Sport.pl

Red Bull X-Fighters. Gladiator Adams, pacjent Torres

- Teraz muszę się leczyć - powiedział po zawodach Red Bull X-Fighters w Rzymie zwycięzca Nate Adams. W finałowym przejeździe wykonał 18 bezbłędnych trików ze skręconym kolanem. Jego największym rywalem miał być startujący z pięcioma złamaniami Dany Torres. Na Stadionie Olimpijskim 12 czołowych zawodników FMX zmierzyło się w kolejnym etapie serii.
Finałowemu starciu Nate'a Adamsa z Andre Villą towarzyszył ryk 45 tysięcy rzymskich gardeł, które w równym stopniu dopingowały obu zawodników . Gdyby zamknąć oczy i wsłuchać się w huk na Stadionie Olimpijskim, można by pomyśleć, że to derby Roma - Lazio, a nie pojedynek na skoki pomiędzy Amerykaninem i Norwegiem. Rzymski tor - największy, jaki zbudowano we Włoszech - składał się z 11 kickerów i 8 lądowań, na których zawodnicy wzbijali się do granic swoich możliwości wyskakując na wysokość 15 metrów, przelatując w poziomie ponad 30-metrowe dystanse.

Przed finałem kilka trików zdążył pokazać reprezentant gospodarzy Massimo Bianconcini. Rzymu nie zawojował, ale wstydu nie przyniósł. Żegnały go gromkie brawa, bo wielu Włochów przyszło tutaj specjalnie dla niego.

Najgłośniej dopingowani byli finaliści. W czasie trwającego 120 sekund przejazdu lider serii Nate Adams wykonał 18 bezbłędnych trików.

- Dzisiejsza wygrana była jedną z najtrudniejszych w mojej dotychczasowej karierze, zwłaszcza po wypadku w kwalifikacjach. Teraz mam zamiar sięgnąć po tytuł mistrza całej serii - powiedział po zawodach 27-letni Amerykanin. W tym roku wygrał zawody w Brazylii i był trzeci w Dubaju.

Adams w finale skakał wyżej niż wszyscy i lądował z takim wyczuciem, że aż trudno było uwierzyć w jego kontuzję. Po występie jasne było, że wygra zawody, bo Andre Villa zaliczył kilka niepewnych skoków. Po jednym z nich lądował trochę za blisko i ledwo co uratował dalszy przejazd. Dla Adamsa to już 11. zwycięstwo w historii startów w Red Bull X-Fighters. Wygrana przybliżyła go do trzeciego triumfu z rzędu w całej serii.

W walce o zwycięstwo zabrakło rewelacyjnego w kwalifikacjach Dany'ego Torresa, który rok temu był tutaj bezkonkurencyjny. Hiszpan świetnie zaczął sezon - wygrał w Dubaju, ale z powodu kontuzji opuścił drugi przystanek serii w Brazylii.

Jego pierwszy i ostatni skok w Rzymie wyglądał tak: Hiszpan wsiadł na motor, pomachał do publiczności i wzbił się w powietrze. Na wysokości 15 metrów zrobił dość łatwego backflipa, jednak miał problemy przy lądowaniu. Koło motocykla trafiło na nierówność. Hiszpan z impetem wpadł w barierkę oddzielającą tor od publiczności. Stadion Olimpijski ucichł na kilka minut. Światła przygasły, wyłączono muzykę i zaczęła się akcja ratunkowa. Dopiero kiedy okazało się, że Torres jest przytomny, organizatorzy wyświetlili powtórkę pechowego skoku na olbrzymich telebimach. Zawodnika z areny zwiozła karetka, a przerwane święto wznowiono.

- Przyjechałem tutaj z pięcioma złamaniami i nie byłem do końca wyleczony. Mimo to udało mi się wygrać kwalifikacje. Sądząc po tym jak boli mnie prawa kostka, pewnie wyjadę stąd z sześcioma złamaniami - powiedział po zawodach Torres i zapewnił, że nie opuści kolejnego przystanku X-Fighters w Madrycie.

W klasyfikacji generalnej prowadzi Nate Adams. Amerykanin ma 40 punktów przewagi nad Andre Villą. Do końca serii zostały trzy przystanki: w Madrycie (15 lipca), w Poznaniu (6 sierpnia) i finał w Sydney (17 września).