Sport.pl

Kuba Przygoński: Wystartuję w Dakarze 2019. Jesteśmy teraz na takiej fali, że nie możemy się zatrzymać

Mam ogromne doświadczenie w jeździe po pustyni, głównie z czasów startów w motocyklach, ale za kierownicą samochodu ten mój poziom cały czas wzrasta. Dzięki temu staliśmy się szybką załogą, która rywalizuje, nie daje się w trudnych warunkach i nie popełnia błędów - mówi Kuba Przygoński, lider Pucharu Świata cross-country.

Michał Owczarek: Dakarowcem jesteś doświadczonym, choć jednym z najmłodszych w stawce. Traktują Cię tam jeszcze jako dzieciaka, czy ostatnie wyniki to zmieniły?

Kuba Przygoński: Rywale widzą, że potrafię dać gazu i trzeba mieć do mnie respekt. Potrafię zaryzykować, jechać szybko, ale nie popełniam błędów, po których możemy odpaść z rywalizacji. A to o nas dobrze świadczy. Inni to dostrzegają.

Ostatni Dakar zbudował Twoja pewność siebie na ten sezon, czy może to ten sezon buduje pewność na kolejny w Dakarze?

Na ostatnim Dakarze zobaczyliśmy, że jesteśmy w stanie przetrwać bardzo trudne odcinki terenowe. Ten sezon ma nam pomóc w tym, żeby w styczniu jechać jeszcze lepiej niż w zeszłym roku. Wystartuję w Dakarze 2019. Jesteśmy teraz na takiej fali, że nie możemy się zatrzymać.

Początek sezonu masz wyśmienity. Jesteś liderem Pucharu Świata, od czterech rajdów nie schodzisz z podium. Jak to osiągnąłeś?

Pierwsza połowa sezonu rzeczywiście była super. Dwa razy wygrywaliśmy - w Dubaju i Katarze, co nas bardzo cieszy. Na pewno jestem jeszcze szybszy. Mam ogromne doświadczenie w jeździe po pustyni, głównie z czasów startów w motocyklach, ale za kierownicą samochodu ten mój poziom cały czas wzrasta. Dzięki temu staliśmy się szybką załogą, która rywalizuje, nie daje się w trudnych warunkach i nie popełnia błędów.

Jakub Przygoński Jakub Przygoński Orlen Team

Jazda jako lider Pucharu Świata to większa presja niż wtedy, gdy gonisz tego lidera?

Czujemy presję rywali, wszyscy patrzą na to, co i jak robimy, zwracają uwagę na nasz plan i taktykę. W klasyfikacji generalnej bardzo nas wzmocniło nas drugie miejsce w Kazachstanie, bo to oznacza, że o końcowy triumf będziemy walczyli z Martinem Prokopem i Dmitrijem Wasiljewem. Znam ich i wiem, że nie odpuszczą. Będą się z nami bić do ostatniego rajdu. Wiadomo, w motorsporcie oprócz formy załogi ważny jest też samochód, który też nie może się psuć, bo to jest zawsze dodatkowy stres. W Kazachstanie przez całe zawody straciliśmy trzy półosie, co nam się nie zdarzyło od pięciu rajdów. I obawiałem się, że przez taką małą rzecz nie ukończymy imprezy. Cały czas trzeba być skoncentrowanym, także od strony technicznej.

Prokop i Wasiljew z Tobą walczą, ale ostatnio nawet jak nie wygrywasz, to jesteś przed nimi.

Mamy bardzo dobre tempo, a gdy inne rzeczy też idą dobrze, to jesteśmy od nich szybsi. Mamy pewną przewagę. Czujemy się mocniejsi. Nasser Al-Attiyah, który jest w najlepszej dyspozycji prędkościowej, ma w tym sezonie pecha ze sprzętem i staramy się to wykorzystać. Miał dwie poważne awarie i odpadł z rywalizacji o Puchar Świata. Sezon układa się dla nas bardzo dobrze.

Jakub Przygoński Jakub Przygoński Orlen Team

A rywale nie próbują Cię jakoś podejść od strony psychologicznej? Prowokują na biwaku, podpuszczają? Próbują wejść na ambicję?

Co jakiś czas sobie żartujemy, choćby z Prokopem, ale poza samochodami jesteśmy dla siebie mili. Walka jest tylko za kierownicą. W Kazachstanie mieliśmy kilka zabawnych sytuacji. Nie byliśmy w stanie wyprzedzić Wasiljewa bez zmieniania trasy, więc kilka razy byli nieźle zaskoczeni jak znienacka wyskakiwaliśmy przed nich na drogę z prawej strony. Musieli mieć wielkie oczy, widząc nas przed sobą, bo zdawali sobie sprawę z tego, że to właśnie wtedy ważyły się losy zwycięstwa. No, ale jak na drodze: ten z prawej ma pierwszeństwo. (śmiech). Na trasie jest zazwyczaj ogromny kurz, dlatego musimy często zjechać z trasy wyznaczonej przez organizatora, żeby mieć szansę na wyprzedzenie rywali. To zawsze jest ryzyko, bo nie mamy jej dobrze opisanej, ale w Kazachstanie Tom (Colsoul, pilot Przygońskiego - przyp. red.) świetnie nawigował i Rosjanina wyprzedziliśmy.

W drugiej połowie roku ścigacie się w Europie. Czym te rundy różnią się od tych z początku sezonu?

Teraz będą zawody typu Baja. Trwają dwa-trzy dni, każdy z nich ma swoja specyfikę: we Włoszech jeździmy między winnicami, w Hiszpanii to odcinki rodem z WRC, na Węgrzech jeździmy po twardym poligonie, a w Polsce pod Szczecinem też na poligonie, ale drogi są piaszczyste. Europejskie rundy będą bardzo ważne. Skupiamy się na starcie we Włoszech. Nie chcemy dać szansy naszym głównym rywalom. Chcemy, żeby czuli, że jesteśmy w formie.

Krótsze rajdy to mniejszy margines błędu?

Nie, jest podobny. W rajdach Baja musimy jechać szybciej, bo tych kilometrów do przejechania jest mniej, więc ryzykuje się bardziej, więc o błąd nie jest trudno. Do tego, te imprezy różnią się pod względem nawigacyjnym. Mamy opis tylko miejsc, gdzie powinniśmy skręcić, nie ma natomiast oznaczonych niebezpiecznych punktów.

Europejskie rundy zbliżone są do rund WRC. Jeden z Twoich rywali - Martin Prokop - jako trening pojechał Rajd Sardynii w MŚ. To będzie jego atut?

To jest najlepsza baza do tej części sezonu. Takie rajdy pozwalają poczuć prędkość, sprawdzić się w takich sprinterskich warunkach. To jemu pewnie pomoże, ale ja się we Włoszech czuję dobrze, bo przed rokiem tam wygraliśmy. Znam ten teren, jechałem tam motocyklem i samochodem, więc podchodzę z dużą pewnością siebie.

Dużo trenujesz za kierownicą samochodów rajdowych. Nie korcą Cię starty w WRC?

Na pewno w przyszłości chciałbym zwiększyć doświadczenie w rajdach płaskich. Najfajniejsza jest jazda według opisu, który sami musimy sobie stworzyć, a do tego jedziemy po trasie, którą mamy szansę poznać. Po dwóch przejazdach zapoznania można jechać z pamięci, a do tego pomaga pilot swoimi komendami. To pozwala jechać szybciej niż to wydaje się możliwe. Na pustyni takich informacji nie mamy, więc zawsze zachowujemy ten margines bezpieczeństwa. Nigdy nie wiemy, co nas czeka za zakrętem czy jak głęboki jest przejazd przez rzekę.

Będę się starał w takich zawodach wystartować. To jest inna dyscyplina, której trzeba się nauczyć. Na pewno chciałbym wystartować w rajdzie szutrowym, bo to jest najbliżej tego, na czym się znam. Dużo trenuję i szkoda, że w tym roku Rajd Polski wypadł z kalendarza WRC, bo mógłbym się sprawdzić już teraz. Rok temu jechaliśmy w tej imprezie jako "zerówka".

Cały czas łączysz rajdy terenowe z driftem. Zazwyczaj było tak, że w drifcie byłeś nie do pokonania, a w rajdach goniłeś rywali. Teraz sytuacja jest odwrotna. Z czego to wynika?

Sezon w drificie nie zaczął się dla nas idealnie, ale poziom zawodów jest coraz lepszy. Moi rywale też nieustannie trenują, a ja więcej czasu spędzam na pustyni niż w samochodzie do driftu, więc muszę się szybko dostrajać. Nie poddaję się. Mam nadzieję, że na kolejnej rundzie pokażemy chłopakom jak trzeba jechać.

Rywale dogonili Cię dzięki umiejętnościom czy także sprzętowo są już bardzo blisko?

W drifcie różnice pomiędzy autami są coraz mniejsze. Wiedza i technologia szybko się rozprzestrzeniają, a do tego dużo trenują. Drift w Polsce na coraz wyższym poziomie, przed nami są chyba tylko Amerykanie i Japończycy. Mamy super zawodników i bardzo dobre samochody.