w sytuacji przypadkowego wjechania na pole przejechać po nim tak, by wyrządzić jak najmniej szkód. Mam nadzieję, że te materiały też będą interesujące dla wszystkich. Że również odbiją się tak szerokim echem, jak ten pierwszy, który może i był szalony, celowo przesadzony, ale proszę też pamiętać, że ja jestem zawodnikiem motocrossowego freestyle'u. Cała nasza ekipa, cały nasz MotoGang, wszyscy jesteśmy trochę postrzeleni - dodaje Puzio i zapowiada, że złoży odwołanie do Trybunału PZMot o odzyskanie licencji instruktora.

Pobierz aplikację Sport.pl LIVE na Androida i na iOS-a

Sport.pl LiveSport.pl Live .