Ile trzeba płacić zagranicznym żużlowcom

Tony Rickardsson, Billy Hamill, Chris Louis - tak wygląda czołówka najlepiej zarabiających obcokrajowców w naszej lidze. Jakie sumy wywożą z naszego kraju żużlowcy z zagranicy?
O kwotach przelewanych na konto żużlowców ze Szwecji, USA czy Wielkiej Brytanii krążą legendy. Spróbowaliśmy dowiedzieć się jak wygląda wynagrodzenie gwiazd z zagranicy. Wszystkie kwoty są oczywiście nieoficjalne, ale podane przez osoby, które od lat działają w sporcie żużlowym. W odróżnieniu bowiem od krajów zachodniej Europy, gdzie zarobki sportowców są powszechnie znane, w naszym kraju wciąż wszystko owiane jest mgiełką tajemnicy.

Jak to się zaczęło?

Już w latach 80. niektóre kluby sięgały po wzmocnienia z zagranicy, ale pierwszy wielki kontrakt podpisano w Lublinie. W 1999 roku działacze Motoru po wysondowaniu zagranicznego rynku ze zdumieniem stwierdzili, że są w stanie zaspokoić żądania wielokrotnego mistrza świata Hansa Nielsena. Podobnie zareagowali kibice. Większość z nich myślała, że zgłoszenie słynnego Duńczyka do składu to żart primaaprilisowy (inauguracyjna kolejka rozgrywana była 1 kwietnia). Nielsen zdobył 14 punktów, zgarnął pokaźne wynagrodzenie i zawiózł do Anglii wieści o odkrytym właśnie finansowym raju, gdzie wymagania są niewielkie, a pieniądze leżą na torze. Przed kolejnym sezonem żaden czołowy żużlowiec świata nie odmówił polskim działaczom.

Przy piwku po Grand Prix

Większość z zagranicznych żużlowców szybko nauczyła się wykorzystywać naiwność i zbyt wygórowane ambicje szefów polskich klubów. Każdy z nich chciał mieć w zespole największe gwiazdy i był gotów maksymalnie obciążyć budżet, żeby tylko sprowadzić na mecz kogoś w rodzaju Nielsena. - Obcokrajowcy są naprawdę solidarni, potrafią się naradzić. Ale gdy spotykają polskich prezesów, naiwnych facetów, którzy potrafią zastawić samych siebie, żeby tylko ich mieć. To trudno się dziwić, że obcokrajowcy dostawali, czego chcieli - mówi Rufin Sokołowski, prezes Unii Leszno.

Nieoficjalnie wiadomo, że przez pewien czas ci najwięksi już w zimie uzgadniali między sobą minimalne stawki. - Teraz odbywa się to przy piwku po Grand Prix. Obcokrajowcy potrafią się dogadać, ile będą żądać przed sezonem. Niestety, nie można tego powiedzieć o naszych działaczach. Oni potrafią się tylko prześcigać i licytować swoje oferty - mówi prezes Kuntersztyna/quick-mix Przemysław Sierakowski.

- Namawiam kolegów do umówienia się w sprawie maksymalnych zarobków obcokrajowców, bo nasze kluby nie wytrzymują już spirali wydatków - dodaje prezes bydgoskiej Polonii Lech Różycki.

Konsekwencją takich działań były horrendalne dziury w klubowych budżetach i zaległości wobec zawodników. O wielkości wynagrodzeń dla obcokrajowców świadczy dobitnie jeszcze inny fakt. Wiele kontraktów z zagranicznymi jeźdźcami nie było realizowanych do końca, a mimo to zawodnicy nie upominali się zbyt natarczywie o swoje należności. Co najwyżej po sezonie zmieniali kluby. - To proste. W porównaniu do ich zarobków w Anglii czy Szwecji były to ogromne kwoty. Nawet ich część była dla nich satysfakcjonująca. Jednocześnie nie chcieli wywoływać awantur, aby nie zamknąć sobie źródła doskonałych zarobków w kolejnych latach - mówi jeden z działaczy.

Ile to kosztuje?

Wynagrodzenie dobrej klasy żużlowca składa się z trzech części: kwoty za podpisanie umowy, zwrotu kosztów dojazdu oraz punktówki. Ten pierwszy element funkcjonuje stosunkowo od niedawna. Prekursorem był dwa lata temu Tony Rickardsson, który przechodząc z Gorzowa do Gdańska, zainkasował według różnych źródeł od 700 do 900 tys. zł. Do dziś jest to transferowy rekord, niepobity nawet przez Tomasza Golloba, który za pozostanie w Polonii otrzymał około pół miliona złotych. - Później w jego ślady poszli inni. Hurtem żądali pieniędzy za podpis i oczywiście dostawali je - przyznaje Sierakowski.



Rickardsson w tym roku zażądał do Apatora/Adriany 350 tys. zł, a otrzymał 50 tys. mniej. Nikt z nim oczywiście nie może się równać. Średnia kwota to 100 tys. zł, ale są kluby, które nie zapłaciły ani złotówki za autograf gwiazdy. Uniknął tego ZKŻ/Polmos Zielona Góra kontraktując Billy Hamilla oraz Unia Leszno przedłużając umowę z Leigh Adamsem.

W Atlasie, który uchodzi za najbogatszy klub w Polsce, żadnych pieniądzy nie otrzymał Greg Hancock, ale już Scott Nicholls miał tyle ofert przed sezonem, że Atlas odpowiednio "umotywował" Anglika do podpisania umowy właśnie we Wrocławiu. Także Bractwo/Polonia Bydgoszcz kotraktując mistrza świata Marka Lorama musiało zgodzić się na wypłatę przed pierwszym startem (nieoficjalnie mówi się o czterech ratach po 25 tys. zł).

W trakcie sezonu żużlowiec otrzymuje pieniądze za dojazd (tzw. travel money) oraz punktówkę czyli wynagrodzenie za zdobyte punkty i bonusy. Pierwsza kwota to średnio 10 tys. zł za przyjazd zagranicznej gwiazdy na mecz samolotem bądź busem.

A ile płaci się za punkt? Z tym jest różnie. Średnio około 1000 zł., ale w obcej walucie: funtach, dolarach bądź markach. Najwięcej kasują ci, którzy przed sezonem nie wzięli pieniędzy za sam podpis. Nieoficjalnie wiadomo, że jeśli Amerykanin Billy Hamill zdobędzie dla Polmosu w granicach 13 punktów - wówczas wzbogaci się o blisko 38 tys. zł. Australijczyk Leigh Adams na jednych zawodach potrafi wyciągnąć 25 tys. zł.

Równie istotne są pułapy punktowe, od których zależy wysokość punktówki. W zależności od klasy żużlowca i operatywności działaczy przy negocjacji kontrakt jest to bariera od dziewięciu do dwunastu punktów. Np. Mikael Karlsson pobiera w Rybniku 250 USD za punkt, ale tylko gdy przekroczy dziesięć oczek.

Z pozoru wydaje się to korzystne dla klubu, ale i z tym bywa różnie. - Znam przypadek, gdy przed ostatnim biegiem obcokrajowiec koncentrował się na tym, by przekroczyć barierę dziewięciu punktów, bo wtedy on zarobił więcej, a kompletnie nie interesował go zespół. Doszło do sytuacji, że przyjechał na trzeciej pozycji, osiągnął swój pułap. A zespół przegrał, bo potrzebował jego biegowego zwycięstwa - opowiada Sokołowski.

Do podobnych sytuacji doszło kilka razy w Zielonej Górze, gdzie Hamill zarabia najwięcej jeżeli zdobędzie minimum 12 pkt (jeżeli mniej to dostaje połowę). Amerykanin wychodzi na swoje, bo najczęściej zdobywa 13 punktów. Polmos kilka z takich spotkań przegrał.

Idzie ku lepszemu

Podsumowując występ gwiazdy z zagranicy może kosztować nawet 50 tys. zł za jeden mecz. Tak naprawdę większości polskich klubów na to nie stać. - Można zauważyć pewną poprawę. Pomogło w tym ograniczenie liczby obcokrajowców w naszej lidze. Dzięki temu muszą bardziej szanować pracę w Polsce i tym samym spuścić nieco z żądań - zaznacza jeden z działaczy.

Pracy w ekstralidze nie mógł znaleźć mistrz świat Loram, który przed sezonem za sam podpis żądał kilkaset tysięcy złotych. BGŻ/Polonia Piła długo prowadziła negocjacje z Gary Havelockiem. Przeciętny żużlowiec z Anglii zażądał 3,5 tys. DM za sam przyjazd i 650 DM za każdy punkt. Podziękowano mu i wrócono do rozmów dopiero gdy Anglik znacznie spuścił z ceny. - Od dziesięciu lat obcokrajowcy windują żądania. Ale nadszedł ten czas, gdy w wielu miejscach po prostu zaczyna brakować pieniędzy - twierdzi Sierakowski.

- Optymalny, moim zdaniem, kontrakt polskiego pracodawcy z obcokrajowcem to 2 tys. DM za zwrot kosztów podróży i 300 bądź 400 DM za punkt. 400, gdy wygrywa zespół, a 300 w przypadku porażki - mówi Sokołowski - Ale jeszcze potrwa zanim będziemy potrafili narzucić obcokrajowcom nasze warunki - dodaje szef leszczyńskiej Unii.

Liczby z kasy

300 tys.

tyle złotych dostał Tony Rickardsson za podpisanie umowy z Apatorem/Adrianą

38 tys.

aż tyle może zarabić za punkty zdobyte w jednym meczu obcokrajowiec ZKŻ Zielona Góra, Billy Hamill

1000

tyle przeciętnie płaci się za jeden punkt