Marc Gené: Jeżdżę za szybko

Marc Gené to jeden z najbardziej wszechstronnych kierowców wyścigowych na świecie. Od wielu lat łączy funkcję testera zespołu Scuderia Ferrari z sukcesami w słynnym wyścigu 24h Le Mans. W trakcie ostatniego Grand Prix rozmawialiśmy z nim o Robercie Kubicy, przyszłości F1 i o tym, jakim jest kierowcą.
Jak oceniasz rewolucję, jaka dotknęła w tym roku bolidy Formuły 1?
Nie lubię wyglądu nowych bolidów. Szczególnie przodu, ale wiem, że w przyszłym roku będzie on zmieniony i będą one wyglądać znacznie lepiej. Osobiście preferuje konstrukcje, które są szybkie w zakrętach. Te takie nie są. Przyspieszenie i możliwości wyprzedzania są dobre. Życzyłbym sobie, żeby siła docisku w zakrętach była lepsza. To coś, czego publiczność nie widzi, ale dla nas kierowców jest to ważne.

Dużo osób narzeka też na dźwięk nowych silników...
Nie jest to dla mnie najważniejsze. Oczywiście wolałem stary dźwięk silników V8, ale w Le Mans startuję samochodami z silnikiem Diesla, których odgłos jest jeszcze mniej emocjonujący niż ten w F1.

Jesteśmy już za półmetkiem tegorocznego sezonu Formuły 1. Czy zespół nadal skupia się na rozwoju tegorocznego auta, czy już pracuje wyłącznie nad przyszłoroczną konstrukcją?
To się odbywa dwutorowo. Pracujemy nad nową konstrukcją na rok 2015, ale nadal rozwijamy też tegoroczny bolid. Jeżeli poprawimy w nim coś, co przynosi lepsze rezultaty, przenosimy to rozwiązanie także do nowej konstrukcji.

Jak opisałbyś swoich kolegów z zespołu, Fernando Alonso i Kimiego Raikkonena?
Fernando zawsze pokazuje, jak dobrym jest kierowcą. Nieważne, jak dobre lub złe jest auto, które prowadzi, on zawsze wyciska z niego maksimum. To jest imponujące. Często potrafi dojechać na wysokiej pozycji nie najlepiej prowadzącym się bolidem. Kimi jest za to bardzo wrażliwy na zmiany w samochodzie. Dlatego zmaga się w tym roku z adaptacją do bolidu Ferrari. Nowe konstrukcje są trudne w prowadzeniu i tacy kierowcy jak Kimi mają nieco utrudnione zadanie. Pracujemy z nim bardzo blisko, bo on stara się jak najlepiej zaadaptować za kierownicą Ferrari, a my chcemy przygotować mu jak najlepsze dla niego ustawienia. Widać, że to pomału przynosi efekty.

Pamiętasz jeszcze Roberta Kubicę?
Bardzo brakuje mi Roberta. To jedna z najciekawszych osób, jakie spotkałem w świecie Formuły 1. Był lubiany przez większość osób w paddocku. Zawsze dużo rozmawialiśmy. Kubica był szanowany przez wszystkich za to, że zawsze mówił to, co myślał, i nie ukrywał niczego przed otoczeniem. Niewielu zawodników potrafi powiedzieć wprost, że z czegoś są niezadowoleni.

Czy od pamiętnego wypadku mieliście kontakt?
Niestety nie. Wiele osób dzwoniło i pisało do Roberta, żeby dowiedzieć, się jak się czuje, ale on kompletnie się odciął. Nie odbierał telefonów, nie odpisywał na SMS-y. Niektórzy z nas próbowali nawiązać z nim kontakt nawet rok po wypadku. Bezskutecznie. To musiało być dla niego trudne. Teraz możemy tylko czekać na to, aż może sam się kiedyś odezwie.

Czy Twoim zdaniem dobrze się stało, że Robert trafił do WRC?
Decyzja należała do niego. Moim zdaniem dobrze by było, gdyby próbował swoich sił w wyścigowych seriach, takich jak DTM, gdzie pozycja jest podobna do samochodu rajdowego. Życzę mu oczywiście jak najlepszych wyników niezależnie od tego, gdzie będzie startował.

Jesteś kierowcą testowym Ferrari, ale od wielu lat startujesz także w wyścigu 24h Le Mans. Czy trudno jest Ci się przestawić z prototypu LMP1 na bolid F1?
Największą różnicą jest to, że prototypy są autami z dachem, a bolidy Formuły 1 to otwarte konstrukcje. Dlatego w Audi mam znacznie gorszą widoczność i czasem nie widzę nawet szczytu zakrętu, do którego się zbliżam. Moc obu aut jest bardzo podobna. Siła docisku jest taka sama lub nawet większa na rzecz prototypu. Technologia samochodów używanych w Le Mans też wydaje się być bardziej zaawansowana, bo bardziej otwarty jest regulamin. Jedyny powód, dlaczego LMP1 jest wolniejsze od bolidu Formuły 1, to waga. Audi R18 e-tron jest cięższe o około 400 kg. Przez to, że oba auta są na bardzo podobnym poziomie, adaptacja do nich nie jest aż tak trudna.

Lubisz atmosferę wyścigu 24h Le Mans?
Zdecydowanie tak. Myślę, że Formuła 1 mogłaby się w tej kwestii dużo nauczyć. W Le Mans kibice w trakcie parady mogą być bardzo blisko zespołów. Atmosfera, jaką tworzy ponad pięćdziesiąt tysięcy ludzi, jest wyjątkowa i można ją poczuć tylko raz w roku.

Jakie są więc największe różnice pomiędzy Le Mans a Formułą 1?
Le Mans jest bardzo niebezpieczne. Jest znacznie bardziej niebezpieczne niż Formuła 1. Niebezpieczna jest jazda w nocy, którą osobiście bardzo lubię. Tylko w nocy czuje się niesamowitą więź z samochodem. Nocą widzi się znacznie mniej. W wyścigu Le Mans bierze udział nawet stu pięćdziesięciu kierowców, pięćdziesięciu z nich nie jest profesjonalistami. Nigdy nie można być w stu procentach pewnym tego, co zrobi auto, do którego zbliżamy się często z prędkością przekraczającą 200 km/h.

Uczestniczyłeś ostatnio w pokazowej imprezie Formuły 1 w Moskwie. Jak oceniasz tego typu wydarzenia?
Takie imprezy mają sens. W Moskwie na pokazach było nawet sto tysięcy osób. Prawdopodobnie dla siedemdziesięciu procent z nich była to pierwsza okazja w życiu, żeby zobaczyć na żywo bolidy F1 w akcji. Jest więc szansa, że może nawet dziesięć tysięcy nowych fanów F1 pojawi się na zbliżającym się Grand Prix Soczi. Takich imprez powinno być znacznie więcej w krajach, w których Formuła 1 nie gości regularnie na torach.

Jaka jest twoja opinia o przepisie, który wprowadza tzw. podwójne punkty w ostatnim wyścigu sezonu?
Nie jestem zwolennikiem tego rozwiązania. Były takie rozmowy o tym, żeby wprowadzić podwójne punkty w Le Mans, co mogłoby być ciekawe, bo ten wyścig rzeczywiście jest najważniejszym w sezonie. W F1 nie ma wyścigu, który jest ważniejszy od innych. Kierowcom ten pomysł się nie podoba, bo nie jest to do końca fair.

Śledzicie w Ferrari to, co dzieje się z Michaelem Schumacherem?
Oczywiście, "Schumi" był z nami przez bardzo długo i razem wygraliśmy wiele wyścigów. Za sprawą sukcesów Michaela Ferrari przeżywało swój najlepszy okres w historii F1. Teraz wszyscy w zespole myślą, modlą się i życzą mu, żeby wrócił do jak najlepszej formy. To, że obudził się po tak długim czasie, już jest bardzo dobrą informacją. Chcielibyśmy, żeby był Michaelem jak najbardziej, jak to tylko możliwe.

Nasi czytelnicy na pewno chcieliby wiedzieć, jakimi jeździsz samochodami i jakim kierowcą jesteś na drodze?
Jeżdżę szybko. Szybciej niż powinienem (śmiech). Z uwagi na współpracę w Le Mans mam Audi RS6 Avant. Mam też Alfę Romeo zapewnioną przez zespół Ferrari. Uprzedzając pytanie, nie, nie mam Ferrari (śmiech). Myślę, że jeżdżę bezpiecznie, ale jednak za szybko.

Marc Gene urodził się w 29 marca 1974 roku w Sabadell w Hiszpanii. Swoją przygodę z wyścigami rozpoczął w wieku 13 lat w kartingu. Po licznych występach m.in. w Formule Ford i Formule 3000 Gene został kierowcą zespołu Minardi F1. Dwa mało udane sezony zmusiły Hiszpana do podjęcia decyzji o zajęciu miejsca kierowcy testowego w Williamsie. Od 2005 roku pełni on tę funkcję w zespole Scuderia Ferrari.

W 2007 roku Marc Gene został zaangażowany do startów w wyścigach wytrzymałościowych. Zasiadł wówczas w zespole Peugeot Total za kierownicą prototypu 908 Hdi FAP. Dwa lata później Hiszpan odniósł swój największy sukces w karierze - wspólnie z Davidem Brabhamem i Alexandrem Wurzem zwyciężył on w 24-godzinnym wyścigu w Le Mans. Od trzech sezonów Gene startuje za kierownicą prototypów Audi. W tym roku zastąpił on Loica Duvala, który uległ wypadkowi w sesji kwalifikacyjnej i ostatecznie ukończył legendarny wyścig na drugim miejscu.


Piłka nożna w F1. Vettel i Ricciardo kontra mistrzyni świata we freestylu